Flirtini dzielą się trzecią oryginalną kompilacją „Heartbreaks & Promises”, na której pojawia się ponad trzydziestu artystów – producentów i wokalistów.

Staram się nie ulegać hype’owi, szczególnie, jeśli mówimy o polskiej muzyce. Wydaje mi się jednak, że dochodzimy do momentu, w którym to nie tylko egoistyczne przechwałki środowiska, pokazujące kto z kim trzyma, ale (w miarę) obiektywne spojrzenie na całą scenę – polska muzyka miejska, pod wodzą Menta i Jedynaka czyli duetu Flirtini, WSTAJE Z KOLAN!

To już trzecia część kompilacji „Heartbreaks & Promises”, która ukazuje się od 2014, teraz jednak można scharakteryzować ją jako zestawienie wielu producentów i wokalistów, którzy podjęli rękawice i próbują stworzyć spójnie brzmiący album. Wcześniej, główne skrzypce w działce producenckiej grało Flirtini, które było motorem projektu.

Zanim przejdziesz do wolumenu trzeciego, posłuchaj „Heartbreaks & Promises” vol. 1 i vol. 2.

Termin „muzyka miejska” to bardzo wdzięczna fraza, bo można wcisnąć do niej wszystko – od odrobinę bardziej złożonego popu, przez rap, neo soul i R&B, aż po brudne, gitarowe brzmienie zakrapiane elektroniką.

Nie będę, a nawet nie mam na to ochoty, punktować, kto brzmi najlepiej, a kto najgorzej na tym wydawnictwie (nie róbmy tego przed świętami, c’nie), bardzo zaciekawił mnie dobór par (producent/kolektyw producencki/zespół, zajmujący się własną produkcją + wokalista/wokalistka). Krążek obfituje w bardziej i mniej oczywiste połączenia: jest Rosalie. z Małymi Miastami, Flirtini z Natalią Nykiel czy Piotrem Ziołą, ale także Sonar z Buslavem, Justyna Święs z Klavesem, Iza Lach z Pepe. czy Paulna Przybysz z Krokami. Najbardziej zaskoczony jestem obecnością Phama, który robi coraz większą karierę na zagranicznych scenach klubowych, a w kraju raczej mało kto go zna.

Interesujące stają się kulisy prac nad albumem. Czyżby nareszcie polscy muzycy przestali traktować się jak wrogów i konkurencję, która może zabrać im chleb? Zaczną nareszcie współpracować ze sobą w większych, ciekawych projektach? Jeśli tak, to jesteśmy na dobrej drodze, by zaczęto traktować polskich muzyków na poważnie – nie tylko jako gwiazdy czy bachory, nie chcące dzielić się zabawkami. Następny krok? Jakaś porządna, europejska trasa zespołu z obszaru nowych dźwięków. Obojętne mi, kto to będzie.

Płytę można także zamówić fizycznie, niestety na razie tylko w formacie CD. Na zdjęciach prezentuje się świetnie i jest dostępna w sklepie Asfalt Records.