New Music Friday Super Selection. High Quality Music Only. Best Deals, Totally Worth It. Really! Banks, Oh Wonder, Jack White, Denai Moore, Feist, Sevdaliza & many more!

Taki żarcik mi wyszedł w piątek, ale tak naprawdę, to warto zapoznać się z szybkim wyborem singli i albumów, który poniżej. Nowa muzyka od artystów bardziej lub mniej znanych. Klimat i stylistyka różne, ale wszystkie cechuje jeden, ważny przymiotnik: znakomite.

Zacznijmy od niespodziewanego singla Jillian Rose Banks. Informacja pojawiła się kilkanaście godzin temu, bez żadnej, wsześniejszej zapowiedzi. Pamiętajmy, że 30 września ukazał się drugi album Banks, “The Altar”, więc nieprędko oczekiwaliśmy nowości. A jednak jest. Pisałem na facebooku, że trochę nie dowierzałem, gdy znalazłem okładkę singla, że to już. Ale jest i brzmi bardzo dobrze, trochę jakby był pozostałością po wrześniowym materiale.

Drugim singlem, o którym warto wspomnieć jest “Lifetimes” od Oh Wonder. Anthony i Josephine wydali tydzień temu “Ultralife”, które było… jedynie okej. Teraz, razem z odrobinę innym utworem – są momenty, w których nie śpiewają dwugłosem! – ogłaszają datę drugiego albumu. Płyta “Ultralife” pojawi się 16 czerwca (w dzień wydania “Melodrama” Lorde), nakładem Island Records.

Kompletnym zaskoczeniem, było natomiast pojawienie się nowości od, leniwego ostatnio, Jacka White’a. “Battle Cry” brzmi dobrze, ale niestety, nie zawiera wokalu artysty. W zasadzie, nie zawiera żadnej linii wokalnej.

Co prawda Feist podzieliła się drugim utworem zwiastującym “Pleasure” (data wydania albumu: 28 kwietnia) już kilka dni temu, ale to dobra okazja, by przypomnieć o “Century”. Ostrzejszy, ale ciągle niezwykle przyjemny. Współstworzony i zaśpiewany razem z Jarvisem Cockerem i kończący się dość niespodziewanie.

Brytyjka Denai Moore, coraz bardziej przypomina wizualnie Lianne La Havas, jednak brzmieniowo idąc w trochę inne rejony. Po wydaniu debiutanckiej płyty “Elsewhere”, wraca z nowym singlem “Trickle”, który rozwija się wolno, ale daje dużo satysfakcji podczas słuchania.

Holenderka irańskiego pochodzenia, Sevdaliza, to jedna z bogin elektronicznego downtempo, tutaj mamy jasność. Wiemy już także, że w 2017 roku pojawi się jej pierwszy, pełnoprawny album długogrający “ISON”. Utwór “Hero” jest jego pierwszym przedsmakiem. Głęboki i spokojny, choć wcale nie tak łagodny.

Przejdźmy teraz do nowiutkich albumów. Na początku proponuję “Belladonna of Sadness” Alexandry Savior. To płyta, która była tworzona pod okiem Aleksa Turnera z Arctic Monkeys. Pełna indie rockowych i bluesowych brzmień, zarówno w nowoczesnym, jak i rerto klimacie. Z dodatkiem wikuśnych smaczków, które dostarczyła już sama Alexandra.

Vancouver Sleep Clinic to projekt, któremu przyglądam się od 2014 roku. Teraz, w rozszerzonym, pięcioosobowym składzie, ukazał się debiutancki album zespołu, “Revival”. Dużo łagodnych, lekko sennych melodii i sporo wysokiego, męskiego wokalu. Warto zwrócić uwagę, podczas przeglądania piątkowych premier.

Na konice album, o którym pewnie nie słyszałeś. Otóż, Szwedka Vanbot (Ester Ideskog) wydała swój trzeci krążek “Siberia” inspirowany podróżą Koleją Transsyberyjską. Chłodny elekctro pop eksploduje kolorytem, gdy spotyka się z ideami osadzonymi w surowym klimacie. To chyba jasne.

Mógłbym poopowiadać jeszcze chwilę o tych piątkowych Real Dealach, ale wolę sobie część zostawić na poniedziałek, gdy spotkamy się w Neuziku i posłuchamy kolejnych nowości.

Co sposobało Ci się najbardziej z tego zestawienia? A co byś do niego dorzucił? Daj znać!