Kariera, która rozpoczęła się właściwie z przypadku. Od małych kawiarni po wielkie festiwale. Historia chłopaka, który zespół punkowy zamienił na wykwintny blues rock. 

Największą siłą Benjamina jest jego niski, chrypliwy wokal. Do tego dodać należy klimat jaki rozsiewa swoją muzyką – nowoorleański sznyt łączy się z nowoczesnym gitarowym brzmieniem. Jego prawdziwe nazwisko to Benjamin Roderick Evans i jest jedynym artystą tegorocznych Nowych Dźwięków, który wydał swój najważniejszy jak dotąd album (w jego przypadku self-titled LP) nie w roku 2015.

Ben jest wokalistą, songwriterem i gitarzystą. Upodobał sobie łączenie soulowych wokali z surowym, prostym rhythm and bluesem i garage rockowymi riffami.

Miał zostać dziennikarzem muzycznym, który pomaga w organizacjach pozarządowych, ale, przenosząc się po studiach do Nowego Orleanu, zaczął grywać w wolnych chwilach w lokalnych klubach, a że miał za sobą przygodę w punkowym zespole założonym w wieku kilkunastu lat, to wpłynęło to znacząco na jego twórczość. Wszystko wymieszało się ze sobą i pod koniec 2012 ukazała się EP-ka „Waiting Ones”.

Podpisał kontrakt z ATO Records i w grudniu 2013 roku w analogowym studiu w Nashville zaczął nagrywać pierwszy album, który ukazał się 9 sierpnia 2014 i który łączy wszystko to, co prezentował wcześniej w swojej muzyce. Jednym z singli promujących krążek było „Violent Shiver”, które poniżej.

Młody, a już bardzo doświadczony. Z wykreowanym stylem, który nęci, chwyta, łapie Cię i wgniata w podłogę. Artysta, który nie boi się wyzwań i dąży do celu za wszelką cenę, ale nie po trupach. Takich muzyków się ceni.