Napisać tekst w języku polskim jest ciężko. Łatwo można stworzyć coś banalnego, patetycznego lub pretensjonalnego. Znajdą się jednak tacy, którzy świadomie operują polszczyzną i robią dobrą muzykę.

Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem zwolennikiem tworzenia muzyki z tekstami w języku polskim. Polszczyzna jest trudna, skomplikowana, zbyt mocno szeleści, prosto można popaść w banał, a dodatkowo, artyści, już na starcie, zawężają sobie grupę odbiorców. I to nie jest tak, że jakoś diametralnie zmieniła się moja opinia na ten temat, ale ostatnio doszedłem do wniosku, że czasem można. I o dziwo, nie musi to brzmieć karykaturalnie.

W branży krążą różne opinie, część udało mi się poznać. Przedstawiciele majorsów nakłaniają polskich twórców do pisania w rodzimym języku, a małe, niezależne wytwórnie pozostawiają to w gestii muzyków. Główni zainteresowani także podchodzą do tematu na przeróżne sposoby: jedni, chcą zbliżyć się choć o krok, do międzynarodowej kariery i stawiają na angielski, inni mówią wprost – myślę po polsku, więc w tym języku piszę. Znajdzie się także pewna grupa, która, podczas jednego etapu pracy twórczej, potrafi tworzyć w obu równocześnie.

Doszliśmy do sedna tego krótkiego wywodu. Pokażę Ci teraz pięć polskich, młodych projektów, które tworzą dobrą muzykę i robią to, pisząc teksty w ojczystym języku. Bo mogą i jak się okazuje, potrafią robić to całkiem dobrze.

Dwa Pokoje

Pojawili się na początku tego roku, mają na koncie tylko jeden, oficjalnie wydany, utwór. Agata i Wojtek, każdy ze swoim pokojem. Układają w nich dźwięki na własną modłę, a później łączą w całość. Znają się szmat czasu, zdążyli nawet zostać małżeństwem. Dogadują się znakomicie, przyszedł czas na pokazanie muzyki komuś, poza ich M2.

Bardzo melancholijnie i prosto. Klawisze i smyczki budują klimat, a czysty, chłodny wokal, w stylu Natalii Grosiak lub Marceliny, dodaje całej kompozycji niebanalnego uroku. Gdy pokażą nam więcej, nie będą w stanie pomieścić wszystkich zainteresowanych ich brzmieniem w tych dwóch pokojach.

Jabłonka

Wrocławski skład, który swój pierwszy koncert zagrał 1 czerwca tego roku. To samiusieńki początek ich drogi, ale wyczuwam, że znajdziemy tutaj dużo dobrego. Jabłonkę tworzą: Pola, Adam, Paweł, Wojtek, Maciek oraz Jarek. Rozbudowany zestaw, to im trzeba przyznać. Jednak dzięki temu, ich muzyka brzmi pełnie.

Jabłonka ma zatem wszystko, każdy rodzaj dźwięku, nawet kontrabas. Najbardziej zachwyca mnie jednak wokal Poli Chobot – mocny, lekko chrypliwy, z pięknie rozchodzącą się górą. Na pewno muszą jeszcze popracować nad korelacją żywych instrumentów w syntetycznymi melodiami, ale jest bardzo przyjemnie. „Rozkwit” jest tego najlepszym dowodem.

Jodyna

Lubię takie duety. Łagodny, mglisty wokal i proste dźwięki syntezatora, które, dzięki swojemu nieskomplikowaniu, dodatkowo uwydatniają głos. Jodyna to projekt ze Śląska tworzony przez Sanę (Sabina Szewczyk) i Mandraxa. Perkusją wspiera ich, gdy trzeba, Dawid Klimuszko.

Grają electro z synth popem. „Komety” to utwór stonowany i rozmarzony, ale zajrzyjcie na YouTube Mandraxa, a zobaczycie, że nadchodzą mocniejsze i mroczniejsze kawałki. Jeśli będą tak smukłe i po polsku, jak ten, który poniżej, będę mocno zaintrygowany i przyklasnę takiemu rozwojowi tej pary muzyków.

Sonar

Najbardziej rozpoznawalny z całej piątki, z największym doświadczeniem muzycznym i scenicznym. Sonar to najnowsi podopieczni U Know Me Records, wytwórni, która wie jak pracować z artystami. To przecież oni odpowiedzialni są za sukces xxanaxxu czy Rysów. No i właśnie, zbliżyliśmy się do sedna. Projekt opiera się o wokalistę Lenę Osińską, a wszystkie teksty napisał Mateusz Holak, ale siłą napędową Sonaru jest Łukasz Stachurko, czyli Sonar Soul i połowa wspomnianych Rysów. W składzie znajdują się również Rafał Dudkiewicz i Artur Bogusławski.

Sonar wyda jesienią swój debiutancki album „Pętle”, a od miesiąca możemy słuchać jego przedsmaku, EP-ki „Vaga”. Całość robi niebywałe wrażenie, także na żywo. Koncert Sonara był jednym z najlepszych występów, jakie było mi dane usłyszeć, podczas Spring Breaka 2016.

Swiernalis

Lord & The Liar zmienił się w Swiernalisa. Czy to tylko rebranding, który obejmuje kosmetyczne zmiany? Raczej nie. Paweł Swiernalis postawił na solową karierę, która już przyniosła mu singiel wydany przez Kayax i zapowiedź debiutanckiej płyty „Drauma”.

Niegrzeczny, idący pod prąd, wbrew zasadom i opinii innych – wizerunek sceniczny i klimat kompozycji – doskonałe. A co z muzyką? 27-latek może pochwalić się na razie tylko „Sierścią”. Ballada, lawirująca pomiędzy bluesem, rockiem, a songwriterką. Postawił na tekst i troszeczkę patetyczną aranżację. Ale jest na co czekać – trzeba się przecież dowiedzieć „Kto potruł wszystkie koty?!”.

To było pięć rodzimych projektów, które tworzą muzykę w oparciu o teksty w języku polskim. Każdy na innym etapie działalności, z innym podejściem i innymi perspektywami na najbliższą przyszłość. Nie da im się odmówić jednego – każdy artysta prezentuje coś bardzo ciekawego, wszystko w oparciu o polszczyznę. Co mnie niezmiernie cieszy, intryguje i odrobinę porusza. Szanuję, doceniam i lubię, bo, jak się okazuje, da się, choć to spore wyzwanie.

A jakie jest Twoje zdanie o muzykach, którzy wyśpiewują piosenki po polsku? I pytanie podstawowe: kto z tej piątki podobał Ci się najbardziej? Daj znać i być może masz swoich faworytów spoza tego zestawienia. Podziel się nimi ze mną.