Powiew świeżości musi wynikać z eklektyzmu gatunkowego / Tash Sultana – Notion EP

tash-sultana-1Młoda artystka, która podbiła już rodzimą Australię, a teraz przypuszcza atak na nasze umysły. Gdy zaczniesz słuchać, już się nie uwolnisz. Zachwycam się Tash Sultaną i “Notion” EP.

Jeśli miałbym wskazać jedno tegoroczne odkrycie muzyczne, artystę, który zrobił na mnie największe wrażenie, zdecydowanie byłaby to Tash Sultana. Kto zwyczajny na swoją pierwszą EP-kę wrzuca dwadzieścia minut koncertu live? Ano, właśnie rzeczona Australijka.

Właściwie nie wiem, co więcej mogę napisać o Tash albo o muzyce artystki, niż to, co zostało już napisane. Może, że “Notion” EP, choć zawiera sześć utworów, trwa 40 minut? Że Sultana to świeżak, który wszystkiego nauczył się sam, gdy w wieku trzech lat po raz pierwszy chwycił za gitarę? Że za każdym razem rozsiewa magię luzu i spontaniczności, choć jest profesjonalistką, która śpiewa, gra (gitara, synth, samplery perkusyjne, trąbka, harmonijka), komponuje, pisze, a do tego wplata do swojej muzyki elementy beatboxu? Że jej koncerty sprzedają się w kraju rodzinnym i Europie? Że, by spokojnie wydać EP-kę tak, jak chciała, założyła własną, niezależną wytwórnię? I że to wszystko robi w wieku lat 21?

Sercami Australijczyków zawładnęła już jakiś czas temu. Wszystko zaczęło się w 2011 roku, gdy Tash Sultana miała 16 lat i zaczęła grać pierwsze, delikatnie nieporadne koncerty akustyczne. To także wówczas wydała swoją debiutancką EP-kę, do której dzisiaj się chyba nie przyznaje. Od tamtej pory wszystko nabierało rozpędu, ale także się zmieniało. Wizualnie, pojawiły się piękne tatuaże, kilka dredów, zmienił styl ubioru, który teraz jest niezwykle eklektyczny i trudno powiedzieć, do czego najmocniej nawiązuje. Artystycznie (i zapewne mentalnie), to już młoda, rozkwitająca kobieta, która wykształciła własny, bardzo osobliwy styl. I przyznaję, powoli staję się jej zakładnikiem.

tash-sultana-2

“Notion” EP znakomicie pokazuje cały przekrój brzmieniowy Australijki, choć to zaledwie skrawek jej repertuaru. Znajdziemy tam dwa single “Notion” i “Jungle”, które szturmem wzięły publiczne stacje Triple J (“Jungle” było w ubiegłym tygodniu drugim, najczęściej granym utworem) i Tripje J Unearthed. Są to długie, emocjonalne kompozycje, skrojone jakby na miarę, prezentujące każdy atut artystki. Od skłonności do kilkuminutowych, gitarowych wprowadzeń i bluesowych riffów, aż po zamiłowanie do beatów (samplowanych i naturalnych, tworzonych aparatem mowy) oraz instrumentów dętych.

Studyjne wyczyny Tash dopełniają: wydany najwcześniej kawałek “Gemini” i otwierający EP-kę “Synergy”. Jednak najważniejszym jest to, co zamyka wydawnictwo. “Big Smoke Pt 1” i “Big Smoke Pt 2” czyli dwadzieścia minut nagrania na żywo, które tak naprawdę złożone jest z co najmniej czterech numerów. Możemy poczuć atmosferę koncertów artystki: brak skrępowania, skupienie, improwizowane wstępy oraz ciepło i radość. A żywiołowe reakcje publiczności są bezcenne. Osoba odpowiedzialna za pomysł umieszczenia tych nagrań na “Notion” EP powinna dostać podwyżkę. Albo chociaż order z ziemniaka!

tash-sultana-notion-ep

Słucham tego mini albumu (czy przy 40 minutach i około 10 utworach można jeszcze pisać o EP?) od piątkowego wieczoru, 23 września czyli dnia publikacji. I ciągle nie mam dość! Tash Sultana potrafi zawładnąć umysłem – zarówno swoją muzyką, jak i osobą. Zalecam obserwować tę dziewczynę i modlić się, by podczas kolejnego europejskiego touru (niestety, najwcześniej wiosną 2017) zawitała do nas.

Mało Ci Tash Sultany? Zajrzyj na jej BandCampa lub YouTube’a po więcej muzyki, szczególnie tej starszej.