Kill J – Quasi EP | Płyty Roku 9/52

Kill J - Quasi

Introwertyczne opowieści o ważnych sprawach, chęć zrobienia różnicy muzyką, a także wyjątkowy głos i brzmienie. Dla takich EP-ek chcę słuchać młodych artystów. 

Data wydania: 11 marca 2016
Wytwórnia: No3
Długość: 21 minut (6 utworów)

Cykl “Płyty Roku” miał obejmować wyłącznie pełne wydawnictwa, takie, które nazwać można albumami długogrającymi. Postanowiłem jednak zrobić wyjątek, bo dla tej EP-ki naprawdę warto. Kill J wydała sześcioutworowy mini album, w którym zbiera ostatnie półtora roku. I przepala mi przewody – brzmieniem, ale przede wszystkim wokalem i tekstami.

“Quasi” jest, aż trudno w to uwierzyć, pierwszym wydawnictwem Dunki. Choć wydaje pojedyncze utwory od 2013 roku, a na blogu pojawiła się po raz pierwszy w lipcu 2014, to dopiero 11 marca tego roku, postanowiła dać nam to, na co czekaliśmy. Uwierz mi na słowo – dostaliśmy o wiele więcej niż się spodziewałem. Pierwszy mini album Kill J to EP-ka dość długa, jak na dzisiejsze standardy: sześć kawałków i ponad dwadzieścia jeden minut. Połowa, to absolutne nowości, niepublikowane nigdy wcześniej.

Kill przebyła kawałek drogi od singla “Phoenix”. Nadal zadziwia syrenim głosem, ale odrzuciła wszystkie zbędne elementy, które tłumiły jej głos. Teraz oddycha pełną piersią i tworzy kompozycje, które wprawiają w osłupienie na każdym kroku.

Najstarszym utworem na “Quasi” jest “Propaganda”, wydana pierwotnie w sierpniu 2015. I tu zaczyna się historia, która kształtuje obecną muzykę dziewczyny z Kopenhagi. To bunt. Bunt przeciwko wszystkiemu co złe: seksizmowi, mizoginizmowi czy mechanizmom społecznym, przez które czujemy się źle.

Someone once told me: You will never make it in the business / You´ve got no fuckability – too much opinion / You should be more like them girls on porn

“Propaganda” była także moim ulubionym kawałkiem platynowowłosej Skandynawki, aż do premiery “Quasi”, ale o tym za moment.

Pół roku temu pojawił się singiel “You’re Good But I’m Better”, którego cechą charakterystyczną jest przede wszystkim to, że Kill J przestaje się hamować i niezwykle dobrze kontrastuje ostrym tekstem, słodkość synthu, który okala jej wysoki wokal.

I break my glass and carve “no intervention” / Into my forehead / Now do I have your motherfucking attention? / (…) / You dumb pussy / You can’t drink / I think I really love you

Wydaje mi się, że to były dwa momenty, które zaważyły na tym, o jakich rzeczach śpiewa dzisiaj Kill i jak postrzega swoją twórczość. Ten utwór jest także najchętniej słuchanym w dotychczasowym dorobku Dunki.

Wiadomość o pojawieniu się “Quasi” trochę mnie zaskoczyła, bo długo nie było żadnych przesłanek o tym, że w najbliższym czasie coś się wydarzy. Na początku lutego pojawiło się “Trickle Trickle”, a po tygodniu informacja, że pierwsza EP-ka ukaże się 11 marca. I zaczęło narastać napięcie, bo grafika zwiastująca nadejście mini albumu, była bardzo wyrazista.

Pierwszym singlem z EP-ki zostało “Coda”, w kontekście którego Dunka mówi o sobie i muzyce: Jestem artystką pop, ale wiem, że nie pasuję w 100% do tej szufladki. Szybko zdałam sobie sprawę, że nie muszę być całkowicie “czymś”. Jestem quasi (przyp. poniekąd, tak jakby) – w połowie boginią pełną wdzięku, w połowie gadem.

Innego znaczenia nabierają słowa I might be disfigured / All dents and demons / A one-track monster / But I’m the realest fucking thing you ever hate. Kill J twierdzi, że utwór jest jej ripostą na wszystkie sytuacje, w których dopiero po fakcie wiesz, jak zareagować i co odpowiedzieć.

“Quasi” otwiera “Back Home”, również świetna kompozycja, bo ta EP-ka nie ma słabych punktów. Na pewno się zorientowałeś, skoro znalazła się w tej serii. Bardzo spodobało mi się wybieranie wersów, które najlepiej obrazują nastrój i temat utworu. W tym utworze to: I used to be so pretty / How I know about her? / Warning / Better run, I’m on fire / Demolition, down, down, down

Na pierwszy plan wysuwają się kombinowane wysokie tony i dubowa melodia w refrenach, a to elementy, które są identyfikacją muzyczną Dunki.

Do najlepszego przechodzimy na końcu, bo takie jest też umiejscowienie na albumie “Mama Taught Me Well”, które mrozi krew w żyłach. Słowa Do you love me now daddy? / Will you kiss me now daddy? połączone z rozmytym synthem w tle, pojedynczymi uderzeniami stopy i wysokim, histerycznym wokalem. Uhhh…

Ten utwór jest naprawdę doskonały. Niepokojący, piękny, wzbudzający strach i zastanowienie. Oczywiście, sugerowanie znaczenia opowieści nie ma wielkiego sensu w przypadku sztuki, ale jednak –  I’m not supposed to / Unless he wants to. Szczególnie mając na uwadze fakt, że Kill J nie hamuje się z niczym i próbuje swoją muzyką, powiedzieć coś ważnego. Imponuje mi to, że stara się być jedną z artystek, które tworzą w jakimś celu.

Cudowne i okrutne jednocześnie. Podkładać nam do głów wizję wykorzystywania, nadużyć i, napiszmy to otwarcie – zbrodni. Aż przechodzą mnie dreszcze. Wszystko ze względu na cudowny aranż i powoli narastające napięcie.

Podsumowując, ta EP-ka to przejaw geniuszu, na każdej z płaszczyzn. Nie brakuje tutaj niczego: jest cudowny, oryginalny wokal, brzmienie, które wymyka się schematom i świadomość, że można pisać o czymś ważnym, w sposób, który poruszy. W skali mini albumowej to 100%, 6/6 – nawiązują do skali szkolnej, a zarazem liczby utworów.

Jeśli Kill J rozwinie ten materiał, podtrzymując jednocześnie poziom, spodziewam się debiutu idealnego. Na pewno na to liczę, bo “Quasi” już teraz jest moim faworytem do tytułu najlepszej EP-ki roku.

Całej “Quasi EP” możesz posłuchać na Spotify lub SoundCloudzie.

Pierwszego stycznia obiecałem sobie, że w 2016 poznam historię 52 płyt. Dowiem się jak powstawały, co sprawiło, że brzmią tak, a nie inaczej i co chcą nam przekazać. Tak narodził się cykl „Płyty Roku”.