Po raz drugi odwiedzamy Nową Zelandię by poszukać dobrej muzyki w wykonaniu początkujących i mało znanych artystów. Przed nami kolejna szóstka o której powinien usłyszeć cały świat.

Scena muzyczna w Nowej Zelandii to nie tylko projekty popowe i te o zabarwieniu popowym o których pisałem w pierwszej części, ale także dużo ciekawego songwriterstwa, indietroniczny zawrót głowy oraz cięższe dźwięki powstałe z sampli, które są wisienką na torcie złożonym z pysznych dźwięków.

Kontynuujemy podróż w poszukiwaniu młodych i utalentowanych projektów muzycznych na tym małym oceanicznym archipelagu. Tym razem dużo ciekawej muzyki i artystów, którzy są tajemniczy, ciekawi oraz odrobinę intrygujący. Będzie bardzo ciekawie!

kåmåndi

Pierwszy w dzisiejszej stawce i używających najbardziej najbardziej klubowych bitów. kamandi jest dobry w tym co robi, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy jest fanem tego typu muzyki. Dużo zabawy z samplowaniem i szczątkowymi wokalami, ale wszystko poprowadzone w dobrym smaku, który powinieneś docenić.

Pisze o sobie „I make elevator music”. Być może w nowozelandzkich windach puszcza się elektroniczne dark wave’y – nie wiem, nigdy nie byłem. Chętnie porównam go do xxyyxx czy Nosaj Thinga, bo to właśnie ten sam duszny i odrobinę psychodeliczny styl. Oto próbka.

Maya Payne

Maya skończyła dwa miesiące temu 18 lat i zakończyła właśnie przygotowywanie swojej pierwszej EP-kę. Nie zdradza jednak na razie kiedy wyda mini album, choć mam nadzieje, że już niedługo. Nowozelandka niedawno została absolwentką szkoły w rodzinnym Christchurch i teraz wkracza w dorosłe życie by spełnić swoje największe marzenie – wszyscy wiemy jakie.

Ma bardzo charakterystyczny głos, który ciężko pomylić, łączy go (jak do tej pory) z fajnie brzmiącą soulfullową elektroniką, często delikatnie nawiązującą także do drum’n’bassu. I fajnie, bo razem z subtelnym głosem i chórkowymi samplami brzmi bardzo dobrze. Do tej pory pojawiły się dwa jej autorskie kompozycje: „Fragile”, które doczekało się kilku remixów i „If Only”, która niżej.

The Naked And Famous

Pomijając Lorde to chyba najbardziej znany w chwili obecnej nowozelandzki zespół sceny alternatywnej. Ich bazą jest oczywiście Auckland i grają razem od 2008 roku, wydając do tej pory dwa albumy. Jeden lepszy od drugiego. Tak, jestem ich fanem.

Debiutowali „Passive Me, Aggressive You” i to z pierwszego krążka pochodzi ich najbardziej znany utwór „Young Blood”. Druga płyta z 2013 roku „In Rolling Waves” pokazuje kolejne oblicze Nagich i Sławnych i w moim rankingu najciekawszych albumów roku zajęła bardzo wysokie miejsce. Łączą indie rocka, post-punk i synth – robią to naprawdę dobrze. Jeśli jeszcze ich nie znasz, nadrób obowiązkowo!

Pippin

Pippin to naprawdę szalony gość. Jego muzyka jest rzeczywista, ale postać, którą kreuje… już nie. Pippin to w rozumieniu muzyka fikcyjny i animowany producent muzyczny. O panu, który za nim stoi nie można dowiedzieć się zbyt wiele, chociaż wcale nie ukrywa on swojego oblicza przed światem.

Bardzo delikatna i dość prosta muzyka powstała z sampli, ich łączenia oraz zabawy pokrętłami i faderami. Całość doprawiana jest wokalem, a właściwie czymś na pograniczu recytacji i raperskiej nawijki. Nazwij mnie głupim, ale czuję to. Szczególnie w tym utworze.

Madeline Bradley

Madline ma 19 lat i mieszka w Auckland. Nie mamy jeszcze zbyt wielu możliwości by posłuchać jej autorskich kompozycji, bo to dopiero początek jej drogi. Panna Bradley posiada niezwykle subtelny głos, który od razu zwala z nóg i nie pozwala oderwać się od słuchania. To wróży dobrze na przyszłość. Poniżej utwór, który uwydatnia jej możliwości pokazując je w pełnej krasie, choć jest to cover, a nie jej piosenka.

Podobno w tym roku ma pokazać nam jeszcze jakieś nowe dźwięki. Ja na pewno będę czekał, bo nie dość, że podrzuciła nam do tej pory niewiele swojej muzyki, to dodatkowo o samej Mad wiemy dość mało.

Yumi Zouma

Yumi Zouma to tak naprawdę zespół międzynarodowy, tworzony przez Charliego (Francja), Josha (USA) i Kim (Nowa Zelandia), ale we wszystkich artykułach pisze się o nim jako o nowozelandzkim, dlatego uznałem, że tutaj jest ich miejsce. Delikatny synth i doskonałe naleciałości disco nie mogły przejść niezauważone, szczególnie teraz, gdy w muzyce elektronicznego wraca się do brzmień lat 80.

Napisałbym, że te bardzo przyjemne dźwięki rozchodzą się w głowie z prędkością błyskawicy, ale nie jest to dobre określenie ze względu na ich właściwości relaksacyjne. Jednak jest coś na rzeczy, bo gdy posłucha się tych, na pozór zbyt spokojnych i monotonnych utworów, nie można przez dłuższą chwilę myśleć o niczym innym. Zespół ma na swoim koncie dwie EP-ki i prawdopodobnie w kolejce czeka teraz pierwszy album.

***

To wszyscy artyści w drugiej, i na razie ostatniej, części podróży po Nowej Zelandii. Spotkaliśmy na swojej drodze kilkunastu świetnych muzyków, mam nadzieję, że znalazłeś coś dla siebie? Jeśli nadal nie jesteś pewny, nie martw się, przygotowałem dla Ciebie playlistę, która pomoże Ci zdecydować, czyją muzykę czułeś najbardziej. Na plejce znajdują się utwory projektów z obu części nowozelandzkich wojaży.

I co, teraz lepiej? Mam nadzieję, że tak :) Daj znać czy podoba Ci się pomysł z podróżami po świecie i czy chciałbyś aby przeobraził się on w regularnie publikowaną serię? Każda opinia jest mile widziana.

Do przesłuchania!