Cesarzowa współczesnego Latino Synthu, dojrzewająca na naszych oczach, która, gdy tylko może, odcina się od świata i tworzy nową muzykę. Poznaj Empress Of.

Po raz pierwszy można było o niej, a właściwie ją, usłyszeć już w 2012 roku, gdy zaczęła publikować na YouTube minutowe filmy, na które składały się muzyczne impresje – wszystko co napisała i nagrała w ciągu dnia. Robiła to jednak anonimowo i nie można było z nikim tej internetowej serii “colorminutes” połączyć.

Wszystko stało się jasne 5 listopada 2015, kiedy Empress Of wydała pierwszy oficjalny singiel na 7″ winylu nakładem No Recordings. Znalazły się na nim “Don’t Tell Me” i “Champagne”.

Lorely Rodriguez to 25-letnia Amerykanka, której rodzice pochodzą z Hondurasu. Mieszka obecnie na nowojorskim Brooklynie. Nazwa jej scenicznego alter ego, Empress Of, wzięła się od jednej z kart tarota, “Cesarzowej”. Nie chciała być jednak po prostu “Empress”, dlatego co chwilę stawała się Cesarzową Czegoś Innego. W pewnym momencie pozostało po prostu “Empress Of”.

Mimo że Lorely tworzy przede wszystkim duszne, oniryczne dreampopowe ballady, nie ucieka od języka swoich przodków. Świadczy o tym fakt, że na pierwszej, czteroutworowej EP-ce z kwietnia 2013 roku, dwie piosenki posiadają teksty w języku hiszpańskim. “Systems” zawiera niesamowite kompozycje, zarówno pod kątem brzmieniowym – dużo prostych melodii w których czuje się tę jakość “vintage”, oraz magię głosu Empress Of, bo operować nim potrafi doskonale.

“Systems EP” do przesłuchania na Spotify

To właśnie kompozycje w języku jej przodków podobają mi się najbardziej, bo latynoski dreampop to jednak rzadki przypadek. “Tristeza” i “Camisa Favorita” to popisy artystki, jeśli chodzi o wokalizy i nakładanie na siebie poszczególnych partii głosu.

Empress Of 2

Lorely po wydaniu mini albumu odrobinę koncertowała, a później zniknęła. Okazało się, że szlifowała swoje songwriterskie i producenckie umiejętności (choć pewnie nie pochłaniało to jej całego czasu, tak myślę). Skąd te podejrzenia? W listopadzie 2013 roku pokazała światu utwór “Realize You”, który udostępniła wyłącznie online i to tylko do darmowego odsłuchu. Udowadnia on, że pozbywając się latynoskich wpływów, Empress Of nadal tworzy świetną i coraz bardziej dojrzałą muzykę. Singiel został świetnie przyjęty przez Pitchfork i dużą część znaczących blogów muzycznych.

Teraz przyszedł czas na debiutancki album Empress Of. Lorely nagrała już materiał, spędzając kilka miesięcy w Meksyku, będąc kompletnie sama, grając, tańcząc i śpiewając. Cały proces tworzenia gotowej płyty trwał rok, a wszystko dlatego, że artystka wszystko chciała zrobić po swojemu, tak by mogła o tym wydawnictwie myśleć i mówić jako o własnym.

W czerwcu pojawił się utwór, który zapowiada już album nr 1. Jest nim “Water Water”. Przebogate dźwiękowo, z świetną melodią i urzekającym wokalem, który pięknie rozmywa się w kilku punktach. Warto zaznaczyć, że przy tym utworze nie mamy już do czynienia z synthem czy dreampopem, a jest to zdecydowanie “dark dance” (tak, sam to określenie wymyśliłem – odsłuchasz, zrozumiesz).

Jestem pod wrażeniem pomysłu, aranżacji, wykonania i wszystkiego innego. Jednak moje serce skradła hiszpańskojęzyczna wersja utworu, która pojawiła się krótko po premierze “Water Water”. I tak, nosi ona tytuł “Agua Agua” (niestety, jest od jakiegoś czasu niedostępna).

Lorely Rodriguez sporo ostatnio koncertowała. Odwiedziła miasta Ameryki Północnej i część Europy. Supportowała Jamie’ego xx i Florence + The Machine. To chyba mówi sporo o jej potencjale? Jej pierwszy album ukaże się nakładem XL Recordings – brytyjskiej wytwórni, która bardzo lubi artystów World Music i dźwięków elektronicznych. A przecież Empress Of łączy ze sobą oba gatunki.

I to powinno być wszystko, bo tekst przygotowałem kilkanaście godzin temu. Jednak późnym popołudniem artystka i jej wytwórnia upublicznili nowy utwór, który ostatecznie potwierdza, że krążek zostanie wydany w najbliższym czasie – dokładnie 11 września i nosić będzie tytuł “Me”.

Jest najmocniejszym kawałkiem w dotychczasowym dorobku Lorely. Bliżej mu do Drum’n’Bass lub Electro Rocka niż do Dream Popu. “Kitty Kat” nie zaskakuje subtelnością i niekonwencjonalnym brzmieniem, a wręcz przeciwnie, ale nadal zachwyca wokalem.

Liczę na to, że pierwszy album Amerykanko-Honduranki będzie pięknym, wyważonych połączeniem “Systems EP” i muzyki w stylu “Water Water”, bo wówczas na pewno zostanie zauważona przez cały świat.