Skandynawski wokal i rozumienie muzyki. Pierwszy autorski singiel artystki po zmianie otoczenia. Wyczuwam sporo dobrych dźwięków w przyszłości, ale póki co, poznaj IIRIS i jej “Iridescent Love”.

Iiris Vesik (imię-pseudonim stylizowane na IIRIS) to Estonka, która przeniosła się z nadbałtyckiego państewka do Londynu, gdzie mieszka i tworzy. Oba kraje nie różnią się mocno, jeśli chodzi o klimat, i najwyraźniej młodej artystce bardzo się to podoba, bo jej muzyka jest takim połączeniem (prawie)skandynawsko-celtyckiej aury, w ujęciu nowoczesnym.

Poprzednie solowe kompozycje IIRIS pochodzą sprzed dwóch lat, widać wyraźnie tę przerwę, podczas której szukała pomysłu na siebie i szkoliła zmysł artystyczny. Electropop starego typu, nawiązania do słowiańsko-nordyckiej kultury i słabe kompozycje, zostały zastąpione w “Iridescent Love” piękną melodią, produkcją utworu zajął się Max Doohan vel Proverb, a całość brzmi bardzo dobrze, porównałbym ją do stylu Björk z “Biophilii” – słychać odrobinę rytmu drum’n’bassowego wymieszanego z sythem i delikatnym ambientem. Ważne także, że to piosenka zwiastująca wydawnictwo “Hope” EP.

Wokal Iiris od razu nasuwa skojarzenia z CocoRosie czy Malin Dalhström (wokalistka Niki & the Dove) – bardzo charakterystyczny i naturalnie wysoki. Nie znam (jeszcze) zbyt dobrze estońskiej sceny niezależnej, ale jestem przekonany, że artystka zdecydowanie się na niej wyróżnia. Przede wszystkim wyczuciem, muzycznym rozsądkiem i barwą głosu.