4. Phoebe Bridgers – Strangers in the Alps

22 września / Dead Oceans

Phoebe Bridgers wbiła mnie w ziemię swoim “Funeral”, który został moim utworem roku. Ale to nie jedyna piosenka Amerykanki, warta uwagi. Cały debiutancki album “Stranger in the Alps” to zestawienie przepysznych indie nostalgicznych kompozycji z bardzo mądrymi, dowcipnymi i odrobinę ironicznymi teksami.

“Smoke Signals”, “Motion Sickness”, “Demi Moore”, czy “Georgia” to kawałki, które przeniosą Cię w zupełnie inne miejsce, ale będziesz czuł się bardzo znajomo, mimo że nigdy tam nie byłeś. Phoebe przetransportuje Cię w wymiary, zarysowane wyłącznie uczuciami – ciepło kojarzone z łóżkiem z dzieciństwa, pierwsze, często bardzo tokstyczne związki, czy wreszcie tragiczne chwile, które wydają się zamglone z perspektywy czasu. 23-latka miesza folk i akustyczny pop z prawdziwym indie i zabiera w podróż do świata nie-magicznego. To jest właśnie Phoebe Fucking Bridgers.