Z dumą w głosie możesz przeczytać (ja napiszę z dumą, a Ty odczytasz na głos), że doszliśmy do końca cyklu Nowe Dźwięki. Nie znaczy to jednak, że definitywnie kończymy z wpisami z tej kategorii. Zostało nam jeszcze kilka wspólnych chwil. Dzisiaj zajmiemy się artystami, którzy powinni się znaleźć we wspomnianej setce, ale ze względu na zdobytą przez nich w krótkim czasie popularność, postanowiłem oddać ich miejsce komuś innemu. Komuś kto bardziej potrzebuje wzmianki o jego muzyce.

Teraz, gdy jest już po wszystkim, możemy zająć się tymi “nowodźwiękowymi gwiazdami”. Przyjrzymy się dziesięciu projektom, które bardzo lubię i które prawdopodobnie polubisz i Ty.

1. Darkside

Pierwszym projektem na liście jest duet, który już zakończył swoją działalność. Dziwnie się złożyło. Listę zacząłem układać jakiś czas temu, ale po decyzji Nicolasa i Dave’a postanowiłem, że nie zrezygnuję z umieszczenia Darkside w tym zestawieniu. No bo jak mógłbym? To pierwsza tego typu kolaboracja (jeśli się mylę, popraw mnie) i pokazała ona jaki potencjał twórczy tkwi w takim zestawieniu instrumentów.

Piękne “Paper Trails”.

2. George Ezra

Mimo że George ma 21 lat, powiedziano o nim chyba już wszystko. Wygląda dobrze, na gitarze gra porządnie, a w dodatku ma niepowtarzalny wokal, nie pasujący do jego obecnej powierzchowności. Co mogę dorzucić? Na pewno to, że bardzo przyjemnie się go słucha, a teledyski do jego utworów pokazują mieszankę humoru i bystrości umysłu, czyli wszystko to co ceni się najbardziej.

3. Glass Animals

Czwórka z Oxfordu gra coś co można w ostateczności nazwać indie rockiem. W ostateczności, ponieważ chłopaki czarują w swojej muzyce wszystkim co z rockiem ma niewiele wspólnego, a odpowiednie jest raczej dla psychodelii – potężnymi uderzeniami samplowanego basu, dzwonkami chromatycznymi czy też różnorodnymi przeszkadzajkami.

Debiut “ZABA” to niezwykły przekrój tego co mają nam do zaoferowania.

4. Hozier

Andrew zrobił wiele zamieszania “Take Me To Church” jeszcze w 2013 roku. Tekst, melodia i wideo. Maestria w tak młodym wieku? Okazało się, że bluesowo-rockowe zaciągi Irlandczyka to nie chwilowe oszołomienie, a sposób na piękną i osobistą muzykę. Rezultaty można podziwiać na naprawdę dobrym krążku “Hozier”. Hoziera-Byrne’a trzeba znać.

5. Jungle

Modern soul? Ładnie brzmi, ale co oznacza? Soulowe głosy, trochę funky, gitary, syntezatory i prostota odbioru. Dużo przyjemnych dźwięków, choć stan ten nie jest wcale tak łatwy do osiągnięcia.

Założyciele londyńskiego bandu byli pierwotnie członkami zespołu Born Blonde, ale zarzucili ten projekt. Choć można zarzucić Jungle brak różnorodności i muzyczną monotonię, są to bardzo radosne i uspokajające brzmienia.

6. King Krule

20-letni rudzielec z Anglii nie miał łatwego dzieciństwa. Jak sam mówił w wywiadach przeżył “a lot of weird shit”, co sprawiło, że musiał zmagać się chociażby z długotrwałą bezsennością. Zaczął tworzyć muzykę w 2010 roku i co chwilkę zmieniał stylistykę i pseudonimy.

Ostatecznie na początku 2013 roku zabrał się za powracającego na piedestał rockowego bluesa z trip hopowymi udziwnieniami. Ta muzyka w połączeniu z jego niesamowicie surowo brzmiącym głosem spowodowała, że zaczęto się nim interesować. I słusznie.

7. Rhye

Rhye nigdy nie miało być projektem głównym pary Milosh-Hannibal (i nadal nie jest), ale to właśnie on i płyta “Woman” sprawiły, że zainteresowano się tymi panami na poważnie. Piękne brzmienia soulowe i R&B oraz przeogromna skala Michaela Milosha pozwalająca wyśpiewywać mu “kobiece dźwięki” sprawiły, że o Rhye myśli się jak o czyś doskonałym. Przynajmniej ja tak myślę. Szukasz pościelówy? Już nie musisz.

8. Sampha

Sampha był znany głównie z pojawienia się na pierwszej płycie SBTRKT. Dopiero po chwili zaczęto dostrzegać jego solową wartość, którą potwierdził singlami i EP-ką “Dual”. Kolejny soulowy wokal, który jednak próbuje tworzyć bardziej klasycznie – aby pokazać pełnię umiejętności, wystarczają mu piękne minimalistyczne aranżacje na fortepian.

Opiekują się nim ludzie z wytwórni Young Turks (The xx, FKA twigs), możemy więc liczyć na piękny długogrający debiut. Sampha pojawił się także w kilku utworach na drugiej płycie Aarona Jerome’a “Wonder Where We Land”.

9. Sohn

Moja znajomość z Christopherem Taylorem rozpoczęła się pewnej nocy, gdy zasypiałem słuchając mojej ulubionej audycji radiowej (Ciemna Strona Mocy w Trójce prowadzona przez Aleksandrę Kaczkowską). To właśnie tam odkryłem “Lessons” Brytyjczyka stacjonującego w Wiedniu. Później poszło z górki. Kolejne utwory i płyta. “Tremors” może nie jest doskonała, ale znajdziesz tam perełki. Sohnowi najbliżej do PBR&B, ale potrafi nieźle zaszaleć nagrywając akustyczne wersje swoich piosenek.

10. Years & Years

Najgorętsze trio tego roku? Trzech lonczyńczyków: Olly, Emre i Michael czyli Y&Y. Mają w sobie ogromne pokłady młodzieńczej energii i wiele pomysłów. Uduchowiony electro pop? Ładnie brzmi, ale nie znajdziemy odpowiedniej nazwy dla muzyki, która tworzą. Odeszli od typowych schematów electro, a do chillwave’u czy elektronicznego ambientu jeszcze im daleko.

“Real EP” i “Take Shelter EP” to ciągle dość ubogi materiał, ale to zapewne w najbliższym czasie się zmieni.

Podobało się? Ile projektów z tej dziesiątki znałeś? Zbliżyliśmy się do końca cyklu na wyciągnięcie ręki. Pełne podsumowanie znajdzie się na blogu za kilka dni. Do przesłuchania!