Pan od Muzyki

Sound of Popularity – czy plebiscyty na “nowe gwiazdy” mają sens?

Koniec roku coraz bliżej. W biznesie muzycznym to czas stagnacji oraz najróżniejszych podsumowań – albumów, utworów, wydarzeń, zaskoczeń, artystów – które w dobie internetu może stworzyć każdy. To także czas w którym zasypywani jesteśmy zestawieniami “artystów, którzy zmienią oblicze muzyki” w roku kolejnym. Każdy ma jakieś zdanie, każdy z nas ma swoich ulubieńców. A przemysł wykreował przez lata kilka naprawdę znaczących plebiscytów, których laureaci mają uproszczoną drogą na szczyt. No bo przecież powiedziano nam, że są najlepsi spośród wszystkich, pojawiających się młokosów!

Dlaczego zatem mamy wątpić? Właśnie, czy powinniśmy? Czy te zestawienia, tworzone często przez sporą grupę specjalistów, którzy spotykają się, wymieniają poglądami, obradują i ostatecznie publikują listę, mają sens, czy to tylko lobby przemysłu muzycznego?

Zdaję sobie sprawę, że sam poddaję się temu schematowi, bo przecież chcę, aby moje zdanie wpływało na światopogląd czytelników, a nie znam żadnego z potencjalnie wielkich artystów osobiście, więc też sugeruje się artykułami, danymi, przeczuciem własnym oraz tych, których opinie szanuję. Co, jeśli błędnie? Na pewno kojarzysz BBC Music Sound of, najbardziej szanowany plebiscyt tego typu. Respektowany, bo teoretycznie bardzo obiektywny. Brytyjskie radio zbiera jury, złożone z masy prezenterów, dj-ów, producentów, dziennikarzy i blogerów, zajmujących się różnymi typami muzyki. Następnie publikuje 15 nazw (w tym roku 16) projektów, na tak zwanej longliście. Wiedzą oni od początku, kto zebrał najwięcej głosów i wygrał, ale dawkują nam te informacje – zwyczajowo dowiadujemy się w okolicach drugiego tygodnia stycznia, kto jest tym najbardziej obiecującym. Ale czy to znaczy, że tylko zwycięzca się liczy? Przecież muzyka to nie zawody sportowe, w których najlepszy to ten najszybszy lub ten, który zdobył najwięcej punktów. No właśnie.

Zwycięzcy plebiscytu Sound of: Ellie Goulding (2010), Michael Kiwanuka (2012) i Sam Smith (2014)

Sound of organizowany jest od 2003 roku, ale dopiero od edycji 2009, prezentuje listę składającą się tylko z emerging artists, będąc wcześniej jedynie nagrodą dla najlepszego artysty roku. Jak zatem radzą sobie zwycięzcy ośmiu poprzednich edycji plebiscytu? Całkiem dobrze. Ellie Goulding (2010), Jessie J (2011), Sam Smith (2014), Michael Kiwanuka (2012) czy Haim (2013) to nazwiska wielkie lub coraz większe, a Years & Years (2015) oraz Jack Garrat (2016) to także projekty, które zna coraz większa rzesza ludzi. Trochę gorzej powodzi się Ray BLK, zwyciężczyni edycji 2017, bo w kończącym się roku została przyćmiona przez bardziej popowe akty, które pojawiły się na longliście razem z nią (Stefflon Don, Jorja Smith i Rag’n’Bone Man). Ale czy tylko zwycięzca robi karierę? Absolutnie nie. Dua Lipa nie znalazła się w 2016 roku nawet na shortliście (miejsca 5.-1., zwyczajowo ogłaszane na antenie BBC Radio 1). Marina and the Diamonds, James Blake, Frank Ocean, AlunaGeorge, Banks, Sampha, Stormzy, Chance The Rapper i wielu innych także nie wygrali swoich roczników, a znamy ich doskonale. Cała nominowana piętnastka Sound of jest “skazana na sukces”, ale czy to na pewno działa w tę stronę?

Czy artyści pojawiają się na longliście i, dzięki tej obecności, stają się bardziej rozpoznawalni? A może przypadkiem jest tak, że pojawiają się na niej, dlatego, że za moment będą znani, bo muszą być, gdyż stoją za nimi wytwórnie, agencje PR-owe i managementy, które zrobią wszystko, by tak się stało? Być może robią wszystko, by umieścić swoich podopiecznych na longliście BBC Music Sound of? Czy nie jest przypadkiem tak, że jesteśmy oszukiwani – wmawia się nam, że to właśnie ci artyści są tak utalentowani, tak ułożeni, że pewnikiem jest, iż ich kariery eksplodują w następnych miesiącach – a w rzeczywistości, radiowcy już od dawna są po słowie z A&R-owcami oraz pluggerami i wiedzą, jak należy rozegrać tę kampanię? Przykładów nie trzeba daleko szukać.

Longlista BBC Music Sound of 2018

Weźmy pod lupę edycję 2018. Jeśli wygra ją ktoś spoza trójki Sigrid, Billie Eilish, Khalid, chyba wszyscy będziemy zaskoczeni. Norweżka od początku 2017 buduje swoją reputację, przy której świetnie wykorzystywane są elementy, takie jak rodzina, bliskość z naturą, naturalność, (bardzo popularne) żywe kolory w wizualiach, a także archetyp pewnej siebie i swojego talentu dziewczyny z sąsiedztwa. Sprawdza się niezwykle dobrze. Następna w kolejce, 15-letnia Amerykanka, pojawiła się pierwszy raz wraz z “Ocean Eyes”, ale później jej styl ewoluował – łagodne wokale, ale zdecydowane teksty; teenage girl, codziennie z nowym crushem, bawiąca się nieprzewidywalnością i przywiązana do rodziny, a konkretnie do brata (ciekawe, prawda?), a wizualnie (nad)używa zółtego, pomarańczowego i czerwonego – ciepłych i pogodnych kolorów (gdzieś to widziałem…). Ostatni z pretendentów to młody chłopak z pogranicza amerykańsko-meksykańskiego, jako jedyny z tej trójki wydał już płytę. Khalid, kreowany jest na delikatnego, zamkniętego nastolatka z piękną artystyczną duszą. Tylko nie aż tak bardzo, bo lubi także dziewczyny, samochody i drogi sprzęt, choć nie pogardzi także jazdą w stronę zachodzącego słońca i spontanicznymi występami na ulicy. Dodatkowo kumpluje się z Lorde, czyli największą gwiazdą alter-popu. Takie muzyczne BFF na pokaz. Wszystko działa tak, jak powinno – pokazuje artystów takimi, jakimi mamy ich widzieć, bo sami pragniemy tacy być: to przecież zwyczajni ludzie, których marzenia zaczynają się spełniać.

Nie tak trudno rozwikłać zagadki A&R-ów i pokazać, że wszyscy grają tą samą talią kart.

Fachowcy go nienawidzą, odkrył sposób na sukces. Podejrzeliśmy kilka schematów, które tłumaczą, dlaczego wygrają Ci, a nie inni. Teraz musimy zadać sobie jeszcze jedno pytanie – czy to źle? Wspomniałem już, że każdy z piętnastki jest zwycięzcą. Został doceniony, pokazał się szerokiej publiczności. Profit. Z Sound of jest trochę jak z nominacją do Oskara – samo wyróżnienie daje wiele. I działa ten sam schemat – nominację często trzeba wychodzić i wyprosić.

Nominacje do Sound of 2018, z których bardzo się cieszę

Wśród tegorocznej 16 jest kilkoro artystów, którym przyda się dodatkowy rozgłos, ale także garść tych, którzy na pewno zostali tam wepchnięci przez wytwórnie. Cieszę się, że mamy Yaeji i Nilüfer Yanyę czy IAMDDB, nie rozumiem, jak mogło znaleźć się miejsce dla kolektywu Superorganism (wydali trzy utwory, z których kojarzony jest jeden, ale podpisali kontrakt z Domino Recordings). I teraz – mamy wiernie podążać za typami “specjalistów”, czy sami szukać swoich “odkryć”. Jeśli wybierasz drugą opcję, gratulację, ale jak odróżnisz prawdziwość i naturalność od bełkotu prasówek i recenzji napisanych, by nie stracić dobrych relacji z kimś tam?

Granice się zacierają. Czasami sam nie wiem, czy coś podoba mi się, bo jest dobre, czy dlatego, że ma ładny cover art, klip wygląda jak film, a wytrórnia przygotowała ładny press pack. Lubimy, gdy coś jest białe albo czarne. Sam również to lubię, bo daje mi to poczucie bezpieczeństwa. Wiem, że przecież nie mogę się mylić! “Artysta na pewno jest prawdziwy i utalentowany, a nie dobrze poprowadzony przez wytwórnię i specjalistów od wizerunku”. Tylko, czy większość z nas naprawdę chciałaby słuchać wyłącznie niezależnych arytstów, którzy mają mnóstwo świetnych pomysłów i talent, ale nie potrafią stworzyć charakterystycznego wizerunku, nie mają jeszcze umiejętności, by wypracować spójne brzmienie, czy nawet przygotować ładną okładkę płyty? Nie jestem przekonany.

Kończę tekst, tylko połowicznie odpowiadając na postawione pytanie. Zestawienia, takie jak BBC Music Sound of mają sens, ale wyłącznie, gdy będziemy patrzeć na nie wiedząc, do czego służą. Gdy będziemy świadomi, że poza nimi istnieje życie. Bierzmy z nich wszystko, co dla nas dobre, ale nie zapominajmy, że dotyczą one wyłącznie artystów, którym się już udało. Bez miejsca w tym plebiscycie też daliby sobie radę.

Dla nas, poszukiwaczy muzycznej świeżości, o wiele bardziej wartościowe będzie zakochanie się w muzyce choć jednego artysty, który ciągle czeka na swojego menadżera wjeżdżającego na jednorożcu. W jego przypadku, jeden nowy, lojalny fan znaczy dużo więcej.

A teraz zapraszam Cię na moje podsumowanie roku. Również na to z “nadziejami muzycznymi”. Tylko pamiętaj, przeglądaj je w styczniu 2018 z przymrużeniem oka.

Scroll Up