Miles from Kinshasa – KAYA

Miles from Kinshasa udostępnia świetny utwór „KAYA”. To jego drugi numer, który opowiada o poszukiwaniu mądrości w głębi siebie. 

Zadebiutował pod koniec września 2015 utworem „IVRY” opartym o bardzo ciekawie wymyślony cyber synth i stylistykę r’n’b, a w lutym roku 2016 wraca z nową, cudowną kompozycją, która zainteresowała mnie od pierwszego przesłuchania, co zdarza się, niestety, coraz rzadziej.

Pseudonim Miles from Kinshasa sugeruje, i słusznie, że czarnoskóry wokalista pochodzi z Demokratycznej Republiki Konga, ale wychował się w Londynie, gdzie został muzycznie ukształtowany. I słychać to w utworze „KAYA”, bo kompozycja przeplata dużo wpływów IDM, electro, r’n’b i cudownego ambientowego pogłosu basu. Słuchając kawałka, wydaje się nam, że znajdujemy się  w centrum okręgu stworzonego z subwooferów, a Miles jest tuż obok nas, wijąc się, nucąc i powtarzając słowa, w nie do końca zrozumiałym języku.

Synthowa pierzynka i to niezbyt dokładne, niewyraźne wypowiadanie słów, dodaje niezwykłego klimatu całej piosence.

Przeszywający dźwięk jest zabiegiem celowym, bo łączy się nierozerwalnie z sensem tekstu. Miles twierdzi, że „KAYA” jest o tej jednej osobie, która jest w stanie rozgryźć Cię na tyle, że zaczynasz kwestionować to, jak wiele wiesz o samym sobie. Opowiada także o szukaniu odpowiedzi we wnętrzu i braku pełnego zrozumienia swoich potrzeb, bez bliskości innych. To także synonim mądrości do której trzeba dojrzeć.

Ten utwór inauguruje działalność wytwórni One Time Recordings i już niedługo będzie dostępny jako podwójny singiel (razem z „IVRY”) na winylu. Na razie możesz posłuchać go poniżej.