Młodzi polscy artyści nie tworzą modnej muzyki, nie potrafią lub nie chcą. Z czego to wynika, czym się objawia i dlaczego na to pozwalamy? Chcemy, aby nasza scena niezależna dorównywała tej z Zza Oceanu, a więc musimy zastanowić się nad tym, co jeszcze możemy zrobić. 

Od dłuższego czasu chciałem napisać o tym, że młodzi polscy muzycy nie są modni. Może to wywołać oburzenie w stylu: „a niby po co mają być modni?”, „mają się sprzedawać i tracić artystyczną wartość?”, „może i nie są modni, ale tworzą dobrą muzykę i to jest najważniejsze, też wymyślił”. Jasne, możemy się obrzucać takimi populizmami, ale zróbmy to później. Myślę jednak o czymś odrobinę innym.

Zdaję sobie sprawę, że nasza muzyka niezależna (bo o masówkach radiowych szkoda pisać) wywodzi się przede wszystkim z czasów w których królował punk, rock i inne gitarowe brzmienia, a Polska była kulturowo odseparowana. Tylko jest jeden problem – żyjemy w drugim dziesięcioleciu XXI wieku, a większość młodych artystów, bo to przede wszystkim o nich chodzi, nadal wzoruje się na muzyce lat 80. i 90. – zarówno polskich legendach, jak i gwiazdach zza oceanu. To bardzo dziwne, bo świat muzyki już dawno postawił kilka kolejnych kroków. Młodzi Polacy, chwytają bezmyślnie za gitary, zasiadają przy perkusji, albo co gorsza, zaczynają tworzyć proste jak konstrukcja cepa, bity w Audacity (taki toporny program audio, kto montował w swoim życiu cokolwiek, ten pewnie się z nim zetknął) i piszą teksty z których wylewają się kurwy, siedząc na osiedlowej ławeczce.

mic-sennheiser-music

Może spoglądam na świat z odrobinę innej perspektywy, ale ludzie, którzy mają siebie za wrażliwe osoby z otwartym umysłem i nieśmiało (lub śmiało i całkiem głośno) określają się mianem artystów, również powinni czasem spojrzeć w prawo i lewo. Do czego zmierzam? W momencie gdy polscy nastolatkowie bunkrują się w piwnicach i nagrywają hip hopowe dema rodem z początku lat 90., a kolejni gitarzyści próbują zagrać „Smells Like Teen Spirit” czy „Stairway To Heaven”, rówieśnicy z Anglii, Australii czy USA, rewolucjonizują gatunki, eksperymentują, udoskonalają istniejące wzorce, przenosząc sztukę jaką jest muzyka na kolejny poziom. Gdzie w tym wszystkim jest nasze miejsce? I nie próbuj mi wmówić, że to z powodu historii czy geopolityki! To nieprawda.

Zgodzę się, że w grę wchodzi majętność. To często jest duża przeszkoda – nasi artyści na początku drogi nie zawsze mogą pozwolić sobie na MacBooki, samplery, automaty perkusyjne, grooveboxy czy rozbudowane podłogi i wzmacniacze, które ułatwiają pracę i pozwalają skupić się wyłącznie na niej. Tylko czy nie powinna w takiej sytuacji zacząć działać słynna polska kreatywność? I nie mówię tutaj o kombinowaniu i złodziejstwie. A może zwyczajnie jest nam to na rękę, boimy się być liderami, nie chcemy podejmować ryzyka i zadowalamy się rolą outsidera z przebłyskami geniuszu?

Przemysł muzyczny jest przeogromny i nie zamierzam dotykać dzisiaj każdej jego części, chcę skupić się na muzyce/scenie alternatywnej/niezależnej (niepotrzebne skreślić), bo to na niej najbardziej mi zależy. I przez ostatnią dekadę dzieje się w niej wiele dobrego – są instytucje, miejsca i ludzie, którzy próbują ciągnąć ją za uszy. Nie wspominając o słuchaczach, którzy nie pamiętają czasów świetności Czesława Niemena, Stana Borysa czy Perfectu – wszyscy szanujemy tych artystów, ale chcemy mieć swoich, takich, którzy rodzą się teraz, abyśmy mogli ich podziwiać, utożsamiać się z nimi i skandować ich imiona na koncertach podczas słuchania nowych utworów.

dj decks and beats headphones

Na pewno wyolbrzymiam i dramatyzuję – mam taki zwyczaj podczas pisania o rzeczach, które są mi bliskie i którymi się przejmuję. Jestem fanem zmian, badania trendów i diagnozowania mody z muzyce i nigdy tego nie ukrywałem. Dlatego chciałbym, żeby z naszym kraju młodzi muzycy tworzyli Indietronikę, łączyli naszą bogatą kulturę z nowoczesnością, tak by powstawał dobry Indie Folk. Wreszcie, by spojrzeli na Stany Zjednoczone i zauważyli, że do łask wraca unowocześniony Blues Rock z elementami Funku i Jazzu. No bo przecież można!

W socjologii (przede wszystkim mediów) wyróżnia się już Milenialsów i Generację Z – to także z tych grup wywodzą się w większości rozpoczynający swoją przygodę muzycy. Nie mający pojęcia o izolacji kulturowej i nie czujący się wcale gorsi od młodych ludzi z zachodu. Część przekłada to na tworzone przez siebie brzmienia. Przykłady? Właściwie wszyscy artyści o których pisałem w tegorocznych odcinkach „Polskich Dźwięków”. Jeśli chodzi o najważniejszych: The Dumplings, Rebeka, Fismoll, Zamilska, xxanaxx, Julia Marcell, Gooral, Taco Hemingway. Jest ich całkiem sporo, ale nadal niewielu.

Liczę, że nadal się rozumiemy, że nie kipi w Tobie złość i chęć napisania w niewybrednych słowach co myślisz o mnie i moich poglądach, określając mnie mianem kilku narządów, głównie służących do prokreacji lub wydalania. Nie twierdzę, że rock, metal, granie akustyczne czy rap są złe i trzeba je wpisać do Księgi Zakazanych Gatunków Muzycznych. Należy jednak pomyśleć o ich udoskonalaniu i sposobie pracy nad tworzoną muzyką. Należy o wiele mocniej skupić się na samym procesie tworzenia. Każdy z młodych artystów chce być rozpoznawany i móc żyć wyłącznie z muzyki, ale spoglądając w przyszłość nie może widzieć siebie w roli Eminema, Madonny, Stevena Tylera czy Johnny’ego Casha, tylko raczej Jacka White’a, Marcusa Mumforda lub Florence Welch.

A najlepiej, gdyby w wyobrażeniach widział samego siebie – jedynego w swoim rodzaju, wielkiego artystę, który zmieni nasze postrzeganie o muzyce, niezależnie od tego jakie dźwięki będzie tworzył.

  • Czytając artykuł cały czas myślałam o The Dumplings i xxanaxx, że co Pan gadasz, bo są oni, aż w końcu doszłam do przed-przedostatniego akapitu :) Myślę, że wychodzi u nas mniej dobrej muzyki, bo po prostu jesteśmy mniej liczną społecznością niż Brytyjczycy czy Amerykanie – ot, taki efekt skali. I wierzę mocno w młodych, urodzonych po roku 1989, którzy nie pamiętają może przewijania kaset ołówkiem, ale którzy, tak jak piszesz, „nie mają pojęcia o izolacji kulturowej i nie czują się wcale gorsi od młodych ludzi z zachodu” :)

    • Nie mogę się zgodzić, nawet jeśli bierzemy pod uwagę skalę – Wielka Brytania (cała) to 65 mln ludzi, Polska – 38 mln, więc porównując, oczywiście, powinno być i jest u nas mniej tej młodzieży, ale różnice powinny być o wiele mniejsze.

      Oczywiście, że czas pokaże i dużo zależy od kilku kolejnych lat. Oby tylko się nie okazało, że nasz muzyczny narybek w 2020 roku będzie zabierał się za brzmienia, które rozwijane są teraz. Tego się boję, że znów będziemy z tyłu.

      • A w porównaniu z Francją (ok. 61 mln) czy Niemcami (ok. 81 mln)? Czy u nich jest tak dużo więcej „tej młodzieży”? Tylko pytam, bo nie znam na tyle tematu, a a nuż Brytyjczycy z jakichś względów są bardziej muzykalni.

        • Francja ma znakomite zaplecze, tylko, śmieszna rzecz, większość tworzy w Londynie, albo w USA. Niemcy rzeczywiście są zupełnie odrębnym przypadkiem (jak zawsze), ale oni przede wszystkim mają niesamowicie mocno rozbudowaną scenę klubową.

        • Francja ma doskonałą scenę niezależną/alternatywną, ale dlatego, że większość nadal wybiera śpiewanie po francusku (choć angielski rośnie tam w siłę), nie słyszy się o niej tak bardzo. Tym bardziej, że rynek rodzimy jest na tyle chłonny, że muzycy raczej skupiają się na nim, niż rozmyślają, jak się dostać na szersze wody.

  • Świetny tekst, ale mimo wszystko myślę że jest coraz lepiej. Wierzę, że z czasem, może nie za szybko, ale kiedyś na pewno Polska zacznie odgrywać coraz większą rolę w muzyce światowej. Pozostaje tylko wierzyć i wspierać nowy artystów. ;)

    • Nikt nie mówił, że jest źle, a tylko, że może być lepiej. Chodzi o start, by na początku zerkać poza schemat. Tego brakuje, tylko nieliczni się na to decydują. Na szczęście powoli przybywa open-minded młodych muzyków :)

  • Pingback: POLEMIKA: Polska muzyka jest smutna i ciężko oddycha | Marta wie lepiej()

  • Dobry tekst… Jednak nasz rodzimy rynek muzyczny ma się coraz lepiej i sami słuchacze również zaczynają poszerzać swój gust muzyczny. Większość jest już znudzona tą popową radiową sieczką, która istnieje tylko po to by zarabiać grube pieniądze, a nie niesie za sobą żadnych wartości artystycznych. Pochodzę z Lubelszczyzny, gdzie jest sporo młodych zespołów, które mają na siebie pomysł. Przykładem jest Oly. Młoda dziewczyna z Nałęczowa wydała niedawno genialny krążek o światowym charakterze i mam nadzieję, że zostanie doceniona za granicami kraju… Nasza muzyka jest bardzo dobra tylko należy szukać tych najcenniejszych wykonawców. Społeczeństwo powoli przyzwyczaja się do nowości typu indie czy alternatywy… Weźmy np. Justynę Steczkowską. Jest ona genialną artyską, wydała kilka niebanalnych krążków. Jednak w Polsce mało się jej słucha… Zmieniło się to gdy stała się jurorem w voice. Wcześniej jednak znacznie więcej fanów miała za granicą, którzy pokochali Justynę za jej mocny wokal i utwory w języku polskim właśnie. Powoli to wszystko zaczyna się zmieniać i idzie ku dobremu. Potrzeba jeszcze jednak trochę czasu. Ale się rozpisałem :)
    Sam z całego serca wpieram i promuje wszelkie młode perełki na swoim blogu ;) Pozdrawiam!

    • Oczywiście, wszystko powoli idzie do przodu, jest wielu takich artystów jak Ola Komsta, ale ciągle niewielu w patrząc na odsetek. Społeczeństwo się powoli przekonuje, ale to z powodu, że dorasta nam nowe społeczeństwo, które stara się szukać. Ale niestety to także nie jest bardzo szeroka grupa.