Solo6 bierze na tapetę sześć utworów od młodych, naprawdę bardzo obiecujących artystów. To, co za moment usłyszysz, może przejść Twoje najśmielsze oczekiwania!

Codziennie rano, tuż po przebudzeniu, próbuję odgrywać rolę cynika. “Wszystko już słyszałem, nic mnie nie zaskoczy” i czasami tak jest. Ale zdarzają się dni, gdy znajduję coś, co sprawia, że uśmiecham się półgębkiem i myślę, że może są jeszcze na tym muzycznym świecie rzeczy, które sprawią mi radość.

Tak jak poniższa szóstka.

Fjer, Kiara Nelson & Kidä

Fjer – Better

Trzeci tegoroczny utwór Dunki, kolejny po “Her Turn”, który to przyniósł Fjer względną rozpoznawalność i zainteresowanie publicystów. Tym razem wokal dominuje nad beatem i melodią, a pięknym dodatkiem jest schowany z tyłu chór, który co chwilę odpowiada na rzucane frazy.

Kiara Nelson – Bulletproof

Kolejna Finka (z domieszką korzeni szwedzkich i amerykańskich), która zabiera się za podbój electro popowej Europy. “Bulletproof” to drugi singiel Kiary Nelson, coraz mocniej zaznaczający kierunek, w którym będzie zmierzać. W Finladii 18-latka porównywana jest z Duą Lipą czy Zarą Larsson – być może na wyrost, ale w każdej chwili może się to zmienić.

Kidä – Snakes

Debiutancki singiel artyski, która łączy brzmienia future-RnB z retro vibe’em – downtempo pomieszane z intensywną słodkością wokalu. 20-letnia nowojkorka mieszka obecnie w LA, gdzie produkuje i wydawać będzie swoją muzykę nakładem labelu Tireless. W przeszłości śpiewała w chórkach u Pharrella i Natashy Bedingfield, a teraz kończy Red Bull Music Academy w Montrealu. Zaleca się obserwowanie Kidy.

Gdybyś chciał dowiedzieć się więcej o artystce, Kidä udzieliła wywiadu i-D.

mAsis, Ripsy May & Tye James

mAsis – Skin

Dajemnicze trio mAsis urzeka nas od kilku miesięcy, kolejnymi publikowanymi kawałkami. Kalifornijski projekt czaruje ambientowym brzmieniem zanurzonym w deep house’owej stylistyce downtempo. Dwa subtelne wokale i eteryczny, rozpościerający się, aż po granice dźwięku, klimat. To samo dzieje się w “Skin” – stonowany, tępy beat otoczony samplowanym fragmentem głosu i dwie linie wokalu, wzajemnie się uzupełniające.

Ripsy May – Dare

Trzeci utwór Ripsy May “Dare”, to mieszanka zadziornej, gitarowej americany z elementami RnB i popu, więc nic, co znajduje się w utworze, nie może brzmieć zwyczajnie. Ripsy May tuła się obecnie pomiędzy Londynen a Los Angeles, ale urodziła się na Łotwie. Kolejna niespodzianka!

Tutaj także wideo do “Dare”. Twoja zalecana, dzienna dawka wizualnego piękna. Ordynuje lekarz muzycznego kontaktu.

Tye James – Lies

Kolejny debiutant, który oparł pomysł na siebie o gitarę i głos. No i “hoo hoo” chórki. Ale ta oszczędna aranżacja i niezwykły wokal, który potrafi zaśpiewać chyba wszystko, to jego nadprzyrodzone atuty. Tye James maluje bardzo emocjonalne pejzaże. I sprawda się to w stu procentach.

Co mówi sam Tye James o singlu “Lies”? For the longest time, I thought God was testing me. The song paints a picture of a young man coming of age and coming to terms with himself. It is, at once a heartfelt lamentation and a rallying cry – proclaiming a universal truth: be yourself.

Szuka odpowiedzi na trudne pytania, jak każdy z nas. Mógłby jednak robić to trochę dłużej, bo 2:44 to zdecydowanie za mało na wyplątanie się z porządnego kłamstwa.

I’ve never been afraid of dying, I’m more afraid of living lies.

Kto z tej szóstki zrobić na Tobie największe wrażenie? Kogo posłuchałeś więcej niż jeden raz?