Pan od Muzyki

5 albumów, dzięki którym lato 2018 stanie się lepsze

Wybranie albumów lata to trudne zadanie, bo jaka muzyka jest idealna na wakacyjne dni? Specjalnie dla Was podejmuję się tego wyzwania i przeszukuję świeże wydawnictwa, w których sam się zasłuchuję, by znaleźć te najlepsze!

Rok obfituje w wiele naprawdę dobrych albumów. Ale mamy lato i trzeba wybrać takie, które będą dobrze się komponować z pogodą, która za oknem. W upalne dni nie zawsze mamy ochotę na słuchanie wesołego i przepełnionego energią popu czy EDM, a deszczowe popołudnia to nie tylko okazje do smutnych, akutstycznych ballad. Mam dla Was pięć albumów, które ukazały się w czerwcu i lipcu, a które zdecydowanie zdobyły miano moich “płyt lata 2018” i które chcę Wam polecić.

Te pięć propozycji to albumy stylistycznie różne, ale we wszystkich wypadkach bardzo harmonijne i wyważone, co czyni je wartymi uwagi w każdych warunkach atmosferycznych i przy każdym możliwym nastroju. Mam nadzieję, że wybierzecie coś dla siebie.

Lykke Li – so sad so sexy

RCA Records, wydany 8 czerwca

Czwarta płyta Li to spore odświeżenie stylu Szwedki. “I Never Learn” z 2014, choć było albumem dobrym, to sprawiało wrażenie materiału, który wyhamowywał karierę utalentowanej artystki, bo nie pchał jej w żadną stronę. “so sad so sexy” to ewidentny romans ze współczesnym popem, który miesza w sobie elektronikę, R&B i lo-fi. Słychać to we wszystkich utworach – wyeksponowany wokal, a w tle proste i głębokie bity z dodatkiem najprostych snare’ów, rodem z rapu, czy bujające melodie, przy których znalezienie odpowiedniego flow to pestka.

Po pierwszym przesłuchaniu napisałem, że Lykke Li brzmi tutaj jak damska wersja Post Malone, który umie śpiewać. I choć od tamtego stwierdzenia minęło wiele minut z “so sad so sexy”, to nadal uważam, że świetnym ruchem było obranie takiej ścieżki, bo daje ona stylistycznie (i wizualnie, co widać po okładce i klipach) wiele furtek do rozwoju w przyszłości.

Moje ulubione utwory z tej płyty to zdecydowanie: “deep end”, “last piece”, “sex money feelings die” i “utopia”, ale bronić będę każdego z nich, bo wszystkie razem tworzą materiał kompletny. A to rzadkość w czasach, gdzie każdy kawałek na płycie musi być instant-singlem.

Jorja Smith – Lost & Found

FAMM, wydany 8 czerwca

Jorja zadebiutowała utworem “Blue Lights” w styczniu 2016 roku, ale dopiero, gdy ukazał się “Project 11”, Brytyjka rozpoczęła ustanawianie swojego brzmienia. Soczyste soulowe kompozycje z odrobiną elektroniki i anielski głos. Feeling nie z tej Ziemi, a do tego wielki koloryt i niecodzienne umiejętności wokalne. Największą rozpoznawalność przyniosły jej kolaboracje z Preditah, Cadenzą, Kali Uchis i Stormzym, ale jasne stało się, że jej solowy debiut będzie insirowany klasycznymi gatunkami.

I faktycznie tak jest, choć z wieloma twistami, za które powinniśmy być Jorjy wdzięczni. “Lost & Found” to niezwykle klimatyczna płyta z wykwintnymi perełkami. Znajdziemy na niej momenty, które pasują odrobinę mniej do reszty (wspomniane “Blue Lights” czy “Lifeboats” w którym Smith idzie we freestyle), ale dominują tutaj świetne aranżacje soulowe i R&B, które zostawiają sporo powietrza na popisy wokalne. Właśnie dlatego ten krążek jest tak satysfakcjonujący – pomimo dusznych beatów i “ciasnych” melodii, zawsze jest miejsce na klasyczne klawisze oraz przemocny głos Jorjy Smith.

Jeśli miałbym wskazać moje ulubione utwory na “Lost & Found” byłyby to: “Teenage Fantasy”, “On Your Own” i “Tomorrow”. Co istotne, płyta została nominowana do nagrody Mercury Prize 2018, czyli plebiscytu na brytyjską płytę roku.

Florence + The Machine – High As Hope

Vrgin EMI/UMG, wydany 29 czerwca

Florence Welch to niekwestionowana gwiazda muzyki. Czwarty album Brytyjki “High As Hope” to powrót do bardziej oswojonego brzmienia. “How Big, How Blue, How Beautiful” było dla mnie materiałem przestylizowanym i za poważnym dźwiękowo, mimo wielu naprawdę dobrych momentów. “HAH” daje nam odrobinę świeżości, a jednocześnie powraca do, tak lubianych przez fanów, schematów z dwóch pierwszych krążków Flo.

“Big God” to nie tylko wyrazisty wokal i czysty, mocny aranż, ale także piękny klip. “Hunger” to cudowny tekst, a “Sky Full Of Song” to niezwykłe chórki i powrót tego charakterystycznego cygańsko-hippisowskiego klimatu. Płyta jest nostalgiczna, pełna, ale ma także wiele intentywnych miejsc.

“High As Hope” to dzieło o wiele łatwiej przyswajanle niż “HBHBHB” i na pewno będzie częściej odtwarzane przez wielu ludzi, którzy poznali Florence + The Machine za czasów “Lungs”. Czyli także mnie. To także druga na tej liście płyta nominowana do Mercury Prize 2018.

Wet – Still Run

Columbia Records, wydany 13 lipca

Wet zadebiutowało w 2016 roku albumem “Don’t You” jako trio. Okazało się, że pomimo wielu pysznych momentów, nie został on przyjęty pomyślnie. Uważałem tamtą płytę na zbyt statyczną i pozbawioną barw. Od tamtego czasu projekt zamienił się w duet, a i brzmienie Wet, prowadzone przez wokalistkę Kelly Zutrau, zmieniło się znacząco. Wyszli od singer-songwriterskiego, melancholijnego synthpopu, teraz do tego wszystkiego należy jeszcze dodać określenia blues pop czy sad indie , bo “Still Run” o wiele bardziej złożona płyta. Czy to dobrze? Drugi album to na pewno znacznie więcej klimatycznych utworów.

Ze “Still Run” bardzo chętnie wyróżnię utwór tytułowy, który otwiera album, a także “You’re Not Wrong” i “This Woman Loves You”. Wszystko brzmi bardzo domowo, przytulnie i przyjemnie smutnie. A do tego mamy cały wachlarz nowych i trochę nieoczekiwanych dźwięków. To bardzo orzeźwiające. Szczególnie latem (widzicie, co tutaj zrobiłem?)!

The Internet – Hive Mind

Columbia Records, wydany 20 lipca

The Internet to grupa, której członkowie byli bardzo aktywni przed powstaniem projektu – bo wokalistka Syd oraz Matt Martians wywodzą się z Odd Future, czyli sporego kolektywu, którego skład jest bardzo płynny (wystarczy nadmienić, że jego częścią byli m.in. Frank Ocean czy Tyler, the Creator), ale ciągle oscylują wokół rapu, funku, soulu i R&B. “Hive Mind” to już czwarta płyta zespołu, która po raz kolejny jest materiałem do granic przyjemnym i niezwykle klimatycznym.

Ten materiał czeka duże wyzwanie, bo poprzednik, “Ego Death” z 2015 był nominowany do GRAMMY w kategorii Urban Contemporary Album. “Hive Mind” to piękna mieszanka klasycznych funkowych i soulowych klmatów, bujających melodii, ciepłego i delikatnego głosu Syd oraz wielu ciekawych elektroniczych smaczków. Album nie przykuwa uwagi od razu, ale warto puścić go kilka razy w tle, do popołudniowego chillu, by dostrzec jego moc. Później będziecie mi dziękować!

Utwory, które szczególnie polecam na “Hive Mind”? Przede wszystkim cudowne “Come Over”, do którego wideoklip widzicie wyżej (sam klip to też pyszność), smukłe i bardzo ciepłe, otwierające album “Come Together”, a także “Stay the Night” – łagodniejsze i bardziej intymne.

To pięć propozycji, które zawojowały moje lato. Ten zbiór to naprawdę dobra mieszanka dźwięków. Fani wielu gatunków powinni znaleźć coś dla siebie. Który album stanie się Waszym ulubionym?

Scroll Up