Co to jest Showcase Festival i dlaczego drzemie w tym formacie taki potencjał? Staram się wyjaśnić, jakie są jego największe zalety oraz czego możemy się obawiać jako organizatorzy i artyści. Wszystko, na przykładach ze Stanów Zjednoczonych i Holandii.

W pierwszym zdaniu od razu małe sprostowanie – chciałem żeby tytuł brzmiał bardziej kontrowersyjnie. W naszym kraju jest jeden bardzo młody event typu Showcase Festival i nazywa się on Spring Break. Tak, to właśnie ta impreza, która odbywa się w Poznaniu i na której edycję 2015 bilety zostały wyprzedane. Ludzie dosłownie bili się do ostatnich chwil o wejściówki. Dlaczego zatem nie pójść w tę stronę? Pomyślmy.

Jest coś na rzeczy – nie lubimy, gdy każą się nam włóczyć i ciągle zastanawiać czego posłuchać. Najlepszy przykład? Psioczenie na odległość scen na gdyńskim Open’erze. Co prawda, zeszłoroczna awaryjna wersja Selectora miała odrobinę showcase’owy rozkład, a i Kraków Live Music Festival 2015 też będzie miał coś z tego formatu, ale to jedynie przez marudzenie mieszkańców Grodu Kraka.

Czym jest Showcase?

Czym właściwie jest Showcase Festival i dlaczego drzemie w tej formule taki potencjał? To dość proste: showcase to po prostu pokaz/wystawa, rozumiane różnorako (sklepoko, muzealnie itp.), ale w sensie muzyczno-festiwalowym, to pewnego rodzaju bloki, każdy z nich organizowany, prowadzony, nadzorowany przez inny podmiot. Prosty przykład: pod szyldem tej samej imprezy można znaleźć showcase’y organizowane przez wytwórnie płytowe, radia, portale/serwisy, magazyny, a także zewnętrzne instytucje, bądź sponsorów. Powiesz pewnie: co to za nowość?! Przecież na Tauronie, OFF-ie czy Woodstocku od kilku lat sceny mają różne nazwy! Oczywiście, dobry kontrargument, ale nie masz racji. Ważna sprawa – każdy showcase powinien odbywać się w innym miejscu. A w wymienionych przed chwilą wypadkach teren festiwalowy jest jeden.

Taki rodzaj festiwalu to także coś w rodzaju “imprezy branżowej” – o ile muzyczni pasjonaci gromadzą się, by odkrywać now dźwięki i posłuchać na żywo kogoś, kogo słyszeli tylko na YouTube czy SoundCloudzie, o tyle ważniejsi są na tym wydarzeniu delegaci, czyli menadżerowie, A&R, bookerzy i ludzie z wytwórni. Przychodzą, by posłuchać poleconych twórców i poszerzyć swoją sieć kontaktów. Największe, światowe showcase festivale to także miejsce do networkingu.

Festiwal Showcase’owy charakteryzuje się jeszcze jednym – zawsze towarzyszy mu część konferencyjna. Tak się utarło i już. Nie ma jedynie znaczenia to, o czym się opowiada podczas prelekcji. Mogą być to wykłady o przemyśle muzycznym, artystach i historii muzyki, zmianach w nurtach i gatunkach, sprzęcie czy realizacji dźwięku, a także szukaniu inspiracji. Obojętnie. Ma być żywo i z pomysłem.

SXSW 2015

Zalety

Najstarszym mi znanym festiwalem showcase’owym jest oczywiście SXSW Music Festival (część South By Southwest, od 1987) czyli jeden z największych eventów muzycznych w ogóle. Podczas edycji 2014 (nie ma jeszcze oficjalnych danych z 2015 roku) na około 100 scenach w różnych miejscach Austin, TX wystąpiły talenty z 57 krajów, odbyło się 600 case’ów (2 case’y razy 3 dni razy 100 miejsc), wystąpiło ponad 2,3 tys. muzyków! Każda z edycji ma swojego mentora/hosta w postaci jakiejś legendy. Byli już nimi: Dave Grohl, Prince, Lou Reed, Iggy Pop, Florence Welch, Marcus Mumford czy Kendrick Lamar.

Przejdźmy to sedna. Swoje pokazy na SXSW miały choćby takie serwisy muzyczne jak Pitchfork, Hype Machine, Pigeons & Planes czy NPR. Bardzo dobrym pomysłem jest przypisanie każdej lokalizacji konkretnego gatunku muzycznego lub motywu przewodniego (region, kraj, pochodzenie). Bardzo wiele dobrej muzyki pojawia się tam, właśnie za sprawą organizatorów. Zapraszani są artyści sympatyzujący z konkretnymi instytucjami, markami i organizacjami, co również często wpływa na jakość występów.

Największym europejskim festiwalem składającym się z występów pokazowych jest Eurosonic Festival, który wraz z konferencją, poprzedza duży (największy?) holenderski fest Noorderslag, który odbywa się Groningen. Przez trzy dni (środa, czwartek, piątek) na ponad trzydziestu scenach gra 300 artystów. Może to niewiele w porównaniu z Austin, ale tutaj showcase’y są wstępem do głównego święta muzyki. Co ciekawe, kilka ostatnich edycji Eurosonic (odbywającego się od 1996) miało swoje “kraje przewodnie”. Kolejne dobre rozwiązanie. Tutaj sceny organizowane/sponsorowane są przede wszystkim przez wytwórnie i stacje radiowe.

eurosonic-noorderslag

Może w takim razie słówko o naszym jedynaku? Jak sprawa przedstawia się na Spring Break w Poznaniu? Na pewno jest bardzo ciekawie. To dopiero druga edycja festiwalu, który odbywa się pod koniec kwietnia, a już pojawi się 13 scen i 104 projekty. Oczywiście, na razie jest niewielu patronów, doliczyłem się tylko Good Time Radio i “Co Jest Grane?”, pozostałe sceny to po prostu poznańskie kluby, ale i tak ma to ręce i nogi. I dobrze, bo oprócz niepodważalnych gwiazd jakimi są Years & Years (na skalę światową), Tides from Nebula, Skubas, Mela Koteluk czy Muchy, spotkać możemy wielu znakomitych, pięknych i młodych: Oly., Lass, Jóga, Coals, Oxford Drama, Daniel Spaleniak, Pola Rise (a to tylko kilka przykładów). Mało? Pomyśl co dziać się będzie za kilka lat, skoro bilety już teraz sprzedawały się jak świeże bułeczki.

Chciałbym, aby do Spring Break dołączyły kolejne sceny z wyraźnymi patronami, mamy przecież wielu potencjalnych mentorów i dostarczycieli świetnej muzyków, a później rozszerzajmy tę ideę, bo jest świetna. Czy nie lepiej zaliczyć 2-3 sceny z ukierunkowanymi muzyczne artystami, niż bez celu błądzić po AlterArtowych, ogromnych festiwalach, by trzeci raz usłyszeć te same zespoły, płacąc dwukrotnie więcej niż za pierwszym podejściem?

Moje obawy i zagrożenia

Niestety, nigdy nie jest tak kolorowo, jakby się mogło wydawać. Na artystów biorących udział w showcase’ach czyha wiele niebezpieczeństw. O ile w przypadku małego poznańskiego eventu nie ma mowy o żadnych zaniedbaniach, bo wszystko kontrolowane jest przez małą grupę kierowniczą, o tyle na potężnym SXSW może dochodzić do nadużyć. I dochodzi.

Jeśli oglądałeś film “Frank”, z Michaelem Fassbenderem w roli tytułowej, zapewne domyślasz się o co może mi chodzić. Pokazuje on w swoich kulminacyjnych scenach wiele prawdziwych wydarzeń, które mają miejsce nie tylko na gigancie jakim jest South by Southwest, ale i na małych eventach, szczególnie za Oceanem. Ale przystopujmy i po kolei.

Na ogromne pokazowe festiwale zapraszani są artyści nie do końca sprawdzani – są to zazwyczaj hurtowo zgłaszający się młodzi muzycy, których bada się pobieżnie. Zaprasza się modnych: takich, którzy wnoszą coś świeżego do muzyki, ale są zazwyczaj poza “mainstreamem”, nawet na scenie alternatywnej. Każdy showcase ma grupę oddelegowanych wolontariuszy, którzy zajmują się artystami tylko w obrębie sceny i podczas występów (a często jeden projekt gra kilkukrotnie podczas festiwalu). Poza tym, występujący zazwyczaj pozostawieni są sami sobie. Jednym to odpowiada, innym nie.

Ciągle zostajemy przy imprezie w Austin, ze względu na to, że na jej temat można znaleźć najwięcej informacji. SXSW to tak naprawdę tylko pokaz i ewentualnie odrobina rozgłosu. Artyści muszą przyjechać i zakwaterować się w Teksasie na własny koszt. Oczywiście jest wynagrodzenie za show – 100$ w przypadku aktu solowego oraz 250$, jeśli gra zespół. Pieniądze można także wymienić na wejściówkę dającą dostęp do wszystkich eventów odbywających się podczas tych sześciu dni. To naprawdę jedynie Showcase w pełnym tego słowa znaczeniu. Dla śmiałków z naszego kraju SXSW to ciężka przeprawa, choć niektórym się udaje. Tak, mowa o The Saturday Tea, którzy wystąpili w Austin w tym roku i… zagrają także na Spring Break 2015.

Jestem bardzo wrażliwy na wszelkie niedomówienia, bo często bywa tak, że pokazuje się jedynie piękną stronę wydarzenia, zapominając, że nie wszystko jest tak idealne jak wygląda podczas relacji oraz na zdjęciach z uśmiechniętymi i oblanymi potem muzykami, którzy właśnie zakończyli koncert. Oczywiście nie wierzę, żeby tego typu praktyki miały miejsce u nas, szczególnie przy dobrej organizacji, ale każdy powinien mieć się na baczności, bo artystów zawsze chce się wykorzystać w pierwszej kolejności.

Podsumowanie 

Uważam, że dla nas, dorastającej do delektowania się muzyką Polaków, festiwale showcase’owe to przyszłość i najlepsze możliwe rozwiązanie. Dzięki nim możemy zachować równowagę pomiędzy występami podstarzałych gwiazd, a wprowadzaniem młodych muzyków na rynek. Pozwólmy słuchaczowi zdecydować.

Albo inaczej: pozwólcie nam, słuchaczom, zdecydować. Dajcie nam możliwość wybrania. To jest dobry sposób.

Oczywiście, że widzę w tym także nadzieję i dla siebie jako osoby, która chce zmienić coś w myśleniu ludzi o muzyce. Pewnie, że jestem egoistą i samolubem, czerpiącym przyjemność z własnych sukcesów. A czy Ty nie chciałbyś pojawić się na Pan od Muzyki Showcase na takim festiwalu? Ja – bardzo!