Kończy się pewien etap, a rozpoczyna kolejny. Wraz z końcem roku rezygnuję z nagrywania podcastów przybliżających Czytelnikom młodych (i nie tylko) polskich artystów. Nie mam natomiast zamiaru rezygnować z pisania i przedstawiania utalentowanych Polaków. Co to to nie!

O artystach wolicie jak na razie czytać i odpalać ich utwory, a nie słuchać tego co mówię. Dlatego zmieni się forma – raz w miesiącu, myślę, że pierwszy lub ostatni tydzień (jeszcze się zobaczy) jest miejscem odpowiednim, podrzucał będę wpis z kilkoma ciekawymi artystami. Dla każdego coś dobrego, ale znasz mój gust, więc będziesz przygotowany!

Nie zamierzam się ociągać. Rozpoczynamy właśnie teraz!

Baasch

baasch

Rozpoczynamy od nowego podopiecznego wytwórni Nextpop Label. Bartek Schmidt, członek zespołu Plazmatikon, jakiś czas temu postanowił wydobyć z siebie wszystko co w nim siedziało i zamienić to w muzykę. Wokalista, producent i kompozytor stworzył bardzo mroczne utwory, które jednakże można zaklasyfikować jako synthpop.

Ma na swoim koncie „Simple Dark Romantic Songs EP” z 2013 oraz dwa świetne single „Siamese Sister” i „Several Gods” z roku ubiegłego. Dodatkowo supportował występy Tricky’ego i islandzkiego bandu Bloodgroup, a także stworzył muzykę do filmu „Płynące wieżowce”.

Jego debiutancki krążek długogrający zapowiedziany został na luty 2015. I znów nie pozostaje mi nic innego jak tylko napisać, że w Polsce także mamy świetnych producentów.

LASS

LASS

Wizerunkowo przypomina Grimes z czasów promocji płyty „Visions” – kolorowe włosy i stroje, ekstrawagancki makijaż i ta kosmiczna siła pchająca ją do każdego kolejnego kroku i występu. Kasia Klimczyk czyli LASS, na myśl o niej przychodzi mi do głowy kilka innych polskich performerek, ale ostatecznie przy każdym porównaniu nachodzą mnie wątpliwości typu „przecież jest zupełnie inna”. Jest złożona z wielu puzzli, ale to naprawdę dobra układanka.

Dużo synthu i dreampopu z domieszką odrobiny chillwave’u, znajdziemy w jej dźwiękach także indie oparte o gitary. Różnorodność, która wydaje się być bardzo spójna. Pod obecnym pseudonimem tworzyć zaczęła już w 2011 roku. Dość częśto występuje w Stanach Zjednoczonych, a ostatnio udała się w spólną trasę z Melą Koteluk.

Nie znalazłem informacji o jakimkolwiek nadchodzącym wydawnictwie, choć materiału uzbierała już przynajmniej na EP-kę.

Mary Komasa

Mary Komasa

Uwielbiam spotykać na swojej drodze pozytywnie stukniętych ludzi, bo to właśnie od nich można się najwięcej nauczyć i w ich otoczeniu czuć najlepiej. Mary zdecydowanie należy do osób z którymi chciałbym kiedyś porozmawiać. Modelka, wielbicielka Grochowa i muzyki klasycznej, młodsza siostra Jana Komasy, a teraz przede wszystkim dojrzała artystka.

Nie wiemy jeszcze jak brzmieć będzie pierwszy krążek 30-letniej Marii – jego premiera dopiero w pierwszej części 2015 roku, ale w wywiadach i doniesieniach prasowych podkreśla się klimat, przywiązanie Mary do tego materiału i sposób nagrywania wokalu – artystka nie chciała by jej głos był cyfrowo poprawiany. Duże nadzieje.

Mary Komasa w wywiadzie z Piotrem Metzem ciągle powtarzała o przywiązaniu do klasyków i o tym, że tę miłość można będzie usłyszeć na krążku.

Na początek uraczyła nas pierwszym singlem „City Of My Dreams”, który doczekał się także teledysku. Nastrojowy, zdecydowany, ale prosty. W dobry sposób.

Milky Wishlake

Milky Wishlake

Najnowszy nabytek wytwórni Roberta Amiriana czyli Nextpop Label. Projekt funkcjonować zaczął już latem 2013 roku, ale cała zabawa rozpoczęła się na dobre dopiero wraz z informacją, że artysta trafia pod skrzydła Nextpopu. Chwilę wcześniej, w listopadzie ubiegłego roku, ukazała się „Five Contemporary Songs EP”, którą można pobrać za darmo.

Materiał ten przedstawia muzyka z Górnego Śląska baaardzo przekrojowo – usłyszymy tam stonowaną elektronikę, disco czy nastrojową, lekko jazzującą balladę. Wszystko zbiera i łączy klimatyczny wokal na najwyższym poziomie.

Pięć dostępnych utworów robi ogromne wrażenie. Różnią się od siebie, każdy wnosi coś oryginalnego, ale jednocześnie są niezwykle dopasowane. Czekam na krążek długogrający, bo jeśli dorzuci kolejnych pięć tak dobrych utworów, to może być jego rok na polskiej scenie alternatywnej.

MIN t

MIN t

Najmłodsza stażem artystka w dzisiejszym zestawieniu, która oryginalnie podchodzi do muzyki, którą chce tworzyć, ale która musi delikatnie popracować nad jej formą i przekazem. Dwudziestoletnia wrocławianka Martyna Kubisz, która jest także aktorką chce zachwycać świeżością i połączeniem mocnych, elektronicznych dźwięków z osobliwym wokalem.

Uważam, że to co robi ma przyszłość, a ona sama potencjał, który może zostać już niedługo doceniony. Muszę jednak zaznaczyć, że trzem dostępnym w sieci utworom, jako całości, brakuje jeszcze odrobinę do czołówki polskich muzyków gatunków ambient, electro, downtempo – kompozycje bywają momentami zbyt proste i nudne, a tych mankamentów nie da się tak łatwo zakryć ciekawym wokalem.

Pozostaje czekać na luty 2015, bo to właśnie wówczas MIN t powinna wydać swoją pierwszą EP-kę.

***

To wszyscy artyści, których sprowadziłem dla Ciebie w pierwszej, styczniowej odsłonie Polskich Dźwięków na blogu. Postaram się co najmniej raz w miesiącu przygotowywać takie wpisy, bo polska scena nie ma się czego wstydzić.

Wraz z nowym rokiem postanowiłem zmienić odrobinę blogową przestrzeń wokół której będę się poruszał. Darujemy sobie cotygodniowe playlisty (być może podrzucę Ci comiesięczne zestawienie najlepszych odkryć) – skupić zamierzam się na odkrywaniu projektów i zjawisk oraz rozwijaniu tematów muzycznie ważnych, choć być może niezwiązanych z tym co modne.

Mam także prośbę do Ciebie: zabieram się pełną parą za odkrywanie młodych artystów z naszego kraju, tych którzy tworzą muzykę nowoczesną, nieodbiegającą od światowych standardów. Utworzyłem specjalnego maila na którego chciałbym aby sami początkujący artyści, a także czytelnicy, podrzucali mi smaczne kąski. Jeśli zgłoszeń będzie dużo i będą one stały na fajnym poziomie, powstanie nowa seria wpisów. Zdaję sobie sprawę, że rozruch może chwilę potrwać, ale nie przeszkadza mi to.

Jeśli jesteś początkującym artystą lub znasz takiego, wyślij mi kilka słów i namiary na materiał na adres: dscvr@panodmuzyki.pl – odpowiem na każdą wiadomość, może zrobimy coś razem?

Czekam na Waszą muzykę nieustannie. Bądźmy w kontakcie i do przesłuchania!

  • Baascha uwielbiam za score do „Płynących wieżowców” (o niebo lepsze niż sam film), o Komasie już słyszałem i mnie nie zainteresowała – reszta tu twoich prezentowanych podobnie. Szczerze? Męczy mnie najbardziej to, że wszyscy debiutanci o których rozpisują się ludzie w kategoriach „objawień” tworzą wyłącznie na pograniczu elektroniki i ambientu. Marzy mi się jakiś genialny debiutant szarpiący za druty (bo jeden Organek to dla mnie stanowczo za mało)…

    Jak znajdziesz jakichś rockmanów, daj znać.

    • Ja z kolei nie mam zamiaru wyszukiwać rockmanów i brzmień cięższych, bo uważam, że ich czasy świetności minęły. Jeśli rozejrzysz się po blogu, wyraźnie widać jakie dźwięki promuję. Nie boję się i nie uciekam od sformułowań „modna”, moim głównym zadaniem jest pokazanie, że w Polsce także tworzy się muzykę alternatywną na światowym poziomie.

      Indietronika to obecnie najpłodniejsza część sceny alternatywnej i nie ma od tego ucieczki. Lubię takie brzmienia i takie pokazuję – każdy portal, blog recenzencki, itp. ma swoją specyfikę. Moja to przede wszystkim to, co powyżej.

    • koko mishka

      co jeszcze odkrywczego można stworzyć w czystym gitarowym graniu? Jak ktoś taki się pojawi, kto nie jest kopią kopii, daj mi znać. Ostatnim z bandów, które gitarowo mnie powaliły to był Mastodon (10 lat temu hehe – „Leviathan” – potem poszli w oczywistości) i generalne podejście Meshuggah (które jest gatunkiem samym w sobie). Każdy inny twór to połączenie elektroniki, gitar, bębnów, bitów etc. Jeśli chodzi o powyższych artystów – żaden z nich nie prezentuje wyłącznie elektroniki czy ambientu. A poza tym co za różnica… ważne jest czy muzyka się broni.