Płyta niespodziewanie trudna. Z wieloma mocnymi przesłaniami, poruszająca kilka ważnych tematów. Jednak „Not to Disappear” to album nie dla każdego. Coraz lepiej zdaję sobie z tego sprawę.

Data wydania: 15.01.2016.
Wytwórnia: 4AD/Glassnote
Długość: 47 minut (10 utworów)

Dokładnie osiem dni od oficjalnej premiery zwlekałem, by napisać cokolwiek na temat „Not to Disappear”. Po prostu przez długi czas, mimo zachwytów nad krążkiem, nie chciałem, nie mogłem. Druga płyta Daughter jest albumem bardzo dobrym, któremu zarzucić cokolwiek jest trudno, ale równie ciężko jest o nim mówić czy pisać. Bo to znów wydawnictwo niezwykle osobiste, a doświadczenia Eleny, wylewają się w tekstach z każdej linijki.

Zebrałem się jednak, by wypełnić, choć w części, postanowienie 52 płyt. Głupia, noworoczna zabawa, zamienia się w prawdziwe poznawanie szczegółów. Jestem z tego bardzo zadowolony, ale najczęściej głębokie poruszenie, wiąże się także z niemocą wyrażenia zdania. Przynajmniej u mnie.

Pamiętaj, to nie jest recenzja. To zestaw chaotycznie zapisanych notatek, ułożonych tak, by przypominały prosty artykuł.

Historia/Motywacja:

Po prawie dwóch latach jeżdżenia po świecie z debiutanckim materiałem, odnajdowania siebie w zupełnie innej rzeczywistości niż dotychczas, trio postanowiło, że czas skupić się na tym co najważniejsze i ponownie zapytać się „Co mamy w środku? Co nas teraz męczy?”

Zespół pracował nad płytą razem z producentem Nicolasem Vernhesem, który pomógł wydobyć ten nowy, „doroślejszy” dźwięk i połączyć go z wszystkimi elementami, które znaliśmy z poprzednich kompozycji.

Styl i Zawartość:

Trio twierdzi, że to płyta dojrzalsza, pełna zmian, ale, że to także ewolucja, nie rewolucja. Zmiany przyszły płynnie, bo oni także przekształcali swoje muzyczne osobowości. Szczególnie Tonra mocno podkreśla, że muzyka na „Not to Disappear” powstała bardziej spontanicznie i zdecydowanie lepiej oddaje to, co miała w głowie, niż podczas pracy nad „If You Leave”. Usłyszeć powinniśmy to przede wszystkim w „New Ways” i „No Care”.

Muzyka na tej płycie to kolaż, składający się z prób mocnego punktowania rzeczywistości. Otwarcie sugeruje coś nowego, ale nie jest to odcinanie się od przeszłości, a wyjście poza indie rockowe standardy. Wielu słuchaczy ma prawo zarzucać tej płycie, że trio próbowało, ale właściwie niczego nie zmieniło. Bo rozwój słyszalny jest w detalach, takich jak: obfite i umiejętne wykorzystywanie synthu („Alone/With You”), czy świetne dobieranie efektów gitarowych, które podkreślają kompozycje tak, jak powinny – „New Ways” staje się bardzo rozżalone i krzykliwe, a „No Care” podkreśla ulotność i potężną dawkę energii, która znajduje się także w trudnych przeżyciach.

To płyta, która nie stroni także od tematów trudnych. Dosadnym przykładem jest „Doing the Right Thing”, które było pierwszym udostępnionym utworem z „Not to Disappear”. Autorefleksja nad starzeniem się, chorobą i jej wpływem na najbliższe otoczenie. Jest to nawiązanie do, chorującej na Alzheimera, babci Eleny, a zespół podczas koncertów brytyjskiej części trasy, zbiera datki na Stowarzyszenie Badań nad Alzheimerem, co udowadnia zaangażowanie i świadomość tego, o czym mówią.

Co zawiodło?

Zespół mocno podkreślał ewolucję, gdzie tylko się dało. Nie sposób się nie zgodzić, że po części to prawda. Rozwój jest słyszalny, ale czym „Numbers” różni się od „Still”, a „Mothers” od „Winter” lub „Amsterdam”? Odczuwanie smutku, chłodu i przytłoczenia budowane są tymi samymi środkami. Gdzie tutaj podziały się zmiany?

Wszechogarniająca melancholia to od czasów „Youth” znak rozpoznawczy Daughter, ale jej przewidywalność i standardowości powoli wymyka się spod kontroli. Najdziwniejsze jest to, że magia grania na żywo, jaką przynosi ze sobą trio, maskuje te niedoskonałości i… to dobrze. Podczas sesji live w BBC Radio 1 byłem zachwycony utworem „Fossa”, teraz wydaje mi się bardzo zwyczajny.

Najlepsze utwory:

Doing the Right Thing – niezmienny ulubieniec. Do granic smutny i to w sposób… smutny. Opowiadanie snute minimalnymi środkami, tekst przypomina o nieuniknionym w sposób prosty, dający do myślenia.

Alone/With You – pulsujący synth, który tworzy rytm, to niezwykłe jego wykorzystanie. Powoli dołączające do niego instrumenty, wpasowują się w wyznaczane tempo. Świetny pomysł. Wokal w refrenie dopełnia całość.

No Care – rozpoczyna się od budowania napięcia przez szybkie uderzanie w bębny, a później wchodzi agresywna gitara jak w „Banquet” Bloc Party. Zapowiedź wspaniałych trzech minut, które można podsumować tak: „You’re Bad Memory”.

Przyznaję szczerze, że rozmyślanie nad płytą, mocno mnie zmęczyło. Słuchanie było przyjemnością, ale wyciągnięcie informacji, ich przetrawienie, wiązało się ze żmudną pracą. Nadal nie wiem jak to odbierać – to dobrze czy źle? 8/10

A czy Ty przesłuchałeś „Not to Disappear”? Co myślisz o tym albumie?

Pierwszego stycznia obiecałem sobie, że w 2016 poznam historię 52 płyt. Dowiem się jak powstawały, co sprawiło, że brzmią tak, a nie inaczej i co chcą nam przekazać. Tak narodził się cykl „Płyty Roku”.