Kobiecy duet, nierozłączny nie tylko na scenie, ale także w życiu prywatnym. Najlepsze przyjaciółki, które świetnie czują się ze sobą w każdej sytuacji, choć ich charaktery to przeciwieństwa. Delikatnie i surowo. Milk & Bone.

Najczęściej to przypadek decyduje o tym, że kogoś poznajemy. Dzielimy wspólnych znajomych, wspólne zainteresowania, czasami także koegzystujemy obok siebie i przez długi czas nawet nie przyjdzie nam do głowy, że dogadamy się ze sobą bez słów, że możemy stworzyć coś razem. I nagle z pomocą przychodzi życie.

Bohaterki tego odcinka „Nowych Dźwięków” zamieszkiwały tę samą część Kanady, część francuskojęzyczną i zdecydowały się na uczestnictwo w tym samym programie, polegającym na wymianie studentów uzdolnionych muzycznie pomiędzy uczelniami, a spotkały się i grały razem z bandzie Davida Giguère’a, to decyzję o wspólnej pracy, podjęły dopiero za sprawą innego artysty, Misteur Valaire, po tym, gdy trafiły do jednego studia i nagrały wokale na jego płytę. Błyskawicznie znalazły wspólny język, coś zaskoczyło. Było to w 2013 roku.

milk and bone

Milk & Bone to Laurence Lafond-Beaulne i Camille Poliquin (odpowiednio: 24 i 22-letnie), młode dziewczyny z Montrealu. Mówią po francusku, ale teksty do utworów piszą w języku angielskim. Obie bardzo dojrzałe jak na swój wiek – Laurence wnosi do duetu ogromną siłę, energię i kreatywność, Camille jest tą bardzo uczuciową, nieco nieśmiałą i tajemniczą. Charaktery mają także przełożenie na nazwę projektu: Poliquin to „Milk”, a Lafond-Beaulne oczywiście „Bone”.

Ktoś może powiedzieć, że muzyka duetu przypomina brzmieniem sporo innych damskich, bądź damsko-męskich synth-akustycznych projektów. I nie będę się z tym spierał. Nie zgodzę się jednak z tym, że muzyka Kanadyjek jest zwyczajna. Pod warstwą songwriterskiego grania, opartego o drum pady, bas, klawisze i gitarę, skrywają się najczystsze emocje, a dziewczynom najbardziej zależy na ich wydobyciu, dlatego zazwyczaj stawiają na surowość swojej muzyki, stroniąc od niepotrzebnych dodatków. I ja im bezgranicznie wierzę.

Pierwszym utworem stworzonym przez duet było „New York”, który stał się debiutanckim singlem Milk & Bone. Stoi za nim historia trudnego rozstania Laurence, związanego z niewiernością.

Wszystko potoczyło się dość szybko. Duet świadomie zrezygnował z przygotowywania dużej ilości pojedynczych piosenek czy też trzy-czteroutworowych EP-ek i skupił się na pracy nad albumem. Co prawda Milk & Bone wydały trzy single, ale to wszystko. Ja poznałem dziewczyny przy okazji „Pressure”, numeru najchętniej słuchanego na SoundCloudzie, który ma już ponad dwa miliony odsłuchów. Niezwykle chwytliwa melodia i piękne chórki. Aranżacja, to zdecydowanie ich mocna strona.

Wracając do albumu. Prace nad nim rozpoczęto dawno, ale ostateczne nagranie odbyło się w lutym tego roku w Paryżu, a pierwsze wydawnictwo „Little Mourning” ukazało się 17 marca 2015. Zawiera ono tylko osiem kompozycji, ale każda z nich jest kwintesencją aury roztaczanej przez Milk & Bone.

Pierwszym singlem po wydaniu płyty zostało „Coconut Water”, które swoją premierę miało dużo wcześniej, ale doczekało się świetnego teledysku i zasłużonej promocji.

Płyta duetu została doceniona w Kanadzie. „Little Mourning” znalazło się na longliście Polaris Music Prize 2015, konkursu na najlepszą kanadyjską płytę. Dodatkowo Laurence i Camille zdobyły aż trzy statuetki plebiscytu GAMIQ (Gala de l’alternative musicale indépendante du Québec) pod koniec listopada, wygrywając kategorie: Album Pop, Utwór Roku (za „Coconut Water”) oraz Najlepszy Początkujący Artysta.

Duet bardzo lubi współpracować z innymi lokalnymi artystami. Na albumie znalazł się utwór „Tomodachi” (japońskie „przyjaciel”), piękny, zagrany na ukulele, w stylu Lykke Li, z udziałem rapera Terrella Morrisa. W maju, wspólnie z producentem Rivver, stworzyły „Am I OK”, które opowiada o nieudanym związku Franka Garretta a.k.a Rivver z pewną Włoszką.

Milk & Bone – mleczna łagodność wokali i twarde, surowe, kościste kompozycje. Projekt prosty i fascynujący. Wykształcone muzycznie, młode dziewczyny, które stały się najlepszymi przyjaciółkami, właściwie przez muzykę. Przez jej tworzenie, przez odnalezienie w niej wspólnego języka.