W czwarte urodziny Pana od Muzyki mała retrospektywa. Wracamy do czasów pierwszych spotkań i początków istnienia. Wszystko w towarzystwie świetnej muzyki.

17 maja to dzień ważny dla bloga, to jego urodziny! Pan od Muzyki powstał dokładnie 4 lata temu, w 2014. Pierwotnym założeniem było przedstawienie polskim poszukiwaczom muzyki 100 nowych projektów, o których nie można było jeszcze przeczytać w krajowym internecie. Potem przyszły kolejne serie, playlisty, teksty o artystach, branży muzycznej, podsumowania i rozmylania albumowe.

Łezka kręci mi się w oku, gdy o tym myślę, bo to takie moje małe dziecko. Ciągle niedoceniane i czasami zaniedbywane, ale takie, z którym i dzięki któremu przeżyłem kilka pięknych przygód i poznałem ciekawych ludzi.

Przez te 4 lata na blogu pojawili się artyści, których odkryłem własnoręcznie (lub własnousznie) i którzy są ciągle ze mną – zadomowili się w moich bilbliotekach, także tych analogowych, i do których utworów, ciągle wracam z nostalgicznym już westchnięciem. Gdyby nie oni, nie mam pewności, ze blog w ogóle by powstał.

Przedstawiam Ci teraz dziesięciu artystów, którzy są ze mną od powstania bloga i którzy zostaną już tutaj zapewne za zawsze.

Anna of the North

Pierwszy wpis: 16 czerwca 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Początkowo Anna of the North była projektem solowym. Wydała kilka naprawdę ciepłych i rozkosznych dream/synth/electro-popowych utworów. Przekonała mnie nostalgią, smutkiem i nadzieją, którymi przepełnione są jej kompozycje.

“Sway” było pierwsze, później nadeszła norweska, a właściwie już norwesko-australijska, lawina, i Anna jest tam, gdzie powinna, m.in. na płycie Tylera, The Creatora oraz z naprawdę dobrym debiutanckim albumem.

Aurora

Pierwszy wpis: 16 września 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Aurora razem z Banks są niekwestionowanymi królowami bloga. Rządzą od dawna i wydaje mi się, że byłem pierwszym Polakiem (i jednym z pierwszych blogerów w ogóle, oprócz kilku Skandynawów i Niemców), który odnalazł, niespełna 18-letnią wówczas, Aksnes w odchłani internetowej. Rozkochała mnie “Awakening” do tego stopnia, że mam w swoim portfolio “All My Demons Greeting Me as A Friend” z autografem na półce, oba polskie koncerty (niedługo trzy?) oraz jedno dziwaczne foto.

Ibeyi

Pierwszy wpis: 4 września 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Siostry Diaz wdarły się szturmem do mego serca dzięki “River” i “Oya”. Oba ich album znalazły się w moich rocznych podsumowaniach, “Ash”, który mam na półce z winylami, na podium w 2017. Naomi i Lisa-Kaindé to niezwykłe artystki i performerki, z głowami pełnymi pomysłów. Każdy utwór jest wyjątkowy. Pod każdym względem: tekstu, łączenia stylistyk, użytych instrumentów czy sampli.

Jack Garratt

Pierwszy wpis: 29 maja 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Jack to dzisiaj artysta, który wygrał BBC Sound of 2016, wydał płytę i prze-koncertował cały świat, ale zaczynał jako taka mini-alternatywa dla Jamesa Blake’a (tak lubię sobie powtarzać), a jego “Worry” i “Water” to utwory, do których ciągle uwielbiam wracać. Debiutancki album jest okej, ale trochę spopowiał i z upływem czasu trąci odrobinę myszką, to muszę przyznać. Mam natomiast nadzieję, że nowy materiał, a niebawem musi się taki pojawić, bo Brytyjczyk nad czymś pracuje, będzie powracał do początków Jacka w alterstreamie (właśnie to pojęcie stworzyłem).

Kacy Hill

Pierwszy wpis: 23 września 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Kacy zachwyciła mnie “Experience” i ten stan ciągle nie mija. A minęły już pracie 4 lata. Byłą EP-ka, był album ze świetnymi utworami, a on przeszła długą drogę. Eteryczna, namiętna, pełna pasji i klasy. Jej debiut “Like A Woman” to piękne studium kobiecości, który pokazuje jaki drzemie w niej potencjał. I ja to widziałem od początku!

Låpsley

Pierwszy wpis: 18 lipca 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Holly Fletcher to jedna z artystek od których wszystko się zaczęło. To właśnie jej debiutancki album “Long Way Home” był tym, od którego rozpoczęła się moja “nowożytna” kolekcja. A i przed albumem było mnóstwo świetnej muzyki. Niepozorna, bardzo zabawna, z niezwykłym kolorytem wokalu i pomysłem na muzykę. Jej “Station”, “Falling Short” czy “Hurt Me” już zawsze będą w mojej pamięci. Jakiś rok temu zaszyła się z dala od internetu, by tworzyć nowy materiał. Mam nadzieję, że niedługo do nas wróci.

NAO

Pierwszy wpis: 22 czerwca 2015 / Wszystkie wpisy: tutaj

NAO to artystka, która pojawiła się na scenie bardzo długo przed wydaniem pierwszej płyty. Wesoła, czuła i uśmiechnięta brytyjka ma dar do tworzenia melodii, aranży, a do tego ma potężny wokal. EP-ka, współpraca z Mura Masą, a później założenie własnej wytwórni i album “For All We Know” – ten dorobek i jego brzmienie stawia ją bardzo wysoko w hierarchii artystów alter-R&B. Ona także wycofała się z “życia publicznego”, ale już zaczęła droczyć się z nami kilkoma nowościami. Zobaczymy, co z tego będzie.

Shura

Pierwszy wpis: 23 maja 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Aleksandra to jeden z fundamentów tego bloga. “Touch” było częścią początku. Winyle z pierwszym albumem Denton są na mojej półce, a na liście koncerowej mam jej występ w Warszawie. Ciepło, energia i queerowość bez granic jest tych, co uwielbiam z Brytyjce. Shura tworzy muzykę przyjemną i łatwo przyswajalną, ale naprawdę przenikliwą. A płyta “Nothing’s Real” jest idealnym tego przykładem. Ona także (chyba jak wszyscy, których odkryłem na w sezonie 2014/2015) pracuej nad nowym albumem. Liczę na coś ekstra.

Tash Sultana

Pierwszy wpis: 23 czerwca 2016 / Wszystkie wpisy: tutaj

Tash to kolejna perełka w tym czteroletnim, blogowym diademie. Australijka zaczarowała mnie “Notion”, a później “Jungle” i “Notion” EP. Gdy blues, indie, elektroniczny beat, jamowanie i cudowny wokal łączą siły, tam pojawia się Sultana. Znana już na całym świecie, z ponad milionowym followingiem na Facebooku, niestety ciągle bez koncertu w Polsce. Nad tym ubolewam najbardziej. Ale zawsze można posłuchać sobie jej muzyki i ten smutek przechodzi.

Vök

Pierwszy wpis: 10 czerwca 2014 / Wszystkie wpisy: tutaj

Islandczycy rozpoczynali jako duet, teraz są kwartetem. Zagrali też sporo koncertów w naszym kraju (lubię myśleć, że to także dzięki mnie, ale to nieprawda, po prostu są świetni). Były single, EP-ki i album, ale ciągle najmilej wspominam “Tension”, które było naszym pierwszym spotkaniem, a jednocześnie początkiem ich drogi.

Też nie możesz uwierzyć, że to już 4 lata? Ale ten czas leci. Chciałbym sobie życzyć kolejnych czterech z taką samą liczbą upadków, wzlotów i niespodzianek. Ten blog to trochę takie odzwierciedlenie mojego życia, gdzie muzyka jest bardzo ważna.

A teraz pytanie do Ciebie, ilu artystów poznałeś dzięki Panu od Muzyki? Ilu z tych poznanych muzyków jest ciągle przy Tobie?