Koniec miesiąca to znakomity czas by przyjrzeć się kolejnej porcji młodych artystów z Polski. W czwartych Polskich Dźwiękach czterech przedstawicieli różnych nurtów muzycznych.

Żaden z artystów pojawiających się w tym odcinku Polskich Dźwięków nie jest tak naprawdę debiutantem. Wszyscy z nich mają dość spore doświadczenie na scenie muzycznej, w kraju i nie tylko, ale to właśnie ostatnie wydarzenia (bądź nowe projekty) sprawiły, że zapragnąłem o nich napisać. Bo są młodzi, utalentowani i dlatego, że… mogę!

W czwartym epizodzie serii o nadwiślańskich artystach poznasz ekstraordynaryjne panie, kolejnego piekielnie utalentowanego producenta i duet o brzmieniu międzynarodowym. Po tych kilku akapitach nie będziesz w stanie przez długi czas pozbierać szczęki z podłogi.

Ola Kobak

Ola Kobak

Nie chcę wyjść na złowieszczego demagoga, który pragnie przejąć kontrolę nad światem, ale to stwierdzenie pasuje do sytuacji: w każdym zakątku świata znajdziemy utalentowanych Polaków, którzy robią fajne rzeczy. Tak jest w przypadku mieszkającej w Pretorii, stolicy RPA, Oli Kobak.

Ola ma na koncie dwa albumy: pierwszy, wydany jeszcze pod pseudonimem Fulka, „The Mystery of The Seven Stars”, oraz nowe, dziewięcioutworowe dzieło zatytułowane „Metanoia”. Oba wyprodukowane głównie przez nią, w RPA, ale inspirowane w jakiś sposób Polską. Muzyka Oli to dźwięki bardzo eklektyczne – znajdziemy tutaj spokojny i piękny wokal, dużo prostych elektronicznych elementów, a także popowe melodie i eksperymenty z łamaniem dźwięków oraz ich dopasowaniem do całości tak, aby wszystko wydawało się bardzo naturalne i płynne, co się zazwyczaj udaje.

Szatt

Szatt

Szatt pochodzi z Raciborza, mieszka obecnie w Poznaniu i z muzyką elektroniczną potrafi zrobić właściwie wszystko: współtworzy Nocne Nagrania i Zaburzenia, układa bity dla raperów, a w przeszłości wygrywał i konkursy, choćby Beat Battle Poznań. W tym roku musi zaprezentować się szczególnie dobrze, bo jego druga płyta „Bloom” (następca self-published „Future Voices”) inauguruje wydawniczą działalność Flirtini Records, labelu Menta i Jedynaka.

Zawartość nowego krążka trafia do mnie w pełni. Chyba głównie to przesądziło, że chcę Ci przedstawić tego producenta. Konstrukcję płyty porównałbym do krążka Hatti Vatti „Worship Nothing”, tzn. utwory z głosami damskimi i męskimi oraz sporo fajnego bezwokalowego elektronicznego ambientu. Brzmieniowo również można by odnaleźć podobieństwa, ale album Szatta jest jednak dźwiękowo lżejszy i bliżej mu produkcyjnie do (uwaga, ciekawe porównanie) wyczilowanego Mura Masy niż wspomnianego Piotra Kalińskiego.

Szatt nie ogranicza się jedynie do produkowania, dorobku ma także remiksy Samphy, Kwabsa czy Rhye.

Venter

Venter

Venter to kolejne muzyczne wcielenie dwóch Tomaszów – Bednarczyka i Mreńcy, a nazwa projektu to oczywiście nawiązanie do utworu Bena Frosta. Słyszałem chłopaków na żywo i jestem zdania, że Nils Frahm i islandzki duet Kiasmos chętnie przybiliby z nimi piątkę.

Mreńca to kompozytor i skrzypek, Bednarczyk natomiast współtworzy projekt Harrison Chord i jest współzałożycielem labelu We Are Your Music Mate. Teraz postanowili zabrać się za muzykę, która w naszym kraju dopiero raczkuje, bo nowoczesny electro ambient i ponad pięciominutowe aranżacje rozwijające się subtelnie i powoli,  właśnie do takich gatunków należą.

Jako Venter zremiksowali już Mikromusic, Oxford Drama czy We Draw A, przypadek? Nie, duet także pochodzi z Wrocławia i to właśnie na scenach stolicy Dolnego Śląska doszlifowuje swoje kompozycje. A wszystko nabrało rozpędu, gdy zainteresowała się nimi brytyjska wytwórnia Sensefloor. Płyta już niedługo, a Tomasz B. i Tomasz M. skupiają się obecnie na promocji i graniu na żywo. Bardzo im kibicuję.

Zagi

Zagi

Zagi pochodzi z Włodawy i na polskiej scenie jest już od jakiegoś czasu. Natalia Wójcik, bo tak brzmi jej pełne imię i nazwisko, stacjonuje obecnie w Warszawie i to z naszej stolicy zarządza swoją karierą. Z coraz ciekawszymi rezultatami.

Podobno śpiewa o tym „jak jest, jak nie jest i jak mogłoby być”, taki one-liner dość dobrze oddaje rodzaj tworzonej przez nią muzyki i nastawienie do świata. Dziewczęca delikatność to największy atut Zagi, a gdy połączy się ją z subtelnym wokalem i dźwiękiem ukulele z którym Natalia się nie rozstaje, otrzymujemy melancholijny, odrobinę absurdalny i ironiczny obraz rzeczywistości, który młoda dama chce nam pokazać. W tych czystych i na ogół dość surowych brzmieniach jest coś co przyciąga, zasmuca, ale pozwala także odetchnąć i pomyśleć milusio nawet o rzeczach nieprzyjemnych.

W 2013 ukazała się EP-ka „UKE”, a Zagi pracuje nad krążkiem długogrającym, który powinien ukazać się lada moment, nakładem Warner Music. W tym roku odwiedziła już poznański Spring Break i wrocławskie Asymetry, a pojawi się jeszcze na Orange Warsaw Festival.

I to już cała czwórka. Każdy z projektów z ogromnym potencjałem i zapałem do pracy. Wszyscy z naszego kraju, czym potwierdzają, że mamy nie tylko młodych zdolnych, ale także artystów, którzy tworzą muzykę bardzo różnorodną, a to także wielki atut naszych dźwiękowych zasobów ludzkich.

Mam nadzieję, że odcinek numer cztery bardzo Ci się podobał, jeśli chcesz poczytać o artystach z poprzednich epizodów Polskich Dźwięków 2015, klikaj tutaj. Jeśli natomiast znasz kogoś o kim powinienem napisać lub sam jesteś artystą i chcesz mi pokazać co potrafisz, pisz na tego maila: dscvr@panodmuzyki.pl.

Dziękuję, że przybyłeś w odwiedziny i do przesłuchania!

  • Piątka za wyłapanie Oli Kobak, obserwuję ją od dłuższego czasu i naprawdę warto mieć na nią oko, bo coś czuję, że jeszcze nieraz pozytywnie zaskoczy.