Naprawdę duża część muzyki, którą Wam prezentuje jest wypełniona damskimi wokalami. Bo takie dźwięki lubię najbardziej. Oczywiście, w branży proporcje są rozłożone zupełnie inaczej – wiemy to nie od dzisiaj. Pomyślałem zatem, że nazwę jeden z wpisów bardzo fiministycznie, bo czemu nie? Oczywiście nie przekłada się to znacznie na jego zawartość, w której po prostu zaprezentuję trzy utwory, trzech utalentowanych artystek, ale przecież nikt mi nie zabroni robić na włanych podwórku tego, na co mam ochotę.

Zatem oto, we wpisie “Power to The Girls” trzy młode panie i ich najświeższe single: Gia Koka, Marna i Tusks.

Gia Koka pojawiła się już na blogu, w niesławnej serii podcastów, ponieważ ma polskie korzenie. Silniej związana jest jednak z Holandią i zachodnią sceną future-R&B. Obecnie na swoim koncie ma dwa, wydane oficjalnie, single. Ten najnowszy to “New Friend”, który cechują spora ilość samplowanego wokalu w tle i naprawdę ciepła, smukla melodia. Gia błyszczy wokalnie na tle tej aranżacji, dodając jej szczypty intensywności i zmysłowości.

Po pierwsze – fantastyczne zdjęcie! Widzimy tutaj Marnę, czyli Marnie Burt na tle błękitnego nieba i to do mnie przemawia. “Pure Gold” to drugi, wydany oficjalnie utwór młodej Brytyjski. Jej debiut “Crossfire” (pojawił się w Neuziku 67) został przyjęty bardzo pozytywnie, więc dziewczyna poszła za ciosem i stworzyła kawałek w podobnej, ale bardziej intensywnej stylistyce.

W “Pure Gold” dźwięk plumka, płynie, rozbija się o mokre szyby, ale jest zdecydowanie duszniej i trochę mroczniej. Ciężki beat i chłodny, ale delikatny wokal to niezwykle dobre połączenie. Polecam każdemu. Oto zdanie z informacji prasowej, które ładnie podsumowuje kompozycje: “Marna’s aim with “Pure Gold” was to take the idea of rejection and flip it, making an effort to own somebody else’s decision to get rid of her with an ‘if-you-hit-me-I’ll-hit-you-back-harder’ sentiment.”

Tusks, to projekt, który zawsze polecam tym, którzy szukają czegoś, co brzmieć ma podobnie do muzyki Daughter. Co prawda Emily Underhill nie ma jeszcze (podkreślam, jeszcze) tak sporego dorobku artystycznego, jak brytyjskie trio, ale stylistycznie może spokojnie z nimi konkurować. “Last” jest kolejną świetną kompozycją, zaraz po “Toronto” i “Dissolve”. Prawdziwy melancholijny, soczyczty indie rock. Emily tak mówi o swoim utworze: it’s the feistiest track on the album. It was a bit of a fuck you to a person at the time who I’d invested loads of energy and time into who’d messed me around.”

Tusks wydaje 13 października swój debiutancki album i wierzę, że dostaniemy coś naprawdę dobrego, przy czym będziemy mogli śmiało spędzać dżdżyste jesienne wieczory.

Który z tych utworów przypadł do gustu Tobie?