Muzyka Arctic Lake łączy w sobie spokój, chłód i błogość. Ten minimalistyczny ambient sprawia, że zaczynasz marzyć na jawie. Poznaj dźwięki przepełnione intymnością i emocjami. Obowiązuje jedna zasada: sam interpretuj, nie sugeruj się nikim i niczym.

Londyn jest niezwykłym inkubatorem młodych artystów. Przybywają do stolicy Zjednoczonego Królestwa z każdej strony wyspy i tam, głównie podczas studiów, tworzą swoje projekty muzyczne, które rozwijają, aż część z nich dociera do wielkich scen i milionów odbiorców. Podobnie rozpoczyna się historia Arctic Lake, tegorocznych absolwentów kierunku “Music Performance” na University of Westminster.

Każdy z nich pochodzi z innej części Anglii, ale projekt powstał i rozwijał się nad Tamizą, bo tam spotkali się jego członkowie. I to rozwinął mocno w dość krótkim czasie. Trio tworzą: wokalistka Emma Foster (Boston, Lincolnshire), perkusista Andy Richmond (Morecambe, Lancashire) i gitarzysta oraz klawiszowiec Paul Holligan (Londyn). Projekt został odkryty przez dziennikarzy muzycznych w BBC Introducing (Lancashire, a później Lincolnshire oraz London) i tam ich muzyka była odtwarzana na początku. Dopiero później pierwszym singlem “Limits” zainteresowało się BBC Radio 1 i to wówczas, w lutym 2015, zespół zaczął pojawiać się na najpopularniejszych blogach i portalach muzycznych. Także u mnie. Jednak okazuje się, że istnieje jakieś “wcześniej”.

arctic lake 1

Rozpoczniemy od największego zaskoczenia. Gdy zainicjowałem przygotowania do napisania tego tekstu, odkryłem zdumiony, że Arctic Lake planowało wydać (lub nawet wydało, choć nie wiem jak mogło mi to umknąć) swój pierwszy singiel w czerwcu 2014 roku. Słyszymy w nim wyraźne różnice w brzmieniu. “How Long You Stare” to przyzwoita ballada… indie rockowa. Nie ma tu tej ambientowej bryzy, którą tak zachwycili przy jedynym-słusznym-pierwszym-singlu “Limits”. Cieszę się, że porzucili promocję tego kawałka, bo jest on bardzo przeciętny. Zbudowany na schematach powtarzanych od dekady.

Na szczęście (lub nie?) możemy przyjrzeć i przysłuchać się temu, jak wyglądał absolutny start tria z północnego Londynu. Tak na początku wyobrażali sobie muzykę pod szyldem Arctic Lake.

Wróćmy jednak do 21 stycznia, czyli dnia w którym ukazało się “Limits”. Delikatna, ambientowa kompozycja oparta o brzmienie gitary znane choćby z utworów Daughter, smukłe, oszczędne klawisze, lekko muskane talerze oraz syntetyczny bas z automatu perkusyjnego. Wszystko doprawione anielskim, czułym wokalem z efektem delikatnego rozproszenia. Brzmienie raczej niepraktykowane w takim zestawieniu. Porównania od początku nasuwają się same. Niecałe trzy tygodnie po premierze, ukazało się cudowne wideo o którym zespół mówi tak: Chcieliśmy mocnej historii, czegoś z dobrą narracją, wideo skupiającego się na emocjach wyrwanych z codzienności. Historia jest na tyle prosta, że zostanie zrozumiana nawet bez muzyki. To film, który może zostać doceniony za to jaki jest.

Emma ma jedną ważną regułę, która pasuje również do ich muzyki, i z którą zgadzają się Paul i Andy: nie sugeruj się tym, co ktokolwiek mówi o naszej muzyce, nawet my sami. Podważaj każde słowo, interpretuj po swojemu. Sztuka polega właśnie na tym.

Gdy nie ma London Grammar, myszy harcują? Arctic Lake nie ucieknie od, jakże oczywistych, porównań, ale wydaje mi się także, że nie za bardzo muszą i chcą. To, że trio równa się triu, a skład i podział obowiązków są dość podobne w obu projektach, widać gołym okiem.

Ważne jest także to, że Arctic Lake świetnie brzmią na żywo, wszystko przez rozpościerający się w przestrzeni dźwięk – ich muzyka jest stworzona do takich rozwiązań. Nieidealne akustycznie miejsca zamieniają w doskonałe sceny.

W jednym z kilku wywiadów przeprowadzonych ze składem można wyczytać, że, choć tak jak większość zespołów nie lubią być porównywani i szufladkowani, bardzo im schlebia umieszczanie obok London Grammar czy Bat For Lashes, a jeśli szukać mają muzycznych inspiracji, to na pewno wymienią The xx, Daughter i Bon Iver.

Pod koniec kwietnia Arctic Lake zaprezentowało singiel numer dwa. “Only Me” rozpoczyna się od pięknej wokalizy Emmy, która do złudzenia przypomina styl śpierwu Hanny Reid (będę bez końca porównywał wokalistki do siebie, ale kto śledzi bloga ten wie, że to z mojej strony wyłącznie prawienie komplementów) i łagodnie wprowadza nas w utwór. Różni się on od “Limits”: jest spokojniejszy, nie ma zrywów i przyspieszania. Wszystko ciągnie się w wolnym tempie i rozsiewa aurę marzenia sennego.

Gitara brzmi surowiej, ale syth w połączeniu z głosem wokalistki głaszcze nas po głowie i mówi, że już wszystko będzie dobrze.

Stało się jasne, że Arctic Lake nadal tworzą muzykę i możemy spodziewać się w dalszej części roku kolejnych nowości. Większość stawiała na EP-kę albo nawet album długogrający (bo czemu nie?).

Niestety z racji zakończenia studiów, jak to zazwyczaj bywa, życie człownków Arctic Lake odrobinę się skomplikowało. Praca zarobkowa, nowe obowiązki, a do tego trzeba jeszcze znaleźć czas na koncertowanie i pracę w studiu. Dlatego w 2015 roku ukazał się już tylko trzeci utwór zatytułowany “For Us”. Po raz pierwszy mogliśmy go usłyszeć w połowie października (posłuchasz go w podcaście Hyper #02), a oficjalna premiera odbyła się u Huwa Stephensa w BBC Radio 1.

I znów jest pięknie. Kompozycja przypomina nastrojem “Limits”, jest zbudowana z podobnych elementów. Trio pisało o “For Us” jako o wyjściu poza strefę komfortu, o próbowaniu nowych dźwięków i wprowadzeniu odrobiny energii, przy jednoczesnym zachowaniu intymności. Myślę, że się udało, głównie ze względu na powoli rozkwitający wokal i rozbudowaną partię gitary, która nie jest dodatkiem jak w poprzednich utworach, a ciągnie całość do przodu.

Arctic Lake mają przygotowane utwory na 2016 rok i na pewno w pierwszym kwartale pojawi się coś nowego. Znów pisać będą o nich najważniejsze blogi muzyczne w Wielkiej Brytanii i na całym świecie.

Według mnie, bardzo ważna jest droga, którą już pokonali – od formowania pomysłów, przez pierwsze sukcesy, jakimi były odtworzenia radiowe i kameralne koncerty, aż do regularnego tworzenia nowego materiału. Teraz przed nimi etap najważniejszy, czyli utrzymanie zainteresowania słuchaczy kolejnymi dźwiękami i nieustanny, systematyczny rozwój. Kibicuję im jak mało komu.