Bardzo lubię kanadyjczyków z Men I Trust, za łączenie bardzo spokojnych i przytujnych vintage synthowych dźwięków z odrobiną indie oraz popu. Śledzę ich od dawna, bo grupę poznałem jeszcze w 2015, tuż po wydaniu albumu “Men I Trust”, choć na początku była to przelotna znajomość.

Następnie montrealczycy wydali “Headroom” ze świetnymi singlami “Break For Lovers” i “Quiet”, ale ciągle nie było o nich jakoś szczególnie głośno, a przecież ich brzmienie, to naprawdę coś świeżego, jak taki wiosenny wietrzyk.

Dopiero “Lauren” zmieniło wiele i na trio zaczęto spoglądać w kategoriach wartościowego projektu. Men I Trust w dalszym ciągu pozostają bez wytwórni, pomimo tego, że ciągle rozwijają swój styl, mają także coraz bardziej ugruntowaną pozycję w muzycznej blogosferze.

Trochę niespodziewanie przeszedłem obok ich poprzedniego singla “Tailwhip” – wydaje mi się, że nie miał tego mistycznego “czegoś”, choć prezentuje się nader poprawnie. Smukła melodia, oszczędne, świetnie dobrane gitarowe riffy i rozmarzony wokal.

W tym momencie pragnę przedstawić Ci drużynę Men I Trust. Zespół składa się z trójki artystów: założycieli – Dragosa i Jessy’ego, którzy znają się od dzieciństwa, oraz Emmy, która dołączyła do projektu w 2015 roku i została z chłopakami na dłużej, choć wcześniej przymierzane były już inne wokalistki. Co z resztą słychać na dwóch albumach.

Teraz band wydał kolejny śliczny utwór. “I Hope to Be Around” to nie tylko najświeższa kompozycja, wpisująca się w niezwykły styl zespołu, ale także piękne wideo, przypominające odrobinę awangardowe filmy francuskie sprzed lat (co jest związane z korzeniami Men I Trust – Montreal, jak i cała prowincja Quebec, są w końcu frankofońskie), dzięki ciepłej kolorystyce oraz długich ujęciach, skupionych na nieruchomej postaci.

Za każdym razem, gdy dowiaduje się o nowości wydanej przez Men I Trust, jestem bardzo ciekawy, co wymyślili. Mam nadzieję, że ten stan rzeczy się nie zmieni. Chciałbym, aby w końcu dostali tyle atencji, na ile zasługują. Choć mam wrażenie, że świadomie wybrali ścieżkę, którą podążają i raczej nie należy spodziewać się, że podpiszą kontrakt z dużą, niezależną wytwórnią.