Dziesięć nowych utworów, których nie musisz znać, bo nie zmienią one Twojego życia, ale brzmią dobrze, więc mógłbyś poznać. Poniżej znajdziesz St. Vincent, Skott, Jessie Ware, Ibeyi, Tricky’ego, a także Jessie Reyez.

Dobrze jest czasem zatrzymać się, usiąść z kubkiem kawy i posłuchać muzyki. Albo obejrzeć ładne wideoklipy. Dlatego przygotowałem zestawienie dziesięciu piosenek/teledysków, bez których Twoje życie nie będzie uboższe (bo dlaczego miałoby być?), ale z którymi możesz poczuć się pełniej. Bo są naprawdę ciekawe. Zaznacz właściwe: wizualnie/muzycznie/oba.

Piękna kompozycja St. Vincet doczekała się pięknych obrazków. Annie Clark po raz pierwszy bez gitary. Nadal brzmi intrygująco i pięknie. No i te kompozycje kolorów.

Jessie Ware zaczyna kombinować i prawdopodobnie zakończy się to wydaniem płyty. “Selfish Love” jest ciekawą próbą zamknięcia współczesnej muzyki pop w ramy klasyczych, włoskich/francuskich filmów miłosnych lat 50. i 60. “Midnight” było naprawdę okej, ten utwór jest interesujący także na płaszczyźnie wizualnej.

Skott znów zaskoczyła wydaniem singla. I w końcu dostałem coś, co mnie satysfakcjonuje w pełni. Świeże brzmienie, które różni się od dotychczasowych utworów. Ten sam chłodny i głęboki klimat, ale spore zmiekształcenie wokalu sprawia, że choć rdzeń pozostaje bez zmian, dostajemy nowe bodźce i nie gubię uwagi. Pauline stworzyła “Remain” chyba właśnie dla mnie. A czy również dla Ciebie?

Jestem szczerze zachwycony, pierwszy raz od “Porcelain”, czyli debiutanckiego utworu Szwedki.

Stało się! Siostrzany duet, którym jestem zachwycony od pierwszego spotkania i który wydał jeden z moich ulubionych krążków 2015 roku, zapowiedział nadejście drugiego albumu. W najleszy, możliwy sposób. Płyta “Ash” ukaże się 29 września nakłądem XL Recordings, a “Deathless” stał się zapowiedzią wydawnitwa. Wideo jest proste i niesamowite!

Naaz mogłeś usłyszeć już kilkukrotnie np. w Neuzikach. Na pewno jeszcze wrócimy na blogu do tej świetnie zapowiadającej się damy, ale na razie, posłuchaj jej najnowszego singla i obejrzyj wideo do “Can’t”. Spokojne, delikatne, odrobinę baśniowe i senne.

Legenda trip hopu nie przestaje tworzyć. Tricky wyda 22 września swój TRZYNASTY album. Jego muzyka ewoluuje od jakiegoś czasu, coraz mniej przypominając Bristol Sound z początków jego istnienia. Ale to dobrze – sztuka nie lubi stagnacji. Oby “uninformed” czyli nadchodząca płyta znów czymś zaskoczyła fanów Adriana Thawsa.

Jessie Reyez to jedna z moich faworytek, jeśli chodzi o ubiegłoroczne odkrycia. Jej “Kiddo” EP jest naprawdę dobrym pierwszym krokiem ku wielkich scen (co z resztą się już dzieje, bo Jessie pojawiła się na albumie Calvina Harrisa). Wideo do “Blue Ribbon”, numeru trzy na mini albumie, to mały hołd oddany fanom i możliwości koncertowała po całym kontynencie. Składa się ono z fragmentów występów i podróży między gigami.

Szkotka, Nina Nesbitt jest na scenie od kilku lat (ma na koncie nawet płytę!), ale tak na dobrą sprawę, dopiero swoim ostatnim singlem przykuła moją uwagę. “The Moments I’m Missing” to popowa kompozycja skąpana w elektronicznych samplach, opowiadająca ciekawą historię. Te wszystkie czynniki składają się na naprawdę angażujący utwór. Wideo bawi się konwencją wideo pamiętnika, ale takiego prawdziwego, złożonego ze starych archiwalnych nagrań rodzinnych, nie internetowego vloga. Całość jest klimatyczna i stylowa.

Mam wrażenie, że Jorja Smith ciągle szuka miejsca dla siebie. Były pierwsze, piękne single, następnie duety z Cadenza czy Kali Uchis, później artystyczne, nowofalowe próby łączenie obrazu i muzyki, a teraz znów duety z rytmem uptempo. Nie mam pojęcia, co z tego wyjdzie, ale będę bacznie obserwował poczynania Brytyjki.

Na koniec nowa twarz, którą tak naprawdę mieliśmy okazję już posłuchać. Geneva White jest wykształconym muzykiem, który próbuje obecnie sił w solowym projekcie. Jej wokal mogliśmy usłyszeć jakiś czas temu w utworami Kan Wakan, a także otwierała występy Royal Blood czy Arctic Monkeys. Już 13 października ukaże się jej pierwsza EP-ka, “Surface”. Ładny, dobrze wyprodukowany, świeżą brzmiący electro pop.

I to na tyle. Tak, jak napisałem na początku – tych 10 utworów nie jest doświadczeniem zmieniającym Twoje życie. Ale dobrze mieć je blisko siebie, bo brzmią naprawdę dobrze.