New Music Friday: płyty Bat For Lashes, Blood Orange; Maya Payne i Glitter Wasteland pokazuję EP-ki oraz film Jamie’ego xx

nmf2 natasha and jamie

New Music Friday już jest. Sprawdź, które albumy wybrałem na ten Piątek z Nową Muzyką.

Pierwszy Piątek z Nową Muzyką w nowym miesiącu! Musiałem się dzisiaj odrobinę ratować, bo niewiele albumów, które ukazały się 1 lipca, faktycznie mnie interesuje. Mamy zatem tylko dwie płyty (w tym jedną wydaną w poniedziałek), dwie EP-ki i kilka specjałów.

Zacznijmy od wideo, które jest klipem niezwykłym, nagranym, do utworu z bardzo udanej płyty. Co prawda “Gosh” Jamie’ego xx miało już teledysk, ale ten, robi o wiele większe wrażenie.

 

Wizualnie – fantastyczny. To teraz możemy przejść do albumów. Duże projekty i oczekiwane wydawnictwa.

Na początek oczywiście, jedna z dam mojego serducha. Natasha Khan a.k.a. Bat For Lashes wydała “The Bride”, długo wyczekiwaną płytę, opowiadającą historię nieszczęśliwej panny młodej. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony, szczególnie po średnim “Sexwitch”, które było psychodeliczno-rockowym wystrzałem, który udał się tak sobie. Jednak im bliżej premiery, tym bardziej zaczynałem wierzyć, że czwarty krążek Brytyjki będzie czymś świetnym. Po “The Haunted Man” poprzeczka poszybowała bardzo wysoko. Wyczekiwać nadejścia “The Bride” zacząłem po “Sunday Love”.

Album jest dość mocno urozmaicony muzycznie, ale, gdy wczujemy się w historię, zaczniemy czerpać wielką przyjemność z dźwięków. No i anielskiego głosu Natashy.

Drugą propozycją, której nie możesz pominąć (serio!) jest nowa płyta Blood Orange czyli Deva Hynesa. To co amerykański wokalista i producent zrobił na “Freetown Sound” przejdzie za moment do historii. Album z wyraźnym motywem przewodnim, zarówno muzycznym, jak i kompozycyjno-tekstowym. Przybrał formę odrobinę podobną do manifestu.

Muzycznie idealny, Dev to naprawdę muzyczne bóstwo. Posłuchaj choćby “Augustine”, które w dniu premiery “Freetown Sound” otrzymało wideo.

Wszystko na tej długiej, trwającej godzinę, płycie jest przemyślane i współgra ze sobą. A artyści zaproszeni na płytę? Carly Rae Jepsen, Nelly Furtado, Debbie Harry, Kindness czy Empress Of, a to nie wszyscy! Maestria. Na pewno dla mnie, bo uwielbiam nową muzykę, która garściami czerpie z dźwięków minionych epok. Szczególnie, gdy są to lata 80. i 90.

Czas na mini albumy. Na początek coś z Nowej Zelandii. Maya Payne, której jestem oddanym fanem, nawet mino kilku wpadek, wydał swoją pierwszą EP-kę “The Lucky Ones”. Siedem electropopowych kawałków, o różnym stopniu mocy rażenia. Są “If Only”, “Falling” i “Fragile” czyli pierwsze kompozycje Mayi, które zrobiły na mnie największe wrażenie. Pozostałe utwory, odrobinę odstają poziomem od wspomnianych, ale są ładnym uzupełnieniem tego EP.

Drugi proponowany na New Music Friday mini album, to materiał Siri Jantey, Azjatki, która dzieciństwo spędziła w Tajlandii, ale szybko wyemigrowała do Szwajcarii, gdzie osiadła. W jej muzyce spotykają się kultura wschodu z dalekim zachodem, bo Glitter Wasteland przebywała dość długo także w Los Angeles.

“EP 1” to kombinacja kilku stylistyk, wszystko w oparciu o elektronikę. Jest słodki synthpop, znajdziemy klubowe electro i typową synthwave z elementami zaczerpniętymi z muzyki lat 80. i 90. Siedem, ładnie zaaranżowanych kompozycji.

Na koniec chciałem dorzucić kolejne wideo. Rosie Lowe wydała swój pierwszy album “Control” w marcu tego roku, a teraz udostępnia teledysk do wersji “So Human”, do której dograła się Little Simz. Klip w odrobinę kiczowatej konwencji, ale wyszło z klasą, bo to świadomy zabieg, który miał połączyć się z treścią utworu.

To na dzisiaj wszystko. Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj coś dla siebie i że ten #NewMusicFriday sprawi Tobie wiele radości. Bo ja mam zamiar świetnie się bawić :)

A może są jakieś płyty, EP-ki lub single na które czekałeś w tym tygodniu, a nie znalazły się w tym zestawieniu? Bardzo chętnie poznam Twoje piątkowe rekomendacje. Daj znać!