Spotykamy się we wpisie poświęconym nowej muzyce oznaczonym numerem 69. Ta liczba weszła już do popkultury jako oznaczenie czegoś bezpruderyjnego, a nawet erotycznego. Postanowiłem trzymać się skojarzeń i specjalnie na tę okazję wybrałem projekt, który w swojej muzyce, choć robi to czasami nieświadomie, nie potrafi odejść od erotyzmu i zmysłowości.

Movement to australijskie trio z Sydney. Tworzą je: Lewis Wade (wokal prowadzący i klawisze), Jesse James Ward (bas i wokal) oraz Sean Walker (drum pady, grooveboxy, czyli ogólnie beat).

movement
Od lewej: Jesse James Ward, Lewis Wade i Sean Walker.

To męskie trio nie ucieknie z pewnością od miana „najlepszego projektu muzycznego 2014 roku, który możesz wybrać na zmysłową noc ze swoją miłością”. Na ten niebywały sukces (bez krzty ironii, to naprawdę wyzwanie) składa się kilka czynników – najważniejszym jest oczywiście głos Lewisa, soulowy, ale używany rozmyślnie, bez ciągłego wykorzystywania jego mocy; świetnie prowadzony bas – w każdym utworze Jesse potrafi wykorzystać swoją gitarę najlepiej jak tylko potrafi. Dodatkowo beaty wybierane przez Seana to majstersztyk – powolne, leniwe, ale mocne i sensualne.

Gdyby Movement czarował erotyką wyłącznie w warstwie muzycznej, zapewne nie rozwijałbym tego tematu i traktował trio jako jeden z dobrych soultronicznych projektów, których coraz więcej pojawia się na scenie niezależnej. Lewis, Jesse i Sean postawili jednak również na obraz. Ich teledysk do utworu „Ivory”, mimo że oznaczony jako NSFW, został usunięty z YouTube’a jako że naruszał politykę dotyczącą nagości i seksualności.

Na szczęście trafił on na Vimeo i możemy go dzisiaj oglądać.

I choć osobiście jestem zdania, że wideo ani nie jest szczególnie NSFW, ani też ta nagość nie była w nim potrzebna, to Movement daje tym samym znać, o co im w tym całym zamieszaniu zwanym „sztuką” chodzi.

Zespół wydał „Movement EP” zawierającą pięć utworów, również te, które wcześniej zostały opublikowane jako single.

FacebookSoundCloudSpotifyTumblr