Szwedzki młodzian o pięknym barytonem publikuje podwójny singiel. Elias pokazuje nam „Down N Out” oraz „Makin Me Happy” i wprawia swoim głosem w osłupienie.

Młodego wokalistę ze Sztokholmu mogłeś poznać już pod koniec roku, gdy wydał EP-kę „Warcry”, a później znalazł się w moim zestawieniu Nadziei 2016. Teraz, 19-letni Szwed, pokazuje nam dwa nowe utwory, w postaci podwójnego singla. I nie wiem, który z nich jest lepszy.

„Revolution” i „Green Eyes” zrobiły na mnie spore wrażenie, ale nowe kawałki wbijają w krzesło. Elias, chłopak z przeszłością w chórze gospel, udowadnia, że doświadczenie procentuje. Piękny, niski głos, gdzieś na granicy barytonu i basu, zaczaruje każdego. W towarzystwie soulowych i delikatnie tanecznych dźwięków, naprawdę oszałamia.

W „Down N Out” wokalnie mocno przypomina Woodkida, ale z dodatkiem szybszego tempa. Taki radośniejszy odpowiednik wspomnianego Francuza. Nie zapomina jednak wywrzeć na nas wrażenia kompozycją świetnie dobranych dźwięków. Trochę mocnego basu, soulowy rytm i jazzowe trąbki.

„Makin Me Happy” rozpoczyna się delikatniej, ale nie trwa to długo, bo zgromadzone napięcie nagle wybucha i pojawiają się wielobarwne brzmienia. A sam Elias czaruje ozdobnikami. Całość przypomina kompozycje jazzowo-soulowe – klasycznie wyszkolony wokalista, w towarzystwie pięknie brzmiących instrumentów, opowiada historię swojego życia. I robi to przekonująco.

Te dwa utwory, są pierwszymi znanymi kompozycjami, jakie znajdą się na debiutanckiej płycie Eliasa, która ukaże się jesienią 2016.