Młodziutka austriacka wokalistka i producentka Mavi Phoenix wydała drugi singiel z nadchodzącej EP-ki. Zachwyciła mnie pomysłowością i spójnością „Love Longtime”.

Ten utwór chodzi za mną od kilku dni. Sample fortepianu, otwarcie wokalem z auto-tune’em i prosty hook. To brzmi trochę tanio nawet teraz, gdy to wszystko spisuję. Ale jednocześnie jest w tym coś magicznego – w 2017, gdy artyści podkręcają swoje utwory do granic, bo tylko tak mogą zaistnieć, ktoś postawił na naturalność i prostotę, która zamienia się w smukłe brzmienie. Już dzisiaj wiem, że Mavi Phoenix będzie jedym z moich ulubionych odkryć roku.

Austriaczka syryjskiego pochodzenia, zainteresowała się elektroniką, rapem i dźwiękami miejskimi, już gdy miała 11 lat i dostała od taty starego MacBooka. Dopiero później przyszło zauroczenie żywymi istrumentami – gitara towarzyszy jej do dziś, choć w finalnych wersjach utworów rzadko ją słychać. Mavi Phoenix nigdy nie rozważała pisania tekstów po niemiecku, jej pierwszymi inspiracjami byli Bowie i Queens Of The Stone Age (niezwykłe połączenie i ciekawy wybór w kontekście dzisiejszej twórczości), a i w szkole uczyła się wszystkiego po angielsku.

Pod koniec 2016 roku wydała singiel „Quiet”, pierwszy ze zbliżającej się „Young Prophet” EP, który dość dobrze się przyjął, lądując w Viral Top 50 na Spotify. Mavi Phoenix na razie wszystko robi sama – mini album wyda pod szyldem własnego labelu LLT, wideo do „Love Longtime” także stworzyła sama.

A co o wiemy o utworze, o którym jest ten wpis? „Love Longtime” wydaje się być emanacją oryginalnego stylu, który już się wyklarował w głowie wiedenki – bogato aranżowany rap miesza się z elementami lo-fi’owego popu i elektroniki downtempo. Niezwykle mocno odbiega od początków jej twórczości (które do wglądu i „wsłuchu” na jej SoundCloudzie).

Czteroutworowa EP-ka Mavi Phoenix „Young Prophet” ukaże się 31 marca i mogę powiedzieć, że jest na co czekać. Całość wpada w mocniejsze hip hopowe klimaty, ale naprawdę oryginalne.