Gładki, miękki głos i retro klimat. Młoda Livi pokazała trzy utwory, których chce się słuchać bez końca.

Ostatni utwór Livi ukazał się na początku ubiegłego tygodnia. To już jej trzecia, oficjalnie wydana, kompozycja. Nadal niewiele wiadomo o synth-popowej artystce. Kilka informacji pojawia się w jej „bio” na SoundClodzie i Facebooku, ale to właściwie tyle.

Livi to autorski, solowy projekt Livi Clark, młodej wokalistki z Londynu, która studiowała na Royal Northern College of Music i od zakończenia kształcenia sama pisze i produkuje muzykę. Swoją przygodę rozpoczęła on współczesnej elektroniki z wpływami tanecznych dźwięków lat 80. Sama wydaje swoje kawałki, podobno jest w trakcie pracy nad pierwszą EP-ką.

LIVI„Funky Feelings” to jej najnowsze, pokazane publicznie dzieło. Ciekawe klawisze, ładna, synthowa melodia i ten niebiański, delikatnie rozproszony wokal.

Młoda wokalistka tak mówi o swoim dziele: „Funky Feelings” jest o szczerych, ekscytujących i nieskomplikowanych uczuciach jakimi obdarzasz kogoś, kogo poznajesz po raz pierwszy. Ten utwór opowiada o odwadze i braku zahamować, po prostu mierzysz się z tym gorącym uczuciem, które popycha Cię do robienia najdzikszych rzeczy.

Wcześniej można było już natknąć się na dwa poprzednie utwory, w dość podobnej stylistyce, ale stworzone z wykorzystaniem odrobinę innych schematów. „Snow Snakes”, wydane w ubiegłym miesiącu, mocniej przypomina współczesną pop elektronikę, takich solistek jak Ryn Weaver, Vérité czy nawet Ofelia K. Ten utwór podoba mi się najbardziej, szczególnie urzekło mnie połączenie delikatnego głosu z bardziej klubowym bitem i melodią retro, w której wyróżniają się klawisze.

Między tymi dwiema kompozycjami, a najwcześniejszym tworem Livi „Blue Skies” widać sporą różnicę. Nadal czuje się klimat retro, tutaj szczególnie w warstwie wokalnej, ale tym razem skojarzenia uciekają mi w stronę muzyki Arctic Lake czy debiutującej ostatnio Anny Straker, większy nacisk położony na eteryczny synth i żywe bębny.

Te utwory nie przyciągnęły wielkiej uwagi ze strony największych blogów zachodnich, co jest dość dziwne. Podobno Livi zagra tego lata na kilku festiwalach. Być może jest co celowe zagranie wytwórni/managementu – sprawdźmy najpierw reakcje na żywo, później przygotujmy plan działania.

Tak czy inaczej, przypuszczam, ze mini albumu doczekamy się najprędzej pod koniec lata. I już wtedy więcej uszu skierowanych zostanie w stronę Livi.