Pan od Muzyki

TheBest5: Aurora, Noname, 6LACK, BROCKHAMPTON & Christine and the Queens

Pierwsza odsłona TheBest5, czyli zestawienia pięciu najlepszych albumów miesiąca. Zaczynamy od września 2018, bo dlaczego nie? W końcu w tym miesiącu ukazało się naprawdę wiele, dobrych płyt!

Wrzesień się skończył, czas podsumować pierwszy jesienny miesiąc, zagłębiając się w najlepsze, wydane w tym okresie albumy. TheBest5 to zestawienie pięciu najciekawszych płyt, które zapadły mi w pamięć. Okazuje się, że całość rozkłada się pomiędzy projekty popowe oraz te, łączące w swojej muzyce w głównej mierze rap i R&B. Kto otwiera piątkę, a kto wypadł najlepiej i dlaczego? Zaraz się tego dowiesz!

5. Aurora – Infections Of A Different Kind – Step 1

Aurora to Aurora i nie ma żadnej dyskusji na temat tego, czy jej nowe wydawnictwo trafi do mojego topu miesiąca. Nie jest to jednak materiał, który odbije się na moim postrzeganiu muzyki. “Infections Of A Different Kind – Step 1” dostało swój własny wpis w dniu wydania, napisałem tam co nieco o tym, skąd w ogóle wziął się ten album. Teraz muszę poświęcić kilka słów samemu brzmieniu. Czy ten materiał mnie czymś zaskoczył? Jasne. Norweżka próbuje inkorporować nowe dźwięki do produkcji, ciągle rozwija też swoje umiejętności pisarskie – historie, które opowiada, są naprawdę nieprzeciętne i angażujące.

Album brzmi dobrze, ale trochę tak, jak można się było tego spodziewać. Za mało tutaj dziwności i niespodziewanych dźwiękowych zwrotów akcji. Całość jest dość łagodna. Śliczna, ale prawdopodobnie jedynie “Churchyard” tak naprawdę różni się mocniej od reszty, a to także głównie za sprawą linii wokalu.

Na pewno będę wracał do tej płyty, ale przyjmuję ją umiarkowanie ciepło. A od Aurory oczekuję teraz już zdecydowanie więcej. Oby “Step 2” przyniósł świeżość.

4. Noname – Room 25

Debiutancki (jeśli “Telephone” uznamy jeszcze za mixtape) album Noname “Room 25” uderzył mnie trochę znienacka. Fatimah Nyeema Warner demostruje, jak w 2018 roku można łączyć rap z pięknym, smukłym brzmieniem neosoulu, jazzu i R&B. Wszystko tutaj składa się w namiętną całość. Tekst, wokal, arranż, bity – balans pomiędzy delikatnością, a intensywnością jest niezwykły. Noname potrafi zachwycić flow, potrafi zadziwić samplem, a także zaciekawić wyborem featuringu.

Poetyckość tego materiału i to, jak łączy delikatnie różniące się od siebie stylistyki w spójną całość jest zadziwiająca. Mimo wielu agresywnych sampli, melodie i użyte instrumenty koją nerwy niesłychanie dobrze. Miks tych dźwięków potrafi otępić i sprawić, że wyłączymy uwagę, ale wg mnie to celowy zabieg.

3. 6LACK – East Atlanta Love Letter

6LACK, a właściwie Ricardo Valdez Valentine, to według mnie jeden z najciekawszych, młodych raperów (choć wcale taki młody nie jest, ma 26 lat). Dlaczego? Nie tylko jego leniwe flow jest czymś, co przykuwa uwagę. Potrafi także stworzyć rap, który w bezpretensjonalny sposób połączy wiele gatunków w jedną całość – od R&B i soulu, przed trap i dark electro, aż po popowe elementy. W listopadzie 2016 wydał debiut “Free 6LACK”, ale tak w pełni przekonałem się do niego dopiero podczas spotkania z “East Atlanta Love Letter”. Album ma ciężki, napisałbym nawet grząski klimat, ale przeplatane jest to wszystko lżejszymi melodiami, choć beat niezmiennie utrzymuje pewien poziom mocy.

Pamiętać należy, że Amerykanin, urodzony w Baltimore, Maryland, wychowany w Atlancie, Georgia, zaprosił na album nie lada gości. Znajdziemy tu duety z Future, J.Cole’em i Offsetem. A także Khalidem, ale akurat on pcha się wdzędzie. Atutem albumu są z reguły leniwe linie wokalu i spokojnie płynące kompozycje. Podkreślam to po raz kolejny – klimat “EALL” jest niezwykły i chyba to zaimponowało mi najbardziej.

2. BROCKHAMPTON – iridescence

Najlepszy boy band w historii amerykańskiej muzyki? Być może. Najgorętszy kolektyw 2018 roku? Na pewno. Odd Future przetarło szlaki, BROCKHAMPTON przenosi ten koncept na kolejny poziom. Trylogia “Saturation” była bardzo ciekawa, i pisze to z perspektywy osoby, która Kevinem Abstraktem i spółką zainsteresowała się relatywnie niedawno, ale “iridescence” to rozkwit z wielu powodów. Kolejni członkowie dostają więcej miejsca na pokazanie umiejętności, band potrafił podnieść się po nieciekawych miesiącach (oskarżenia w stosunku do Ameera Vanna i jego odejście), a ich sound cały czas się rozwija.

Mamy tutaj tak wiele różnych stylistyki – od agresywnego trapu, przed głębokie R&B i auto-tune, aż po delikatny soul pop. I to wszystko jakoś tutaj pasuje. Skład to zbiór najróżniejszych person, tak samo jest z ich muzyką. Na “iridescence” jest mało brzmienia, które można połączyć z singlami “1999 WILDFIRE”, “1998 TRUMAN” i “1997 DIANA”, ale nowe dodatki spisują się niesamowicie.

Podkreślam ponownie – imponuje mi spójność albumu, przy użyciu tak różnorodnych brzmień. I uderzająca z każdego kawałka moc!

1. Christine and the Queens – Chris

Pierwsze miejsce we wrześniowym zestawieniu należało się właśnie temu albumowi. A właściwie dwóm, bo przecież Christine and the Queens wydała dwie płyty w jednej. “Chris” to wersja angielska i francuska spakowane w całość. I to samo w sobie zasługuje na docenienie. Podwójna praca na pewno opłaciła się Heloïse Letissier, bo materiał brzmi niesamowicie. “Chris” gubi gdzieś po drodze klimaty popu w stylu Michaela Jacksona, a rozwija się i zmierza w inną, nową stronę. Bardziej wyrafinowaną i bogatszą.

“Chris” to nie tylko pop w najlepszym wydaniu, ale także duża świadomość tego, dokąd artystka zmiarza. Oczywiście, Francuzka mówiła sporo o przekraczaniu granic, o zerwaniu z ostrożnym graniem i pokazaniu wielu odcieni seksualności, ale najważniejsze w tych wszystkich wypowiedziach jest jedno “nie boję się eksperymentować, nawet na utartym gruncie i świętych schematach”. Dużo synthu, vintage feeling i melodie, które rozpływają się w uszach. A wszystko okraszone tym pięknym głosem, nie zawsze wyraźnie wyśpiewanymi frazami i ciepłem aranżu. Magia przy każdym odsłuchu.

To właśnie moja wrześniowa piątka. Słuchałeś tych albumów? Co o nich sądzisz? Czy któryś z nich znalazł się w Twoim TheBest5? Daj znać – w komentarzu, na Facebooku, Twitterze lub nawet Instagramie.

Scroll Up