Z tygodnia na tydzień robi się coraz goręcej. Także na scenie alternatywnej. Przed Tobą siedem świetnych utworów wydanych w tym tygodniu, znajdziesz tutaj m.in. Låpsley, JOY. czy Jamesa Vincenta McMorrowa.


Kolejny gorący tydzień za nami. Postanowiłem zrezygnować z słońca i plaży na zdjęciu, ruchliwa ulica nocą wydawała mi się odpowiednia, by nie podkręcać jeszcze bardziej stanu w którym się znajdujemy. Nie masz pojęcia z jakim trudem przyszło mi skończyć ten wpis – ciężko słucha się, wyciąga wnioski i pisze w temperaturze przekraczającej 35 stopni (nie dorobiłem się jeszcze klimatyzacji ani wiatraka), ale jakoś dałem radę!

W drugim sierpniowym podsumowaniu tygodnia pojawiają się same dość znane projekty, z których raptem jeden nie pojawił się wcześniej na blogu. Mamy siedem świetnych utworów i w aż pięciu przypadkach są to powroty po kilkumiesięcznej przerwie.


Ben Khan – Blade (Tidal Wave Of Love)

Pierwszy uderzył Ben Khan, który po wydaniu dwóch EP-ek zaproponował nam kolejny utwór. Niby ciągle to samo – znakomity wokal z lekkim przesterem, klawisze i gitara, której jednak jakby mniej. Przy utworze widnieje dopisek “demo”, ale jak na wersje przed ostatecznym masteringiem, brzmi ona nadspodziewanie bogato. Jest kilka dźwięków, które nie pojawiały się wcześniej.


JOY. – About Us

Olivia pojawiła się na blogu niedawno, a teraz możemy posłuchać jej cudownego, nowego utworu. “About Us” to kolejna perełka w jej dorobku – prosta melodia, okraszona kilkoma dodatkami jak klaskanie, delikatna gitara i oczywiście jej niebiański głos. Co jeszcze dodać? Moje uwielbienie sięga szczytu.


jj – fuck it

Szwedzkie trio wydało utwór “fuck it”, który zapowiada przyszłotygodniową “death ep”. Duża ilość pięknych, zimnych syntezatorów i pogłosów, tworzących aurę niepokoju, niestabilności i oczywiście chłodu. Uwielbiam takie utwory. jj potrafią zatrwożyć słuchacza nawet bardzo prostymi zabiegami, jak choćby słabo rozbudowany tekst, który znajdziemy właśnie tutaj.


Jarryd James – Regardless feat. Julia Stone

Największe zaskoczenie tego tygodnia. Jarryd James wydał jednocześnie dwa utwory (“Regardless” i “Sure Love”) czyli prawdziwego singla w formie cyfrowej. Na więcej uwagi zasługuje ten utwór w który zaangażowana jest Julia Stone, a jak wiadomo jej zjawiskowy głos zamieni każdy utwór w prawdziwą magię, jeśli dołożymy do tego talent Jarryda, rozkosz dla uszu gotowa.


Låpsley – Burn

Holy Fletcher to zdecydowanie gwiazda lat przyszłych. Niepowtarzalny głos i pomysły na utwory. “Burn” znów daje znać o jej kompozytorskim talencie. Utwór podzielony jest na trzy części: w pełni akustyczną z uroczymi klawiszami, tę z podbitym pulsującym basem i ostatnią – z dodatkami elektronicznymi i modulacją wokalu. Prawdziwe dzieło sztuki. Uwielbiam muzykę tej dziewczyny z Liverpoolu.


RITUAL – Josephine feat. Lisa Hannigan

RITUAL ostatnio coraz częściej pojawia się na blogu. Poprzednio razem z Frances, teraz w swojej kompozycji, ale z Lisą Hannigan jako drugim wokalem. Urzekające głosy, delikatna aranżacja i pięknie łączące się z syntetycznymi dźwiękami klawisze fortepianu i smyczki. Bajka.

James Vincent McMorrow – How To Waste A Moment

Na koniec pan, którego znają chyba wszyscy odwiedzający bloga. JVM udostępnił przedwczoraj utwór, który prawdopodobnie zapowiada kierunek w którym zmierza wokalista. Dużo więcej synthu i trochę bardziej soulowy wydźwięk całości. Może wyjść z tego coś bardzo fajnego.

To wszystkie utwory, które przykuły moją szczególną uwagę w kończącym się tygodniu. Który z nich podoba Ci się najbardziej? Może masz swoich faworytów spoza tej listy? Czekam na każdą sugestię i do przesłuchania!