Była fotomodelka, a teraz artystka o anielskim głosie, Kacy Hill, powraca z podwójnym singlem i zapowiada debiutancki album „Like A Woman”, który ma odświeżyć jej brzmienie i wizerunek.

Kacy Hill uwiodła mnie swoim pierwszym utworem „Experience”, wydanym w 2014 roku. Później podpisała kontrakt z G.O.O.D. Music Kanye Westa i wydała piękną „Bloo” EP. W 2016 pojawił się także singiel „Lion”, który brzmiał bardzo zmysłowo, ale silnie. Teraz, młoda Amerykanka publikuje dwa utwory „Hard To Love” i „Like A Woman”, tym samym zapowiadając album „Like A Woman”, który pojawi się już 30 czerwca.

Pierwszy z utworów to bardzo intensywna, ale smukła popowa kompozycja, brzmiąca inaczej niż dotychczasowe utwory Kacy. Ma w sobie coś tajemniczego, ale jest odrobinę za słodka.

„Like A Woman”, czyli kawałek tytułowy całego, nadchodzącego wydawnictwa, to już zupełnie inna bajka. Niezwykle sensualny, oszczędny w brzmieniu, gdzie królują linie wokalne, a większość miejsca zabierają beat i clapy. Silne doły potęgują intensywność, a niespieszne tempo buduje atmosferę, że dzieje się tutaj coś ważnego. I faktycznie tak jest.

Nadchodząca płyta opisywana jest przez stronę internetową Kacy Hill w ten sposób: „an experiment in sexuality, an immersive sex positive experience, in which Kacy takes listeners into her mind and her world.​” It continues, „​The album is about sex, but it’s also about intimacy, longing, heartbreak, and exploration. Where Hill had previously been relying on catchy hooks and production to tell her stories, now she’s relying on her deepest longing, desire, and curiosity to inform the tracks.”

Podobno koncepcja muzyki, a także debiutanckiego wydawnictwa, 21-latki z Arizony, zmieniła się po szczegółowej konsultacji Hill z Westem, po tym, gdy do sieci trafiły jedne z jej ostatnich sesji modelingowych dla Amercian Appareal, a ona sama stwierdziła, że utraciła kontrolę nad prowadzoną narracją. Zapewne, nie chciała być także ciągle oceniana przez pryzmat kariery w modelingu.

Jestem zakochany w „Experience”, „Foreign Fields”, a i „Shades of Blue” oraz „Lion” uważam za bardzo dobre, dlatego czekam na całość materiału, który stworzyła rudowłosa artystka. Nawet, jeśli jej styl zmienił się mocno, można oczekiwać naprawdę dobrego albumu.