W tym roku nie wybieram się na Open’er Festival. Może dlatego, że jestem leniem i nie zarobiłem na karnet, być może ze względu na mój wewnętrzny aspołeczny pierwiastek wymieszany z kilkoma dziwnymi sytuacjami z poprzedniej eskapady do Gdyni.

Niemniej ubolewam, że nie posłucham na żywo kilku artystów, którzy pojawią się na scenach umiejscowionych na lotnisku Gdynia-Kosakowo. Dlatego postanowiłem na kilka dni przed rozpoczęciem imprezy, gdy już znamy godzinowy rozkład koncertów, napisać na co powinni (z perspektywy mojego gustu muzycznego) wybrać się festiwalowicze.

Wybierzesz się ze mną? Pokażę Ci jak wyglądałby mój Open’er Festival 2014.

Środa – 2.07.2014.

Na dobry początek festiwalu, jeszcze bez zobowiązań, z uśmiechem na twarzy i niezmąconą głową wybieramy się na Hanimal. Koncert rozpoczyna się o 17:00 na Here & Now Stage (jeśli dobrze kojarzę sceny – co rok część zmienia nazwy – jest to stejdż znajdujący się pomiędzy sceną główną i namiotem), dobrze nastroi i wyciszy przed dalszą podróżą pomiędzy wydarzeniami.

Następnie okazuje się, że do gwiazdy wieczoru, czyli The Black Keys pozostają jeszcze ponad trzy godziny, dlatego przechodzimy pod Tent Stage, wszystko by posłuchać drugiej części koncertu Eric Shoves Them In His Pocket

… a następnie sprawdzić co przygotowali Fair Weather Friends i Brytyjczycy z Metronomy.

Niestety z performensu Czwórki z Londynu musimy wyjść na dwie piosenki przed końcem, tak aby kilka minut przed 22:00 znaleźć się w dobrym miejscu pod Main Stage przed show The Black Keys – headlinera pierwszego dnia OF’14. To pierwszy koncert amerykańskiego duetu w naszym kraju! Rozumiesz, że to wyjątkowa chwila i musisz tam być.

Po Czarnych Kluczykach daję Ci chwilkę odetchnąć, masz 30 minut by coś zjeść, wypić i znów dotrzeć do namiotu, bo tam równo o północy swój występ rozpoczynają siostry Haim!

Normalny openerowicz wybrałby się na Foster the People, ale ja za nimi nie przepadam, więc po zabawie pod Tent Stage idziemy na set Jamie’ego xx (tak, tego z The xx) na Beat Stage. I bawimy się dobrze do okolic 3:30.

Właśnie zakończyliśmy pierwszy dzień festiwalu. Teraz wracamy na pole namiotowe, kładziemy się spać. Wstaniemy dopiero koło południa.

Czwartek – 3.07.2014.

Po zimnym “porannym” prysznicu i wycieczce na gdyńską plażę jesteśmy gotowi na kolejny dzień koncertów! I znów przychodzi rozpocząć nam od polskiego zespołu. O godzinie 18:00 w Tent Stage grają Pustki. A mają przecież nowy materiał!

Jeszcze przed końcem tego koncertu musimy zmykać na MGMT, bo rozpoczynają granie o 19:00, a do Sceny Głównej jest kawałek drogi. Przecież nie chcesz się spóźnić na “Kids”, “Time to Pretend” lub “Electric Feel”?

Między koncertami nie ma chwili wytchnienia – o 20:30 na Here & Now Stage swój występ rozpoczyna , tego również nie możesz przegapić!

Gdy Karen Marie Ørsted skończy swój spektakl przeskakujemy pod scenę główną. Tam swoje granie rozpoczyna Pearl Jam, jest już 22:00.

Na Eddie Vederze z kolegami zostajemy jedynie jakieś 45 minut. Czeka nas sprint do namiotu, to właśnie tam od kwadransa gra już tajemnicza Bokka, trzeba wreszcie rozwikłać zagadkę tożsamości członków grupy!

Po magicznej podróży po świecie Bokki, mamy wreszcie chwilkę by odpocząć. Dopiero za 10 minut rozpocznie się koncert duetu Darkside czyli Nicolasa Jaara i Dave’a Harringotona. Również na Tent Stage.

Jest 1:00, a my znów przemierzamy festiwalowe pole, jeszcze kilka dni temu gęsto porośnięte trawą, zmierzamy pod scenę główną, na ostatni koncert w dzisiejszym harmonogramie. Do 2:30 bawić będziemy się z Rudimental.

Za nami dopiero drugi dzień festiwalu, a my byliśmy już na 14 koncertach! Robi wrażenie.

Piątek – 4.07.2014.

Trzeci dzień Open’era 2014 to największa kumulacja koncertów, których trzeba posłuchać chociaż we fragmentach. Zaczynamy z dużego “C”. O 17:00 na Here & Now Stage Łotysze z Carnival Youth, a jeszcze przed końcem ich występu biec trzeba pod namiot na Misię Ff.

Przed nami najlepsza część wieczoru. Rozpoczynamy sekwencję bilokacji! Pojawiamy się jednocześnie pod Main Stage, gdzie grają Foals (19:00) i w Tent Stage, bo dziki show rozpoczyna kanadyjskie duo Chromeo (19:45), a tych występów nie można słuchać nie w pełni.

Gdy Dave 1 P-Thugg skończą swój electro-funkowy pokaz muzyczny możemy złapać oddech. I zrobimy to pod Here & Now Stage z Melą Koteluk. Zobaczymy i usłyszymy (ciągle teoretycznie, oczywiście) drugą część jej koncertu.

Jesteśmy też zmuszeni zrezygnować z Royal Blood i Wild Beasts, no bo w czterech miejscach jednocześnie to nawet najpotężniejsi czarnoksiężnicy nie potrafią ulokować swojego ciała.

Przed bisem Meli udajemy się pod scenę główną na elektryzującego Jacka White’a. Nie możemy jednak zostać do końca, bo na końcu pola w Tent Stage gra Banks, a przecież jasne jest, że to właściwie dla niej przyjechaliśmy na festiwal. Lecimy (zwróć uwagę na czasownik, kolejna umiejętność magiczna) do namiotu, musimy się tam stawić przed 23:45.

Jeśli Banks będzie wyglądać tak jak w tym teledysku, szybko z namiotu nie wyjdziemy!

Gdy koncert Jillian się zakończy, na scenie głównej rozpocznie się spektakl, w którym główną rolę grać będzie Lykke Li. Myślisz, że sobie darujemy? Występ zbiera całą muzyczną trylogię artystki, usłyszymy przede wszystkim utwory z ostatniej płyty “I Never Learn”, a przecież na to czekamy!

Po koncercie Szwedki przybiegamy odrobinę spóźnieni pod Beat Stage, gdzie gra już Tourist.

Przedostatni dzień Open’era kończymy w okolicy godziny 3:00.

Sobota – 5.07.2014.

Czwarty dzień festiwalu zapowiada się również bardzo dobrze, lecz my jesteśmy już zmęczeni ciągłym bieganiem między scenami. Trzeba dać z siebie wszystko, bo i stawka bardzo wysoka. Do posłuchania tylu świetnych artystów!

Festiwalową sobotę rozpoczynamy od Daniela Spaleniaka na scenie Here & Now. Jaki ten chłopak ma wokal!

Dzisiaj zostajemy na jeszcze jeden koncert na Here & Now Stage. Przecież trzeba w końcu usłyszeć na żywo młodziaków z Zabrza – The Dumpling o 19:00.

Po pysznych i pożywnych Pierogach zdążymy jeszcze na fragment koncertu Kari, której na żywo również jeszcze nie słyszałem. Jej gig w namiocie.

Po Kari Amirian zostajemy już w namiocie. Wyjdziemy z niego dopiero około 1:30. Na początku słuchamy Artura Rojka i materiału z jego solowej płyty.

Następnie jeden z koncertów na który czekam (czekałbym) najbardziej. To londyńskie trio Daughter.

Na koniec jeszcze jeden koncert w namiocie, dziewczyn z Warpaint. Też są niesamowite. Dobrze widzisz, odpuściłem sobie Bastille – nie można mieć wszystkiego, a poza tym i tak wolę melancholijny indie rock.

Na zakończenie festiwalu wybierzemy się na Phoenix. Bo są fajni, grają na scenie głównej i są z Francji. Zmęczeni, marzący jedynie o ciepłej kąpieli i łóżku (niedoczekanie, namiot czeka!) czwarty dzień Open’era kończymy rundą honorową po miasteczku chwilę przed 3:00.

Podczas czterech dni największego polskiego festu muzycznego byliśmy na 30 koncertach! Wszystko w przeciągu niecałych 4 dób! Szacunek dla Ciebie!

Podobał Ci się festiwalowy rozkład jazdy zaproponowany przeze mnie? Na co najchętniej chciałbyś pójść, bądź na co się wybierzesz (!), gdy dotrzesz już na gdyńskie lotnisko? Daj znać! (Dokładny rozkład godzinowy znajdziesz tutaj)

PS. Na koniec mam dla Ciebie playlistę zawierającą muzykę artystów, którzy pojawili się w moim wyimaginowanym festiwalowym rozkładzie koncertów. Znajdziesz na niej aż 55 utworów! Miłego słuchania.