Bishop Briggs wydała swój pierwszy mini album. Sześć kompozycji, skompanych w mocnym, ciężkim elektronicznym aranżu, to zestaw dla miłośników odważnych wokalistek, które nie mają skrupułów.

Bishop Briggs (prawdziwe nazwisko Sarah Grace McLaughlin) zafascynowała mnie swoim głosem i masywnym aranżem, gdy opublikowała na początku 2016 roku (jeszcze jako Bishop) singiel “River”. Tajemnicza i bezkompromisowa. I taka też pozotaje na swojej debutanckiej “Bishop Briggs” EP.

Na mini albumie znajdziemy cztery, wydane wcześniej utwory, oraz dwie, niepublikowane dotąd nowości. Oprócz fanatystycznego “River” i pierwszego, wydanego oficjalnie “Wild Horses”, dostajemy także “Dead Man’s Arms”, które przemyca nieco bluesowego feelingu oraz “The Way I Do” z pięknym mruczanym, obniżonym, wokalnym intro i frazami brzmiącymi niczym gospelowe modły.

Nowościami, którymi możemy się rozkoszować, są “Dark Side” oraz “The Fire”. Pierwszy utwór spokojniejszy, ale z niepokojąco brzmiącymi organami (?) w tle oraz wybuchającym i przesterowanym dropem w bridge’ach. Drugi, jak wskazuje sam tytuł, to ballada miłosna, przepełniona pasją i muzyczną mocą, z pięknymi chórami.

Całe wydawnictwo, sprawia wrażenie przesyconego religijnymi elementami – zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej. Czyżby pseudonim 24-letniej Bishop Briggs to nie tylko nawiązanie do miejsca pochodzenia jej rodziców (Bishopbriggs, Lanarkshire, Szkocja), ale także do stopnia duchownego?

Na EP-ce nie znalazły się utwory “Be Your Love”, “Pray (Empy Gun) czy “Mercy”. Być może artystka zatrzymała je na potrzeby albumu długogrającego?

Mini album “Bishop Briggs” EP ukazał się 14 kwietnia nakładem Teleport Records i Island Records.