Wakacje dobiegają końca, a razem z nimi żywot tej serii podsumowującej tydzień. Na pożegnanie aż dziewięć cudownych utworów, wśród nich nowości od: Kacy Hill, Transviolet czy Zaka Abela.

To ostatni wpis z serii „New Songs of the Week”, bo jak wspominałem na samym początku, miał być to cykl wakacyjny, który dostarczy Ci mnóstwa znakomitej i świeżutkiej, dopiero co wydanej, muzyki. Myślę, że NSOTW sprawdził się w roli przewodnika po rynku wydawniczym – mam nadzieję, że bawiłeś się dobrze i znalazłeś mnóstwo dźwięków dla siebie.

Przyszedł czas po raz dziesiąty zajrzeć do innej-muzyki wydanej w ciągu ostatnich siedmiu dni. Było tych wspaniałości tak dużo, że tym razem wybrałem aż dziewięć utworów, wszystkie równie doskonałe. Są tutaj nowości po przerwie, zapowiadające EP-ki, a także te pokazujące jaki potencjał drzemie w młodych muzykach z całego świata.

Kacy Hill – Foreign Fields

Kacy wraca po 11 miesiącach milczenia. Aż tyle czasu minęło od wydania fantastycznego „Experience” po którym zapragnąłem zagłębić się w życiorys rudowłosej Amerykanki. Nowy utwór brzmieniowo nawiązuje do poprzednika, ale jego producentem jest Jack Garratt i dość wyraźnie to słychać, dzięki delikatnym klawiszom fortepianu na początku i wibrującym basie w trakcie. Poza tym, delikatny wokal Kacy robi ogromne wrażenie. 21-latka spędziła ostatnie miesiące w Sztokholmie, gdzie zajmowała się tworzeniem i nagrywaniem. Czekam na obszerniejsze wydawnictwo.

Transviolet – Bloodstream

Pierwsze sekundy i słyszę Aurorę, następnie całość płynnie przechodzi w muzykę Halsey. A to wszystko dzieło zespołu z Los Angeles. Mieszanka popu i elektroniki. Bardzo smaczna, to dopiero ich drugi udostępniony kawałek, a już całą jesień spędzą koncertując u boku Mikky’ego Ekko. Jest spory potencjał.

LÉON – Nobody Cares

Jedno z większych popowych objawień ostatnich tygodni. Po świetnym „Tired of Talking” przyszedł czas na kolejne spotkanie z bardzo przyjemną melancholią w wykonaniu Szwedki. Dość błogo, ale wcale nie tak spokojnie. 21-latka napisała piosenkę o relacjach, bliskości i poczuciu niepewności, gdy drugiej osoby nie ma przy Tobie.

B.Miles – Salt

I znów ta Amerykanka! Pojawiła się w zestawieniu najlepszych utworów pierwszej połowy 2015, była już z drugim utworem w podsumowaniu tygodnia, a teraz znów zaskakuje. „Salt” jest kolejną spokojną kompozycją, która przygniata połączeniem wokalu z melodią. Może powoli się rozwija, ale ma niezwykłe momenty. Ten utwór dopełnia jej pierwszą EP-kę „Twenty Fifteen”, która składa się oczywiście z trzech piosenek.

Allman Brown – Rivers ft. Robyn Sherwell

Niezwykła kompozycja, podczas słuchania której łzy same napływają do oczu, bez względu na to, jak starasz się temu zapobiec. Na dwa głosy (męski prowadzący i damski wspomagający) oraz gitarę. Urzeka od pierwszych dźwięków, swoim przejmującym klimatem. Brawo Allman.

LASTLINGS – Wavelenght

O tym duecie na pewno kiedyś napiszę więcej. To ich drugi wydany utwór i drugi, który pojawia się na blogu. Rodzeństwo Dowdle hipnotyzuje od pierwszych dźwięków, a głos Amy załagodziłby nawet konflikt nuklearny. Ich Długość Fali to utwór przy którym można zasypiać i budzić się każdego dnia.

HUNTAR – The Hunger

Huntar to projekt, który także dość regularnie gości na stronach bloga i w moich głośnikach. Wszystko za sprawą świetnych utworów. „The Hunger” jest najbardziej energicznym kawałkiem w dorobku projektu. Śmiem także twierdzić, że najlepszym, a na pewno moim ulubionym.

Zak Abel – Say Sumthin

Zak opublikował właśnie sześcioutworowy album „One Hand On The Future”, który zbiera wszystkie dotychczas wydane utwory. Na mnie największe wrażenie zrobił jednak ten. Brzmienie trochę w stylu Bena Khana, bo i barwa głosu podobna, ale całość niczym żywcem wyrwana z finałowych scen pierwszej części Gliniarza z Beverly Hills. Znakomite wciśnięcie się w stylistykę lat 80. Boskie.

TOTEM – Unrequied

Na nowojorczyka wpadłem już kilka miesięcy temu podczas przeglądania Spotify i zaciekawił mnie, ale nie na tyle, by poznać się z nim lepiej. O ile wtedy zaniechałem tej czynności, tak teraz, przy „Unrequied” jestem zaskoczony i delikatnie onieśmielony. Utwór cudownie lekki, wolny, nie próbuje udawać, że jest czymś innym – to spokój, smutek i pogodzenie się z rzeczywistością. Czuć to od pierwszego dźwięku.

Dziękuję, że odwiedzałeś bloga w każdą niedzielę przez ostatnie dwa miesiące. To koniec cyklu „New Songs of the Week”, ale na pewno nie koniec podrzucania Ci najlepszej nowej muzyki. Co to, to nie!

Do przesłuchania i zaglądaj na bloga regularnie, na pewno znajdziesz coś dla siebie.