Chcą żyć w pełnej symbiozie z dźwiękiem, a ich nazwa inspirowana jest mitologią celtycką i animacją “Sekrety Morza”. Zespół SALK, tworzy muzyczne obrazy przepełnione melancholią, które muszą chwycić Cię za serce.

Kwartet z Krakowa to pierwszy projekt, którym zauroczyłem się w 2016 roku. Okazało się, że czarowali swoimi dźwiękami już od trzech miesięcy i mają przygotowanych kilka kompozycji, także w języku polskim. I to właściwie utwory w naszym ojczystym zrobiły na mnie największe wrażenie, bo pokazują, że, choć niewątpliwie ciężko, można stworzyć w nim coś pięknego, bezpretensjonalnego, magicznego i bardzo pociągającego.

Selkie & Lighthouse Keepers, bo właśnie tak brzmi rozwinięcie skrótu SALK, łączą w swojej muzyce najlepsze części indie rockowych ballad, songwriterskiego kunsztu, żywych instrumentów i elektronicznych elementów w wielką całość. Tekstami i muzyką rozsiewają aurę powolnego przemijania, czym podkładają nam do głów obrazy zamglonego horyzontu, za którym coś się czai, ale nie wiemy co – być może coś dobrego?

Krakowski zespół to pomysł utalentowanych i młodych muzyków. Wokalistką jest Marcela Rybska, która gra także na ukulele i klawiszach, a wraz z basistą Michałem “Mamutem” Sarapatą tworzą duet założycielski SALK-a. Skład uzupełniają Mateusz Sarapata, odpowiedzialny za perkusję i elektronikę oraz Kamil Kwidziński, autor tekstów.

Skład ma całkiem spore doświadczenie, wyniesione z wcześniejszych projektów, przede wszystkim Qferau i Hatbreakers, ale całą swoją siłę twórczą skupiają obecnie na tym eterycznym tworze.

Od utworu “Mojry” zaczęło się moje badanie SALK-owych kompozycji i muszę przyznać, że jestem bardzo usatysfakcjonowany tym, co dostałem. Tutaj delikatniej, ale z każdą chwilą pełniej i gęściej. A finał? Idealny, zwrotka zaśpiewana przez Marcelę po angielsku to wszystko czego potrzebuję.

Niedługo pojawić powinna się pierwsza EP-ka zespołu, a “Matronika” to utwór tytułowy tego mini wydawnictwa. Oparty o dźwięki fortepianu, basu i skąpej elektronice. Znów tekst w języku polskim. Razem z pięknie rozchodzącym się wokalem tworzy cudowną ścianę dźwięku. I okazuje się, że nadal można stworzyć coś pięknego z dość “klasycznego” zestawu instrumentów.

Gdzieś mi w tym wszystkim pobrzmiewa styl Natalii Grosiak i Julia Marcell z jej muzycznych początków, ale to tylko moje domysły, nie mam potwierdzenia, czy faktycznie tak jest.

Nie chciałem pisać zbyt wiele o, krótkiej jak na razie, historii projektu, bo SALK opowie za moment o niej bardzo dokładnie. Tak, przechodzimy do części, w której czwarty projekt znajdujący się w Klasie 2016, zdradzi kilka szczegółów związanych z działalnością artystyczną, planami na przyszłości i najważniejszymi inspiracjami.

Od lewej: Mateusz Sarapata, Kamil Kwidziński, Marcela Rybak, Michał Sarapata.
Selkie & Lighthouse Keepers. Od lewej: Mateusz Sarapata, Kamil Kwidziński, Marcela Rybska, Michał Sarapata.

Pierwsze Kroki

Część SALK-owych kompozycji powstała już przed paroma laty, w jednym czy drugim mieszkaniu. Natomiast nazwa zespołu, inspirowana animacją “Song of the Sea” uformowała się dopiero w 2015 roku, a wraz z nazwą zrodziło się też poczucie, że to właśnie teraz, że to ten moment, że po prostu dojrzeliśmy do tego projektu. Czujemy w nim jakąś siłę, która pcha nas do przodu i podpowiada. A może ta siła to po prostu my sami. Grudniowy koncert w krakowskim kinoteatrze Wrzos był pierwszym oficjalnym koncertem SALK. Nowy rok natomiast rozpoczęliśmy występem na Sofar Sounds Cracow.

Najbliższe plany

Pracujemy właśnie nad nagraniem singla, który ma promować naszą EP-kę, “Matronika”. Z kolei do innego utworu zaczęliśmy już kręcić teledysk. Mamy taką ilość materiału, nad którym chcemy pracować i który chcemy grać, że myślenie o SALK zajmuje nam większość czasu. Dlatego, żeby w naturze była równowaga, planujemy też w końcu zacząć odżywiać się odrobinę zdrowiej i przesłuchać chociaż ułamka tego wszystkiego, co powstaje w Polsce i na świecie, a czego jeszcze nie przesłuchaliśmy. O sprawach niepotwierdzonych nie będziemy mówić, żeby nie nie zapeszyć, ale postaramy się nie zawieść tych, którzy chcą nas słuchać – nawet jeśli sami jeszcze nie wiedzą, że chcą.

Inspiracje

Nie będziemy koloryzować, że jesteśmy otwarci na wszystko i słuchamy wszystkiego. Z muzyką mamy tak, jak z każdym dniem. W zależności od tego, jak rzeczywistość trafia w nasze gusta, przyciszamy ją, dajemy głośniej, ewentualnie delikatnie podkręcamy bas (ostatecznie otwieramy piwo i rozlewamy na sprzęt), ale to wciąż jest rzeczywistość. Jeżeli nie posłuchasz jej do końca, to w jaki sposób możesz decydować, co lubisz, a czego nie? My chcemy przede wszystkim wysłuchać do końca. Niezależnie od tego, czy to najnowsza płyta Foalsów, czy też kłótnia dwóch starszych kobiet w cukierni za rogiem.

Utwory, które polecacie

Kamil: Ben Howard – Small Things
Marcela: Tom Waits – Another Man’s Vine
Michał: Sufjan Stevens – 4th of July
Mateusz: Jon Hopkins – Collider
SALK: Bjork – Unravel

To już wszystko, ale chciałem, abyśmy przed pożegnaniem posłuchali jeszcze jednego utworu SALK. “Night Train to Xibalba” to kolejna spokojna, nostalgiczna podróż w odmęty świadomości. Ileż tutaj muzycznego piękna.

PS. Sprawdź też ich Facebooka, bo tak cudownej narracji rzeczywistości, jeszcze nie widziałem!