Rozpoczniemy od prostego pytania: Czy zdarza Ci się czasem słuchać czegoś zupełnie nowego, ale masz wrażenie, że znasz to od dawna? Myślę, że każdemu zdarzają się takie momenty. Pokażę Ci Olandrę i na pewno zrozumiesz co mam na myśli. Będę z Tobą szczery – nie planowałem pisać notki poświęconej Oli Woźniak i jej projektowi, aż do wczoraj. Gdy do snu układały mnie jej dwa pierwsze utwory, znów zacząłem odnajdywać w nich mnóstwo znajomych elementów. Elementów, które od dawna uwielbiam.

Jak już wielokrotnie pisałem, lubię i cieszę się, gdy młodzi artyści piszą do mnie i podrzucają swoje nagrania. Olandra była jedną z tych muzyków. Nie było to jednak moje pierwsze zetknięcie z płomiennowłosą damą – już kilka tygodni wcześniej wpadłem na kompozycję “Asmodeus”, która przy pierwszym przesłuchaniu wydała mi się interesująca. Ale tylko tyle.

Pod koniec października udało mi się porozmawiać z Aleksandrą i dowiedzieć się co planuje na koniec roku i początek 2015. To była bardzo przyjemna wymiana zdań :)

Olandra 1
Fot. Ryszard Szczepankiewicz

Wróćmy jednak do samej muzyki. Zastanawiasz się pewnie co w niej takiego wyjątkowego? Widzisz, każdy z nas ma własne preferencje muzyczne, często nazywane gustem, a przez niektórych nawet “dobrym gustem”. Otóż, muzyka Olandry i jej zespołu przypomina mi artystki, które są moimi boginiami jeśli mówimy o lirycznej muzyce akustycznej. Oprócz tego, że Ola sama w sobie niezwykle magnetyzuje i nastraja na odbiór, jakby nic innego nie istniało, korzysta (być może nawet nieświadomie) z manier Julii Marcell i Reginy Spektor. Już pokazuję “gdzie” i “jak”.

“Pieces of Ice” to prawie sześciominutowy utwór, który ciągnie się niespiesznie. Oparty o skrzypce i rytm wystukiwany na fortepianie. To właśnie na tych instrumentach melodie budowała Julia Marcell na swoim debiutanckim krążku “I Might Like You”. Głos naszej bohaterki również nasuwa podobne skojarzenia, nie tylko ze względu na jego barwę, ale także frazowanie podobne to tego, które prezentowała olsztynianka w 2008 roku. Choćby tutaj.

“Asmodeus” nasuwa natomiast skojarzenie do Amerykanki żydowskiego pochodzenia, autorki sześciu pięknych płyt, Reginy Spektor. Nie zrozum mnie źle, nie twierdzę, że Ola kopiuje czy też idealnie odwzorowuje schematy, ale wyczuć można tę duchową bliskość artystek. Spokojne klawisze, brak jakiegokolwiek pośpiechu i opowiadanie historii. I coś jeszcze – zwalnianie frazowania w odpowiednich momentach, suspens, wstęp do kulminacji, jakby przygotowanie do dalszej podróży. To także styl Reginy.

Olandra to nie tylko Aleksandra Woźniak. Nic wartego uwagi nie powstałoby bez udziału utalentowanych muzyków: Małgorzata Szulim pięknie prowadzi skrzypce, Katarzyna Januszewska wiolonczelę, a Krzysztof Niesiobędzki, okazjonalnie, wzbogaca kompozycje gitarami.

Skład rozpoczął już koncertować. Jestem pewny, że pokazuje tam coś więcej niż dwa utwory dostępne w sieci, dlatego wszystkim zainteresowanym i będącym w pobliżu proponuję wybrać się na występ Olandry. Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na Facebooku.

Z zainteresowaniem oczekuję rozwoju wydarzeń. Mieć na krajowej scenie muzycznej osobę młodą, utalentowaną oraz wrażliwą na dźwięki i nie monitorować jej postępów to wstyd. Wiem, że kameralna muzyka nigdy nie stanie się bardzo popularna, ale nie jest przecież dla każdego, więc nie musi. My i tak to docenimy.