Låpsley – Long Way Home | Płyty Roku 7/52

Låpsley-Long-Way-Home

Płyta, która mogła być krążkiem bardzo zwyczajnym i nie zainteresować nikogo, ale przez pomysłowe dodatki i doskonałą produkcję, nie można się od niej oderwać.

Data wydania: 04/03/2016
Wytwórnia: XL Recordings
Długość: 46 minut/12 utworów

O samej Holly Fletcher nie muszę pisać zbyt wiele. Robiłem to w lipcu 2014 roku, gdy miała 17 lat i jedną EP-kę na koncie (jak ten czas szybko leci – tutaj), a także w styczniu tego roku, gdy pojawił się singiel “Love Is Blind”, a Låpsley zapowiedziała wydanie płyty. Uwielbiam jej muzyczne wyczucie, intuicyjne pisanie świetnych historii i oczywiście niezwykły, niski głos. Gdy mówi, jest jeszcze bardziej uwydatniony.

Gorące przyjęcie

“Long Way Home” zostało przyjęte niezwykle ciepło przez recenzentów na Wyspach Brytyjskich i w Stanach Zjednoczonych (czekam tylko jeszcze na Pitchfork, ciekawe co wymyślą tym razem, by obrazić wszystkich dookoła – doczekałem się po tygodniu od premiery. I miałem rację – amerykański serwis ocenił materiał na 6.6 w skali dziesięciopunktowej). Guardian pisze o “The Lady James Blake” i odnosi się do akcentu nad “a”, twierdząc, że ta płyta brzmi, jakby została stworzona w skandynawskiej chacie z bali. Recenzent Consequence of Sound opisuje debiut Brytyjki jako łącznik pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, moment w którym wszystko, nawet negatywy, są kolorowe, pasjonujące i inspirujące. AllMusic dużo miejsca poświęca ambientowemu soundowi i malowniczym teksturom, opartym na dźwiękach klawiszy.

Każdy z tekstów zatrzymuje się na moment przy “Hurt Me”. Świetnie rozwiązana muzycznie ballada o dochodzeniu do siebie, po, nieprzebytym jeszcze, rozstaniu. So if you’re gonna hurt me/Why don’t you hurt me a little bit more?

Znów ta konstrukcja

Śmiem twierdzić, że tracklista albumu została ułożona idealnie. Dwanaście utworów, zaczynamy od niepublikowanego wcześniej kawałka i lawirujemy pomiędzy nowościami oraz znanymi kompozycjami do finału, w którym dostajemy aż trzy świeże utwory.

(kombinacja: N-2xZ-2xN-Z-N-2xZ-3xN)

Przez taki zabieg ciągle pozostajemy skupieni i żądni muzyki. Poza tym, utwory również mają swoje, świetnie dobrane miejsca. Otwierające “Heartless” zawiera podobne ozdoby do kolejnego “Hurt Me”, środek krążka wyważony jest przez popowo melodyjne “Operator (He Doesn’t Call Me)” czy “Tell Me the Truth”, a ostatnia grupa utworów (Silverlake, Leap, Seven Months) snuje mgliste historie, które odpowiednio nastrajają.

Bardzo przyjemna, długa podróż do domu

A co sam dojrzałem na “Long Way Home” i na co chciałbym zwrócić uwagę? Jest kilka punktów, które warto wynotować. Debiut Holly to dość intensywne przeżycie. Choć teksty piosenek zazwyczaj nie są bardzo rozbudowane, to tworzą niezwykłe historie. Opowieść o chłopcu bez imienia, który stoi nad urwiskiem w “Cliff” chwyta mnie za gardło, przede wszystkim z powodu ciągle powracającej frazy I walk close to the edge with this boy without a name, I try to save him. Identycznie jest w “Tell Me the Truth”, gdzie przez 58 pierwszych sekund niewiele się dzieje, ale gdy odzywa się obniżony, przekształcony głos Fletcher mówiąc: Just tell me the truth, it’ll hurt less, I guess, dostaję gęsiej skórki.

Gdy zacząłem słuchać “Operator (He Doesn’t Call Me)” od razu na myśl przyszła mi Adele. Z recenzji, które przeglądałem, okazuje się, że nie jestem osamotniony. To znów opowieść o relacjach damsko-męskich, tym razem na odległość, ale o łagodniejszym tonie. I w zdecydowanie szybkim tempie. Dopatrzymy (dosłuchamy?) się tam popu, odrobiny funku, a nawet disco. Zupełnie inna kombinacja dźwięków. I to nadal działa!

Låpsley wielokrotnie wykorzystuje na płycie efekty i dodatki znane z EP-ek “Monday” i “Understudy” czy singli “Hurt Me” oraz “Station”. Atmosfera budowana jest wokół fortepianu, elektrycznej perkusji ustawionej na clapy i woody oraz obniżanego i udziwnianego wokalu. I niby znamy to wszystko. Tylko, że na “Long Way Home” znajduje się mnóstwo uzupełnień. Obraz Holly Lapsley Fletcher jako artystki staje się pełny.

A skąd wziął się tytuł płyty? Prawdopodobnie z utwory zamykającego. W “Seven Months” usłyszymy And I would take the long way home and you would follow on. To kompozycja stworzona w duecie z Alexem Crossanem, znanym lepiej jako Mura Masa.

Pierwsza płyta Låpsley to materiał o uczuciach, bo w tym wieku, wiele dzieje się w głowie dorastającej kobiety. Wszystko jednak ma swój cel i jest zrobione z gracją. 19-latka skomponowała, bądź była współautorką każdego z utworów. Miała więc nad “Long Way Home” pełną kontrolę i to słychać. 8.5/10

Najlepsze utwory: Cliff, Operator (He Does’t Call Me), Tell Me the Truth

Pierwszego stycznia obiecałem sobie, że w 2016 poznam historię 52 płyt. Dowiem się jak powstawały, co sprawiło, że brzmią tak, a nie inaczej i co chcą nam przekazać. Tak narodził się cykl „Płyty Roku”.