Rok kończymy bardzo powoli, opieszale, niespiesznie. Dlatego w połowie grudnia przygotowałem dla Ciebie SADystę numer sześć. Ostatnią taką playlistę w 2015.

Długo zastanawiałem się czy publikować jeszcze w tym roku kolejnego SADystę (nie skończyłem przecież Nowych Dźwięków 2015!), ale pomyślałem, że dobrze skończyć 2015 z sześcioma odcinkami, bo to daje poczucie systematyczności. Grudzień kończy też rok, a przy podsumowaniach i składaniu postanowień noworocznych muzyka smutna jest potrzebna. Ba, jest nieodzownym elementem tego rytuału przejścia.

Tak się złożyło, że bez żadnych kłopotów udało mi się zebrać materiał spory i dobry, który chciałem pokazać Tobie. Playlista zawiera 13 utworów, głównie songwriterów, bo ich domeną jest tworzenie akustycznych, pięknych, a zarazem smutnych, ballad. I tak dzieje się właśnie na SADyście numer sześć. Mamy delikatne brzdękanie i plumkanie, mamy melancholijne melodie, wokale przepełnione smutkiem niespełnionych obietnic i rozczarowań życiowych. To tak jak u nas. Najlepiej!

Skupiając się na artystach niepopularnych, dostajemy mieszankę mroku, spokoju i (dziwnie to brzmi w kontekście muzyki) ciszy. Uduchowienie poziom ekspercki. Artysta, by być pełnowartościowym twórcą, czasami po prostu musi być smutny, kreować w smutku, dając nam smutną muzykę. Zwyczajnie tak być musi. I na szczęście jest. A my możemy tych brzmień słuchać.

Zwolnij, odetchnij i chłoń. Przyda się nam odrobina spokoju przed świętami i końcem roku.