New Music Friday: albumy Broods, Marian Hill, Puro Instinct oraz EP-ka Zealyn i mixtape LANY

nmf marian hill 2016

Piątki z Nową Muzyką mają już prawie rok. Nowości płytowe premierują w ostatni dzień roboczego tygodnia od 10 lipca 2015. Postanowiłem, że zacznę wreszcie na świeżo podrzucać Wam albumy warte uwagi i podsumowywać wydarzenia tygodnia.

Miało być ujednolicenie i podwyższenie statusu dnia wydawania nowych płyt. Po prawie roku chyba możemy ocenić, że się udało. New Music Friday stał się czymś, co doceniane jest przez wydawców i artystów na całym świecie. Postanowiłem się w końcu do tego dołączyć. Wybrałem sobie dość intensywny tydzień: decyzja o wyjściu Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej (która to będzie miała spory wpływ także na przemysł muzyczny) oraz start najpopularniejszego europejskiego festiwalu muzycznego, Glastonbury. Ale czemu nie? Kto mi zabroni porywać się z motyką na słońce?

Mam dla Ciebie trzy albumy, EP-kę i jedno niezidentyfikowanie wydawnictwo, coś pomiędzy mini albumem a mixtape’em. Liczę, że coś sobie spośród moich rekomendacji wybierzesz. Tutaj skupimy się na LP i EP, Neuzik pozostaje na swoim miejscu – to w niedzielę nastawimy się na najlepsze, pojedyncze utwory tygodnia.

Broods – Conscious

Po trzech singlach, nie oczekiwałem od tego albumu niczego specjalnego. I właśnie dlatego nie rozczarowałem się zbyt mocno. Kilka ciekawych utworów (najlepszym delikatne “Worth The Fight”), dziwaczna kolaboracja z Tove Lo (swoją drogą, ta dziewczyna wciska się ostatnio wszędzie – Years & Years, Flume, Nick Jonas, a teraz Broods) i druga część materiału, która wkracza na niebezpieczne, klubowe szlaki. “Recovery” zaczyna się przyjemnie, a później dostajemy pomieszanie z poplątaniem. Właściwie, cały ten krążek jest właśnie taki. Trochę dobrego synthpopu i spora ilość miałkiego radiowego grania. I choć wokal Georgii Nott nadal zachwyca, to trochę mało. Nowozelandzki duet ma chyba zaplanowany podbój zachodnich stacji radiowych.

“Conscious” to płyta zdecydowanie słabsza, od znakomitego debiutu “Evergreen”, z którego pochodzą “Bridges”, “Mother & Father” czy “Neveg Gonna Change”.

Ocena po pierwszym i chyba jedynym przesłuchaniu: 5.4/10

Marian Hill – ACT ONE

Marian Hill i ich pierwszy akt. Wydana po dwóch latach od publikacji debiutanckich utworów. Po drodze były już dwie EP-ki: “Play” i “Sway”. Ale cały album długogrający to nowości, które ewentualnie, pojawiały się wcześniej w postaci singli. Amerykański duet kontynuuje to, co umie najlepiej: łączy głęboką elektronikę z żywym saksofonem, a dodaje do tego także uroczy wokal Samanthy Gogol, który momentami także jest przerabiany i samplowany.

Co prawda znajdą się tutaj momenty irytujące, bo Jeremy Lloyd potrafi przesadzić z dźwiękami klaśnięć i pstryknięć. Niemniej, to płyta zgrabna, na której są zarówno momenty bardziej energiczne, jak i wolniejsze. Mój ulubiony utwór z tego wydawnictwa znajdziesz powyżej. Za całość także ręczę, nie będą to na pewno zmarnowane minuty.

Ocena po dwóch przesłuchach: 7.4/10

Puro Instinct – Autodrama

Druga płyta żeńskiego duetu z Los Angeles. Piper i Sky znów są bardzo eteryczne i zagłębiają się w dźwięki lat 80. i 90., które odświeżają w subtelny sposób.

Momentami to płyta zatopiona w bardzo masywnych dźwiękach elektronicznych, innym razem zwiewna za sprawą dream synthu. Duża różnorodność w obrębie jednej stylistyki muzycznej, to na pewno działa korzystnie na odbiór “Autodramy”. Niestety zdarzają się przestoje, jest ich całkiem sporo. Niekiedy to tylko sekwencje dźwięków, jak w tytułowym “Autodrama”, innym razem całe kompozycje, choćby toporne, choć wcale nie tak proste, “Babylon”. Moje ulubione kawałki to singlowy “Tell Me” oraz rześkie “Scorpio Rising”.

Ocena po dwóch randkach: 6.8/10

LANY – kinda EP

EP-ka, która tak właściwie powinna być chyba mixtapem, czyli albumem będącym zbiorem utworów o tej samej tematyce, z wyraźnym motywem przewodnim. “kinda” już stylizacją tytułów daje do myślenia. Letnia miłość, wakacje i te sprawy – taki jest wydźwięk mini albumu.

Przyjemny synthpop/soft rock z Nashville, amerykańskiego ośrodka, który zaczyna być coraz ważniejszy na muzycznego mapie Stanów Zjednoczonych. Propozycja na upalne popołudnie.

Ocena po pierwszym przesłuchaniu: 7/10

Zealyn – Limbic System EP

Na koniec EP-ka, która pierwotnie nie znalazła się w tym wpisie, bo zapomniałem, że ukazuje się dzisiaj. Dopiero przypominajka w postaci maila od agencji PR-owej zadziała. Zealyn, piąty projekt z USA w blogowym New Music Friday, wydała mini album “Limbic System”.

Siedem utworów i od samego początku wyraźne słychać, że Zealyn solo i w duecie, to dwie różne artystki. Obie dobre, ale inne. W kolaboracjach, także ze względu na towarzyszy, dominuje ciepły soul i nośne r&b. Gdy Amerykanka jest sama (oprócz singla “Talk:Listen”) wszystkie aranżacje opierają się o żywe instrumenty, przede wszystkim perkusję i klawisze. Fantastyczne jest to, że wszystkie utwory są bardzo spójne i brzmią świetnie, niezależnie od dominujących brzmień.

Ocena po dwóch odsłuchach: 7.5/10

To pierwszy wpis z serii New Music Friday na blogu. Dużo muzyki, a to przecież i tak nie wszystko. Piątki z Nową Muzyką to naprawdę cotygodniowe święto. Mam nadzieję, że podoba Ci się pomysł wpisów. Daj znać, co myślisz i miłego słuchania!