Czerwcowy SADysta to nie tylko melancholia, nostalgia i smutek. To także nadzieja i małe radostki. Przecież jakoś trzeba przygotować się do lata.

Mówi się, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Otóż, nie zawsze. Ale nawet wtedy można się cieszyć, bo w powietrzu unosi się piękny zapach ozonu, który zwiastuje świeże i nowe. Zgadza się, tym razem czas na odrobinkę więcej radości, bo w naszej dzisiejszej melancholijnej playliście udało przemycić się odrobinę tego, co głupcy nazywają nadzieją.

Koniec czerwca to okres roku w którym musimy się czasem uśmiechać, bo jeśli nie teraz, to już chyba nigdy. Rozumieją to także smutni muzycy, którzy w tym okresie umieszczają w swojej muzyce odrobinę czegoś bardzo przyjemnego – zdarza im się zamyślić i wtedy na ich ustach pojawia się grymas, który próbują ukryć, ale my dobrze wiemy, że to malutki uśmiech.

W czwartym SADystycznym zestawieniu utworów niewesołych pojawiają się takie, które przekazują „odpuszczam Ci winy, idź i raduj się, tylko nie za bardzo”. Dominuje nastrój przygnębiający, ale z tendencjami do wypogodzenia.

I tak znajdziesz tutaj natchnioną Frances i „Grow” z Wielkiej Brytanii, nowość od naszego duetu Coals, spokojną Sashę z „Outgrown”czy optymistycznie spoglądającą na świat zza mokrej szyby Cloves z „Fragil Love”. Całość zamyka doświadczona i uodporniona Farao z najnowszą piosenką „Bodies”. Czego chcieć więcej? Playlista dostarcza wszystkiego i targa emocjami jak nigdy. Czternaście kompozycji na spokojne wejście w letni nastrój. Bo jakoś trzeba przygotować się na upały i atak komarów.

Smuć się do woli, a tak umiarkowanie i z rozsądkiem.