Marzec się skończył. Wraz z nim wyszukiwanie muzycznych perełek. W poprzednim miesiącu rzecz jasna. Dni było trzydzieści jeden, więc właśnie tyle utworów znajduje się na playliście podsumowującej.


Trzeci miesiąc tego roku to przede wszystkim troszeczkę mniej dobrej muzyki, ale jej jakość pozostała, na niezmienionym, wysokim poziomie. Gwarantuję Ci to. Nie miałem tym razem większego problemu z przygotowaniem playlisty zgodnie z zasadą „jeden dzień miesiąca, jeden utwór” i udało mi się zebrać dość dobrze zgraną paczkę.

Znów wymyśliłem interesujący plan działania: jest jedna tracklista, ale utwory na niej mają swoją kolejność, ustaloną według bardzo wyrafinowanego kodu. Pierwsza dziesiątka to must hear z miesięcznego must listen (albo też odwrotnie usłysz-posłuchaj, posłuchaj-usłysz, co dla kogo ma większą wartość) i tutaj nie ma zmiłuj! Każdy musi odpalić plejkę. Kolejne 21 utworów to także totalne kosy, warte każdej sekundy Twojej uwagi, ale ułożone wg liczby odsłuchań (stan 1 kwietnia) – od najmniejszej do największej. Żeby najpierw wesprzeć tych maluczkich. Taki mądry i pomocny jest wujek Kamil.

Ode mnie to chyba wszystko, no może jeszcze jedno – bardzo się pogniewam, jeśli nie skosztujesz choć odrobiny, zobacz, w pierwszej dziesiątce takie cudeńka, no trzeba!

Zostawiam Cię z perełkami, bo to doskonała playlista do pracy, odpoczynku, czytania czy też na wieczór z drugą połówką. Może nie na siłkę lub do biegania, ale znasz mnie, a poza tym, kto próbowałby się pocić i katować ćwiczeniami, gdy można posłuchać świetnych dźwięków?!

Co spodobało Ci się najbardziej? A może masz jakieś inne marcowe odkrycia? Chętnie się z nimi zapoznam :)