Zespół, który zbiera pierwsze doświadczenia, ale typowany jest na synthpopową rewelację. Poznaj Chinah, zanim staną się rozpoznawalni na całym świecie.

Trio z kopenhaskiej dzielnicy Nørrebro pojawiło się dość nagle, w lipcu 2015 roku. Duńczycy pokazali nam swój pierwszy singiel “Away From Me” i zahipnotyzowali głosem wokalistki i feelingiem – pięknym połączeniem synthu i alter r&b.

W ich muzyce najważniejsza jest prostota. Bardzo subtelne środki – delikatny wokal, wysoko grająca gitara i klawisze. Całość daje piękne, wpadające w ucho melodie i rozkoszny klimat. Ale z rozkojarzenia wyrywa nas surowa warstwa tekstowa, bo Chinah nie zamierzają głaskać nas po głowie i przekonywać, że wszystko robimy dobrze. Życie należy brać takim, jakie jest.

To właśnie ten utwór, wydany 7 lipca, sprawił, że Europa zainteresowała się Duńczykami.

W skromnym wywiadzie udzielonym magazynowi The Fader, zespół zdradza szczegóły pracy nad “Away From Me”: “Utwór został napisany wczesną wiosną 2014. Była to pierwsza piosenka, która miała znaleźć się na naszej EP-ce. Była dla nas bardzo ważna, bo pomogła znaleźć brzmienie Chinah i sprawiła, że poczuliśmy się pewniej przy dalszej pracy na mini albumem”. Dodatkowo dosadnie opisują budowę kawałka: “Chcieliśmy pozostawić wyłącznie to, co najważniejsze. Miała być tak surowa, jak to tylko możliwe. Zaczęliśmy od sinusoidalnego dźwięku syntezatora”.

Wykształcone brzmienie projektu wcale nie wydaje się takie oczywiste, gdy przyjrzymy się temu, z jakich środowisk wywodzą się członkowie Chinach. Wokalistka, Fine Glindvad jest córką folkowego muzyka grającego na banjo, toteż całą młodość spędziła podróżując z jego zespołem po świecie. Gitarzysta Simon Kjær Lauridsen pochodzi ze środowiska jazzowego, a klawiszowiec Simon Lars Gustav Andersson został wykształcony klasycznie.

Za ścianą pięknych dźwięków, jakie pokazują nam Duńczycy, kryje się o wiele więcej historii, niż mogłoby się wydawać.

Simon, Fine i Simon
Simon Kjær, Fine Glindvad i Simon Andersson, fot. Marie Brandt

Trio dość szybko postanowiło wydać drugi singiel. 25 sierpnia 2015 pojawiło się “We Go Back”. Znów słyszymy podobne elementy: piękną popową melodię, z domieszką synthu i ambientu. Eksperymentowanie z efektami gitary, granie wysokich riffów, a także układanie zgrabnej pierzynki z przesterowanymi klawiszami.

Chyba najbardziej trafnym, byłoby przyrównanie Chinah do amerykańskiego Wet, zauważymy wyłącznie subtelne różnice w składnikach brzmienia. Klimat bazuje przede wszystkim na cudownym wokalu i rozbudowanych partiach synthu. Dodatkowo, wokal Fine odrobinę przypomina mi Jessie Ware – bardzo gładki, dźwięczny, smukły, o ciekawej, ciepłej barwie.

W trakcie końcówki 2015 roku plany Chinah odrobinę uległy zmianie. Późną jesienią ukazać miała się pięcioutworowa EP-ka, tak, jeszcze latem, twierdziło trio oraz ich duńska wytwórnia No3. Stało się jednak inaczej – w połowie listopada opublikowano utwór “Minds”, który jak na razie zamyka skromny dorobek wydawniczy młodego projektu.

I po raz kolejny jest to fantastyczna synth-popowa kompozycja, której nie powstydziliby się nawet bardziej doświadczeni artyści. Zarówno muzyczni specjaliści, jak i amatorzy, dostrzegli w kopenhaskiej trójce ogromny potencjał, a oni teraz ten kredyt zaufania spłacają.

Błyskawicznie wpadająca w ucho melodia, z agresywniejszym synthem, który przejmuje kontrolę nad kompozycją i wysuwa się na pierwszy plan. Gdy dołożymy do tego niebiański wokal, mamy utwór, który powinien królować na listach przebojów.

Trio gra razem od 2014 roku, kiedy to spotkali się i zaczęli tworzyć jako zespół “Fine Glindvad” czyli pod nazwiskiem wokalistki. W maju 2015, już jako Chinah, zagrali na SPOT Festivalu w Aarhus, dużej shocase’owej imprezie, która wyławiać ma skandynawskie, młode talenty. Jak widać – udało się.

Muzyka Chinah jest jak sama nazwa projektu, która nawiązuje do delikatności chińskiej porcelany – subtelna, krucha, ale prawdziwa i użytkowa. Mam nadzieję, że doczekamy się pierwszej EP-ki już na początku 2016 roku.