Pan od Muzyki

Baśniowa podróż do świata nowoczesnego electropopu / Melika – Tales Part Two EP

Melika powróciła po kilkuletniej przerwie z nowym wydawnictwem. Po “Tales Part One” z 2016 roku przyszedł czas na kontynuację “Tales Part Two”, która nie tylko kontynuuje, a także rozwija brzmienie poprzednika.

Od jakiegoś czasu projekt Melika działa w trzyosobowym składzie – do wokalistki dołączyli: odpowiedzialny za elektronikę i produkcję Paweł Rychert oraz perkusista Dawid Pawlukanis. To właśnie oni pomogli wrocławskiej artystce uzupełnić aranże świetnymi pomysłami, a także doprowadzić do sytuacji, w której nowa EP-ka brzmi, jak spójna opowieść. Opowieść chłodna, mroczna i niebezpieczna, ale przepełniona przestrzenią oraz wysublimowanymi akcentami.

Twórcy materiału opisują go jako doświadczenie z pogranicza snu i jawy, jako podróż pełną wrażeń i coś w tym jest, bo mi, już od pierwszych dźwięków, album przypomina wyprawę w poszukiwaniu magicznych stworzeń, chowających się w głębokim i spowitym mgłą lesie (o czym na pewno jeszcze kilkukrotnie wspomnę).

“Tales Part Two” to materiał przepełniony elektroniką, zamkniętą w smukłych, popowych piosenkach. Dlaczego to takie ważne? Czas zagłębić się w poszczególne kompozycje na tym wydawnictwie.

Original

O utworze otwierającym wydawnictwo, pisałem kilka tygodni temu, gdy ukazało się wideo, autorstwa duetu Nika Otto-Dorota Kwiatkowska. Już wówczas wyraźnie było widać (i słychać), że album zaprezentuje nam naprawdę ciekawy zestaw dźwięków. “Original” to dość surowe, elektroniczne brzmienie, przyprawione strzelistymi, niczym gotycka kadedra, bębnami, które wprowadzają mnóstwo dodatkowego miejsca w tym aranżu.

Melika rozpoczyna prowadzenie głosu w sposób bardzo delikatny, by wraz z rozwojem fraz oraz wsparciem efektów (dzieki którym również wokal rozrasta się do sporych rozmiarów) zacząć rozbrzmiewać pełniej, stając się daniem głównym tego uroczystego posiłku.

Jeśli natomiast mowa o odczuwaniu i klimacie kompozycji: słyszymy tutaj mnóstwo elementów znanych ze skandynawskiego electropopu, a rozpostarta atmosfera przenosi nas do mglistego lasu, gdzieś na północy kontynentu, do momentu, w którym słońce dopiero zaczyna wschodzić.

Lamplighter

“Lamplighter” jest moim ulubionym utworem na “Tales Part Two”. Niezwykle oszczędny, bawiący się dodatkowymi dźwiękami w tle. Mglisty, ospały, a jednocześnie ekstremalnie przykuwający uwagę, właśnie dzięki skupieniu na rdzeniu, a nie bezsensownym zanieczyszczaniu aranżu zbędnymi kolorami. Gdy słyszę tę kompozycję, do głowy od razu przychodzi mi kosmiczna przestrzeń i łapczywe próby nawiazania połączenia z Ziemią przez zagubionego astronautę.

Finisz tego kawałka do zupełne przeciwieństwo jego 2/3 – do gry wchodzi szybka perkusja i rozległy synth, które zwiastują niepokojące zakończenie, ale Melika otulająca nas swoim głowem zapewnia, że, mimo przeciwności wszechświata, wszystko będzie w porządku.

Słuchając pozycji numer dwa wyraźnie widać, jak ważną rolę w projekcie odgrywają Rychert i Pawlukanis oraz ile fantazji wnoszą do kompozycji.

Desert

Trzecia pozycja na “Tales Part Two” kontynuuje piękną narrację: jest chłodno, ale zaczyna robić się o wiele jaśniej, gdy do gry wchodzą nowe brzmienia i atmosfera wyczekiwania i ekscytacji. Prowadzenie wokalu zaczyna przypominać odrobinę sposób śpiewania Julii Marcell, ale bitą śmietaną dodaną do tej szarlotki i lodów waniliowych zdecydowanie są dźwięki basu oraz perkusji, które wynoszą całość na wyższy poziom.

Najbardziej przekonuje mnie w “Desert” próba budowania wokalu w oparciu o powielanie jego warstw, czyli tworzeniu sztucznych chórów. Dzięki temu mroczna i lekko skąpa kompozycja wydaje się jaśniejsza. Argumentem, udowadniającym, jak dobrze wyprodukowany jest ten kawałek, niech będzie progresywne brzmienie outro – rozpoczynające się powolnie i odrobinę mozolnie, kipiące mocą i energią na jego końcu.

Over The Rain Forest

Budowanie kompozycji w oparciu o powtarzające się sekwencje dźwięku to raczej norma w muzyce elektronicznej. W “Over The Rain Forest” dzieje sie jednak coś jeszcze: na początku bardzo subtelne warstwy otrzymują kojelne elementy, które w krótkim czasie tworzą piękne podwaliny do intymnego przekazu, na których pojawia się wokal. Głos Meliki maksymalnie rozkwita właśnie tutaj, serwując ucztę tym, którzy łakną wokalnej perfekcji.

W trakcie rozwoju, utwór zamienia się w bardziej “kaskadową” kompozycję z narastającą intensywnością. To przyspieszenie pozwala pozostać wewnątrz wykreaowanej krainy i na każdym etapie czerpać z niej coś przyjemnego oraz nowego. Magia “Over The Rain Forest” polega na udanym transporcie surowych dźwięków w sferę pełnego aranżu, ze zwieńczającą całość dawką wybuchowego frazowania Meliki.

Jupiter

Zakończenie albumu w odpowiedni sposób jest bardzo trudnym zadaniem. Mam wrażenie, że Melika o tym wiedziała, umieszczając “Jupiter” w tym miejscu. Całość brzmi, jak doskonałe podsumowanie ciekawego dźwiękowo eksperymentu. Do głosu dochodzą tutaj niezwykle kolorowe akcenty, marszowy rytm bębnów napędza tempo, a wyśpiewywane przez wokalistkę słowa brzmią, jak zachęta za podążąniem za nią. Artystka wyprowadza nas z mrocznego lasu w stronę światła.

Jest to najdłuższy kawałek na “Tales Part Two”, dlatego mamy na nim również sporo miejsca na zabawianie się z brzmieniem. Długie figle syntezatorem i perkusją, łączące poszczególne części utworu, dla jednych mogą być męczące, innych rozgrzeją i przygotują na finał. Czuję jednak, że zespół świadomie podszedł do ostatniego aktu spektaklu w ten sposób.

Album zawierający pięć utworów i trwający 26 minut jest niezwykle spójnym dziełem. Nie jestem pewien, czy taki wariant sprawdziłby się równie dobrze przy wydaniu pełnego longplay’a, ale tutaj, gdy nasza uwaga jest w pełni skupiona i gdy jesteśmy w TYM momencie razem z Meliką i zespołem, całość brzmi idealnie. Ten nowocześnie wyprodukowany, chłodny i oszczędny electropop jest propozycją, którą warto rozpatrywać jako odświeżenie istniejącego od dawna trendu. Oby w najbliższej przyszłości przełożyło się to na zainteresowanie branży oraz słuchaczy.

Znaleźliśmy się pośród magicznych roślin i stworzeń, w mitycznej krainie, gdzie wszystko jest możliwe. Oczywiście, jest to krajobraz zbliżony do świata Braci Grimm, gdzie za każdym rogiem czai się jakieś niebezpieczeństwo, ale wprowadzani w tę przestrzeń przez muzykę z “Tales Part Two”, możemy być pewni, że jeśli podążymy za głosem Meliki, nie stanie się nam nic złego. A przynajmniej – nic poważnego.

Albumu posłuchasz także na Spotify, Tidalu, Deezerze, Apple Music, czy Amazon Music.