Tegoroczne wydarzenia jasno dają nam do zrozumienia, że przemysł muzyczny się zmienia. Nie może już funkcjonować tak, jak przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Wkraczamy w etap wojenek, rewolucji i sporego chaosu. Czy jest wyjście z tej sytuacji? I kto za ten stan odpowiada?

Żyjemy w bardzo dziwnych czasach, ale to wiadomo nie od dzisiaj. Dla muzyki i całego przemysłu muzycznego to także ciężki okres, bo jesteśmy wszyscy uwikłani w walkę, która, jak okazuje się coraz dobitniej, nie doprowadzi do niczego dobrego i trwać będzie bardzo długo. Wyrządzić może wiele krzywdy tym, którzy są w tym całym zamieszaniu najważniejsi, ale ciągle pomijani – artystom i nam, słuchaczom. Żyjemy w bardzo dziwnych czasach, w których nawet Muzyka, dziedzina sztuki, niezwykle się radykalizuje. Jesteśmy w środku starcia starego z nowym, potyczek wielkich korporacji, które chcą zarobić jak najwięcej i klarowania się kilku odrębnych oraz bardzo różnych „ruchów”, także oporu.

Globalnie, powoli szykujemy się na otwartą wojnę serwisów streamingowych i wytwórni, bo akcje podjazdowe i sabotaże trwają już dość długo i nie przyniosły żadnego rozwiązanie. Mięsem armatnim będą oczywiście artyści, którzy tracą coraz więcej. Lokalnie natomiast, obserwujemy coraz większe zainteresowanie młodymi, nieznanymi artystami i powrót do korzeni – chęć delektowania się każdym dźwiękiem i celebrowania chwil spędzonych na słuchaniu muzyki. W którą stronę to wszystko zmierza?

streamingi muzyczne

Streamingi i szukanie nowego modelu dystrybucji

Nowe technologie są nieodłączną częścią naszego życia i tego już nie zmienimy, bo nie potrafimy żyć inaczej. Poza tym nie ma w nich niczego złego. Usługi muzyczne, a przede wszystkim streamingi, zyskały tak wielką popularność z prostego powodu – ogromne biblioteki dźwięków są dostępne w każdym miejscu i o każdej porze, są legalne i wygodne. Jesteśmy gatunkiem, który lubi komfort. Należy jednak pamiętać, że aby platformy takie jak Spotify mogły istnieć, dostarczać nam muzykę i nadal się rozwijać, potrzebni są muzycy, a tak naprawdę to oni są tutaj najbardziej poszkodowani. Ale każdy kij ma dwa końce, nie bądźmy naiwni – oczywistym jest, że gdyby nie dbanie pracowników platform streamingowych o nasze gusta, układanie playlist i dopasowywanie propozycji wg tego co lubimy, to o istnieniu wielu z artystów, których słuchamy dzisiaj nałogowo, nawet byśmy nie wiedzieli. No bo szczerze, na przykładzie najświeższym – ilu jest na świecie muzyków, którzy w obecnej sytuacji, mogą sobie pozwolić, tak jak Taylor Swift, na otwarte krytykowanie tej formy udostępniania muzyki i nadal będą ubóstwiani?

Tutaj przechodzimy do kolejnego ciekawego aspektu funkcjonowania przemysłu i szukania wszelakich (lepszych czy gorszych) rozwiązań. TIDAL chciał być konkurencją dla szwedzkiego Spotify, który wypłaca zbyt mały procent muzykom. Bądźmy po raz kolejny szczerzy z własnym sumieniem – kto uwierzył, że grupa najbogatszych, w dalszym ciągu najlepiej zarabiających artystów na świecie chce bezinteresownie pomóc młodym, niezależnym muzykom? Platforma Jaya Z okazuje się z dnia na dzień coraz większą klapą, nawet mimo ekskluzywności. Albo przede wszystkim dzięki niej.

Widzimy walkę na szczycie: Spotify i YouTube płacący setne centa za odtworzenie, nietrafiony i przeszacowany TIDAL, majorsi (czyli największe wytwórnie muzyczne: Sony Music, Universal Music i Warner Music) blokujący swoich muzyków na SoundCloudzie, oczekujący coraz większych wpływów. Apple Music, obudzone z mocnego snu, chcące zagarnąć fragment rynku dla siebie, składające bardzo niemoralne propozycje kontraktowe wytwórniom. Labele oczywiście muszą i chcą walczyć o swoje, bo widzą, że sprzedaż fizycznych nośników z muzyką, a nawet plików MP3, drastycznie spada, a opłacać pracowników z czegoś trzeba. Szukają zatem rozwiązań. Wygląda to coraz gorzej, powoli powinniśmy obawiać się rewolucji (rozumianej niestety negatywnie) na rynku muzycznym – prawda, że artyści muszą z czegoś żyć, a muzyka nie powinna być dostępna tylko za darmo, ale doszliśmy do momentu w którym stare wzorce przypominają manuskrypty ze średniowiecza, a model streamingowy nie jest rozwiązaniem idealnym. Czy to oznacza przymus opowiedzenia się użytkowników po konkretnej stronie, a potem Chaos?

vinyl-shells-and-chair

Rozkoszowanie się muzyką i powrót do korzeni

Niezwykle ciekawym zjawiskiem, w zupełnej opozycji do sytuacji na płaszczyźnie korporacyjnej, jest docenianie muzyki i jej powolne „zażywanie”. O ile w ciągu ostatniej dekady znacząco spadła sprzedaż płyt CD, o tyle coraz lepiej radzą sobie na rynku winyle. Czarne, duże, plastikowe płyty wracają do łask. Ich kolekcjonowanie to drogie hobby, ale mają coraz więcej zwolenników wśród ludzi z epoki cyfrowej. Spokój, odcięcie się od całego świata, ciepły, niesyntetyczny dźwięk i docenianie chwili – to chyba najczęściej przytaczane argumenty za słuchaniem muzyki z gramofonu.

Znudziła się nam muzyka skompresowana, mamy dość utworów w jakości 128 kbps i szukamy doznań dla naszych uszu. Oczywiście nie wszyscy. Jak już wspomniałem, jesteśmy przyzwyczajeni, że mamy wszystko na wyciągnięcie ręki i od razu, a winyle nie są przecież dla każdego, ze względu na cenę, bo ich wytłoczenie jest o wiele bardziej praco- i czasochłonne. To właśnie z tych dwóch powodów nigdy nie doczekamy się zawrotnej ekspansji plastikowych krążków w XXI wieku. To także rozwiązanie ekskluzywne, ale tutaj nie ma z tym problemu, bo decydują się na nie nieliczni, a w tym biznesie popyt równoważy podaż.

To naprawdę ciekawe zjawisko. Ja stoję gdzieś po środku – nie mogłoby przecież być inaczej, skoro piszę ten artykuł. Celebracja, rytualizacja słuchania i poznawania muzyki nie jest jednak związana wyłącznie z winylami czy posiadaniem audiofilskiego sprzętu muzycznego.

W dobie zalewającego stacje radiowe, robionego na jedno kopyto popu, młodzi ludzie coraz częściej szukają dobrej muzyki. Niestety nie posiadają autorytetów, które mogłyby ich nakierować i podpowiedzieć czego spróbować. Nie rodzisz się z wypracowanym gustem muzycznym, kształtujesz go przez całe życie. Chciałbym być kiedyś takim muzycznym doradcą, przewodnikiem, ale mam przed sobą dużo nauki. Nie zmienia to faktu, że jest kilkoro ludzi i miejsc, których chętnie określam tym mianem.

Świetnym przykładem jest BBC Radio 1, która łączy oba bieguny – dostajemy cyfrową jakość i wielki zasięg (brytyjskiej, czyli anglojęzycznej rozgłośni, słucha nawet 1 mln ludzi, jednocześnie!), a audycje postaci takich jak: dawniej Zane’a Lowe czy obecnie Annie Mac i segment „Hottest Record” – premiery puszczane po raz pierwszy na antenie, dają dość dobrą namiastkę celebracji i cieszenia się momentem. Internetowe społeczności wyczekują, komentują, a później słuchają i rozkoszują się. Wiem to, bo tak się składa, że często wyczekuję na godzinę 20:20, czasu polskiego, by usłyszeć jako jeden z pierwszych nowy utwór ulubionego artysty. Wieczorne jednoczenie i wspólne przeżywanie tak ulotnej chwili jest naprawdę wspaniałe.

Czy jest szansa na znalezienie rozwiązania?

Znaleźliśmy się w miejscu z którego wydaje się, że nie można już pogodzić obu biegunów – przemysł muzyczny to ogromny biznes, który musi zarabiać. Należałoby iść za głosem większości, czy może ładniej – „z duchem czasu”. Część to oczywiście oburzy i zniesmaczy, ale uważam, że nie ma odwrotu. Możemy jedynie usiąść i zacząć szukać sensownego pogodzenia obu wizji, bo dobro muzyki oraz rozwój młodych muzyków są najważniejsze. Wiem też, że to praktycznie niewykonalne, ale czy ideologiczna partyzantka jest lepsza?

Na koniec mała refleksja: lepiej abyśmy otrzymali dualizm czy dwubiegunowość – przy pierwszym scenariuszu oba stronnictwa mogą ze sobą współżyć. W przypadku drugiego rozwiązania każdy ciągnie w swoją stronę i nie chce przyjąć do wiadomości istnienia odmiennego stosunku, czym mocno zaburza harmonię, ważną szczególnie w dziedzinie życia jaką jest muzyka.

Wiem, że mój wywód łączy wszystko, miesza wielkie firmy i tysiące ludzi zawodowo zajmujących się rynkiem muzycznym ze zwykłymi miłośnikami, którzy po prostu uwielbiają słuchać muzyki. Musimy pamiętać, że wszyscy żyjemy obok siebie i każda podjęta decyzja wpływa na życie drugiego.

Jakie będą najbliższe lata w przemyśle muzycznym? Czy uda się znaleźć takie rozwiązanie, które sprawi, że na pierwszy plan nie wysuną się żądania krwiopijczych instytucji, a dobro twórców i słuchaczy? Wszystko zadecyduje się w najbliższych latach, a pierwsze decyzje zapadać będą w nadchodzących miesiącach.