Marzec się kończy, a ja próbuję wyrównać stan cyklu, by liczba poznanych płyt zgadzała się z tygodniami, które upłynęły. Przynoszę cztery naprawdę dobre albumy: “Telluric” Matta Corby’ego, “Full Circle” od HÆLOS, “United Crushers” autorstwa Policy i “Night Swim” czyli debiut Josefa Salvata.

Musiałem odrobinę odsapnąć, odciąć się na moment i przesłuchać kilka płyt. Wolałem jednak tym razem więcej słuchać, a mniej pisać. Dlatego postanowiłem zebrać aż cztery albumy w jednym artykule i wynotować jedynie najważniejsze informacje. Mam nadzieję, że zachęcę Cię do zapoznania się choćby z jednym z wydawnictw.

Przed nami wyśmienite towarzystwo, w którym przeważają panowie. Gatunkowo, bardzo szerokie spektrum: od blues rocka, przez psychodeliczny, antyutopijny synth, po symfonicznie aranżowany pop. Nie ma tu recenzenckiej dziesiątki (a powinna być? Pamiętasz ten tekst?), ale każdy z albumów niesie ze sobą coś ciekawego. To najważniejsze.

Matt Corby - Telluric

10. Matt Corby – Telluric, Atlantic Records, 11/03/2016, 11 utworów/45 minut

To pierwsza, długogrająca płyta Australijczyka, ale na pewno nie można napisać o niej “debiut”. Matt jest na scenie już prawie 10 lat, a w tym czasie wydał aż pięć EP-ek. To naprawdę dziwne, że album “Telluric” pojawił się dopiero teraz.

25-latek to bardzo doświadczony muzyk i słychać to w każdym utworze. Soczysta mieszanka soulu, indie rocka, bluesa, a nawet odrobiny jazzu. Spodziewałem się po nim materiału zmontowanego na poziomie mistrzowskim i tak też się stało. Wydanie “Telluric” poprzedziły trzy single. Wszystkie naprawdę dobre i zupełnie inne: “Monday” nawiązuje to największego hitu Corby’ego czyli “Brother”, “Sooth Lady Wine” to rock’n’rollowa ballada z chwytliwym tekstem, a “Knife Egde” odkrywa artystę na nowo, miksując lekko psychodeliczny surf rock z żarliwymi refrenami. Promocyjne kawałki zdradzają zakres umiejętności Matta, a płyta pokazuje to jeszcze wyraźniej.

Najlepsze utwory: Monday, Sooth Lady Wine

HAELOS - Full Circle

11. HÆLOS – Full Circle, Matador Records, 18/03/2016, 11 utworów/48 minut

Gdyby wsłuchać się pobieżnie w “Full Circle”, to o muzyce tria można by napisać “gdzieś to już było”, bo to przede wszystkim trip hop z mocniejszym podkreśleniem warstwy elektronicznej. Ale, gdy zanurzymy się w świat stworzony przez Lotti, Arthura i Doma, z pewnością zauważymy wiele niespotkanych wcześniej szczegółów.

Droga Hælos do wydania płyty była dość kręta, bo wcześniej, zanim spotkali się w trójkę, każdy z nim tworzył inne dźwięki. Debiut brytyjskiego bandu to album przepełniony uczuciami ukrytymi w mrocznym świecie. Spora doza mistycyzmu przeplatana świetnym gitarowym rzemiosłem i udekorowana damskim wokalem.

Najlepsze utwory: Dust, Separate Lives, Pale

Polica - United Crushers

12. Poliça – United Crushers, Memphis Ind., 4/03/2016, 12 utworów/43 minuty

To już trzecia płyta zespołu z Mineapolis, który tworzy dźwięki z pogranicza synthu i indie rocka. Wcześniej spotkałem się kilkukrotnie z muzyką Policy, ale długo nie miałem zamiaru podchodzić to albumu “United Crushers” na poważnie – ot chciałem przesłuchać i wyrobić sobie jakieś zdanie. Mocniejsze zainteresowanie wywołało dopiero wideo do “Wedding”, które samo w sobie jest świetnym kawałkiem. Jednak dopiero w połączeniu z antyutopijną wizją świata przedstawioną w filmie, gdzie dzieci uczone są w programach edukacyjnych jak zakładać maski przeciwgazowe i powtarzają, że nie należy ufać policji, ma realną siłę. I właściwie cała płyta utrzymana jest w podobnym tonie – dominuje niepokój, poczucie zbliżającej się klęski ludzkości i braku pomysłu na zmianę tej rzeczywistości.

Zdecydowanym królem “United Crushers” jest “Wedding”, ale wtórują mu “Lime Habit” i “Someday”. Wszystkie trzy były singlami poprzedzającymi wydanie i zostały wybrane perfekcyjnie. Druga część albumu jest łagodniejsza, trochę bardziej usypiająca i jednostajna, ale na pewno wyróżniają się “Berlin” i “Baby Sucks”. Jeśli szukasz materiału, który chce coś przekazać, jest delikatnie mroczny, ale też nie za ciężki, to płyta w sam raz.

Najlepsze utwory: Someday, Wedding, Berlin

Josef Salvat - Night Swim

13. Josef Salvat – Night Swim (Deluxe), Sony, 19/02/2016, 16 utworów/63 minuty

Przyznaję, że nie spodziewałem się po tej płycie niczego szczególnego, bo od jakiegoś czasu Josef spuścił z tonu i żaden nowy utwór nie dorównał “Hustler” czy coverowi “Diamonds”. Odrobinę się zdziwiłem, gdy okazało się, że wyszedł naprawdę przyjemny album.

Celowo umieściłem w nazwie nawias ze słowem “Deluxe”. Okazuje się bowiem, że “Night Swim” ukazało się już w październiku 2015 roku we… Francji. Tamtejszy oddział Sony Music zażyczył sobie francuskiej wersji krążka i dostało całkiem sporo, bo część utworów ma nawet swoje wersje, wyśpiewane w języku frankońskim.

Wracając do samej zawartości. Na plus zaskoczyło mnie “Punchline” czy “Closer”, brzmią dobrze, bez maniery czy niepotrzebnego strofowania dźwięków. Niespodziewanie, część znanych utworów singlowych na “Night Swim” brzmi inaczej – na niektórych umieszczono dodatkowe partie smyczkowe, inne zyskały ostrzejszy lub bardziej imprezowy klimat (Paradise, Till I Found You). Zabieg rzadko spotykany, ale dodaje uroku debiutowi Salvata.

Najlepsze utwory: Hustler, Punchline, Shoot and Run

Pierwszego stycznia obiecałem sobie, że w 2016 poznam historię 52 płyt. Dowiem się jak powstawały, co sprawiło, że brzmią tak, a nie inaczej i co chcą nam przekazać. Tak narodził się cykl „Płyty Roku”.