Pan od Muzyki

Fox in the Box / Kosmiczne Lisy gotowe na podbój świata improwizacji

Duet, który potrafi zaskoczyć i wywołać konsternację każdym dźwiękiem. Fox in the Box pojawiają się z pierwszym albumem i opowiadają, jak do tego wszystkiego doszło!

Fox in the Box to taki ekscentryczny wujek, którego znajdziesz na wszystkich babcinych imieninach. Kreuje się na kosmitę, który ciągle eksperymentuje (mówi, że dużo podróżuje, ale pewnie z reguły w “głąb siebie”) i ma cukierki dla wszystkich maluchów. I o ile w przypadku wujka, po kilku godzinach zaczyna robić się dziwnie, o tyle z wrocławskim duetem jest zupełnie odwrotnie – na początku możemy czuć się w towarzystwie ich muzyki nieswojo, ale później niepokój ustępuje miejsca zainteresowaniu i pewnego rodzaju transowi.

Lis w Pudełku oferuje muzykę będącą połączeniem quirky-elektroniki z iście jazzową improwizacją. Pierwszy raz można było usłyszeć o nich prawie trzy lata temu, gdy leśne plotki mówiły o nowym gatunku, ale dopiero pod koniec ubiegłego roku pokazali na co ich tak naprawdę stać, wydając pierwszą płytę. Jak to właściwie było i co dalej? Tego dowiesz się bezpośrednio od nich.

Wstęp:

Nazywamy się Fox in the Box. Powołaliśmy się do życia w 2015 roku. Nasz pierwszy numer był niejako żartem muzycznym. Po tym utworze dostaliśmy zaproszenie do zagrania przed Kari w Starym Klasztorze we Wrocławiu – co też uczyniliśmy. Był to jak do tej pory nasz jedyny koncert jako FitB.

Włącz “Journey” i przeczytaj, co Lisy mają o sobie do powiedzenia.

Fox in the Box znajdziesz: Facebook / SoundCloud / Spotify / YouTube

O płycie:

W listopadzie 2017, po dwóch latach pracy, wydaliśmy album „Journey”. Jest to suma różnych rzeczy, które zawsze nam się podobały, ale nigdy nie mieliśmy odwagi ich zagrać.

Proces tworzenia “Journey” był żmudny, ale i często zaskakujący. Wszystko zostało nagrane w domu, przy użyciu tego, co akurat mieliśmy pod ręką. Dużo z tych dźwięków słychać to nasza improwizacja, która przerodziła się w konkretne utwory czy motywy. Oboje lubujemy się też w takim muzycznym naśladownictwie rodem z epoki romantyzmu (wow, jak to brzmi) więc duża część materiału jest dość skrupulatnie złożona z różnych elementów, które miały naśladować rzeczy, czynności czy zjawiska.

Szukaliśmy sposobu na to jak odrzeć muzykę elektroniczną z jej (przeważnie) wypolerowanego i klarownego charakteru, dając jej pierwiastek punkowo-rockowy. Już na początku wymyśliliśmy sobie, że chcemy żeby ta płyta nie brzmiała jakby nagrało ją dwoje ludzi, tylko cały, duży zespół. I najlepiej żeby to jeszcze brzmiało, że w jednym pomieszczeniu, na setkę. Stąd nie używaliśmy gotowych loopów, czy nawet apreggiatorów – wszystko zostało nagrane “z palca”, często tylko raz. Zostawiliśmy tam dużo drobnych błędów, bo wydaje nam się to autentyczne i stwierdziliśmy, że to nam się podoba.

O inspiracjach i planach na przyszłość:

Wśród naszych wielu muzycznych inspiracji jest zarówno Herbie Mann jak i William Onyeabor, Todd Terje i CAN, The Rapture i Session Victim oraz dużo, dużo, dużo innych.

Jedną z naszych niemuzycznych inspiracji są podróże i różnej długości górskie wyprawy. Szczególnie lubimy nasze, pobliskie Karkonosze (i polecamy!).

Nasze najbliższe plany to grać jak najwięcej koncertów, co próbujemy sobie w jakiś sposób zapewnić. A co w najdalszej przyszłości? Całkiem przyjemnie byłoby być pierwszym zespołem, który zagra na marsjańskiej kolonii, o!

Scroll Up