Uważam, że saksofon nie brzmi dobrze, gdy koegzystuje z muzyką elektroniczną. Okazuje się jednak, że pomysł i talent mogą wiele zmienić w tej materii. Poznaj Marian Hill, dla których takie połączenia to codzienność.

Jeśli szukałbym duetu, którego muzykę chciałbym opatrzyć przymiotnikiem “eklektyczna”, na pewno wybrałbym projekt Samanthy Gongol i Jeremy’ego Lloyda. Duo z Filadelfii bawi się tyloma stylistykami, że nawet nie wiem od czego zacząć. Albo wiem, bo jest w ich brzmieniu jeden ważny składnik – wszystko zanurzają w cudownej elektronice i oblewają pysznym basem.

Długo myślałem, że nazwa projektu to po prostu imię i nazwisko wokalistki, której towarzyszą muzycy. I właściwie po części to prawda, bo “Marian Hill” to złożenie imienia i nazwiska dwóch postaci z musicalu “The Music Man” – Harolda Hilla i Marian Paroo. Ciekawie to sobie wymyślili.

Duet istnieje od 2013 roku i na początku parze towarzyszył Steve Davit – jazzowy instrumentalista, któremu muzyka Marian Hill zawdzięcza dość sporo. Teraz pojawia się jedynie sporadycznie, głównie na koncertach.

Wszystko zaczęło się od EP-ki “Play”, którą otwiera “One Time”. Niewiele istnieje sytuacji, kiedy to saksofon pasuje do utwory opartego o elementy syntetyczne, ale tutaj – bosko to działa.

Docenić należy właściwie każdy element muzyki Marian Hill. Od wspomnianego, cudownego dodatku czyli pojawiającego się saksofonu, przez cudowny wokal Samanthy, po produkcyjny kunszt Jeremy’ego – to jak dorzuca do utworów samplowany wokal Gongol i aranżuje kompozycje (szczególnie niskie dźwięki) zasługują na wzmiankę.

Projekt wyszedł od mieszanki bluesa, jazzu, r&b i elektroniki podbijanej masywnym basem, a wszystko udelikatniał głos Sam. Marian Hill parł jednak naprzód i brzmienie także zaczęło rozwijać, a razem z nim pojawiały się kolejne możliwości. “Got It” zdecydowanie nawiązuje do pierwszego minialbumu, ale kolejne utwory pokazują nam odrobinę inne oblicze duetu.

“Wasted” skupiło się na ekspozycji cieplejszych odcieni głosu Gongol, “Deep” jest bardzo ostrożne i tajemnicze, ocierające się o tony drum’n’bassowe, a Samantha zostaje kusicielką, która opowiada nam historię. W “Lips” natomiast Lloyd eksperymentuje z samplami, bawiąc się przy tym jak dziecko.

Duet wydał w lutym 2015 roku album “Sway”, który jest czymś pomiędzy ekstendem a longplay’em. Zawiera siedem utworów tworzonych przez poprzednie dwanaście miesięcy. Duet zapowiedział jednak, że wiosną lub latem 2016 wyda jego rozszerzoną wersję “Sway Cray”.

Wspomniałem także o pojawiających się możliwościach. Notowania “Got It” wystrzeliły w górę w listopadzie 2014, gdy rumuńska gwiazda pop INNA użyła sampli z utworu w swojej piosence “Diggy Down” (to tylko sample saksofonu, ale jeśli chcesz posłuchać całości, klikaj tutaj). Ubiegły rok to także spora aktywność producencka, duet remiksował utwory Aquilo i Zelli Day.

Taki muzyczny “full package”. W dobrym, a nawet bardzo dobrym, tego zwrotu znaczeniu. Cieszę się, że pokazałem akurat ten projekt Tobie.